moje wędrowanie...

Archiwum


  • nowa nadzieja...

    Wczoraj po raz pierwszy (był już wcześniej czwartek) po wakacyjnej przerwie zawitałam wraz z dziećmi i gitarą na Mszy z ich udziałem. W tym roku na nowo, bo przybyli nowi wikarzy. Nie mówiłam nic, a ksiądz odpowiedzialny za dzieci zawitał przed Mszą i poprowadził śpiewy. Zapowiedział się też na próbę scholi. Byłam zachwycona, uważam, że tak to powinno wyglądać. Nie czarujmy się, kapłan bardziej przyciągnie dzieciaki, niż ja, tym bardziej teraz, gdy nie ma mnie w szkole. Ufam, że starczy mu sił i zapału, a i w zgodnej współpracy zrodzi się wiele nowych pomysłów. Bo o to chodzi, by współpracować, a nie być jednoosobowym aktorem na scenie.


  • zniecierpliwienie...

    Odkąd sięgam pamięcią, zawsze miałam problem z cierpliwością. Jest to uwarunkowane wieloma czynnikami. Wewnętrznymi cechami, ale i wychowaniem, atmosferą w domu. Mojej mamie, w odróżnieniu do taty, także brakowało w wielu sytuacjach cierpliwości. A ponieważ w wielu rzeczach jestem podobna do mamy i to otrzymałam od niej w spadku.


  • tracić swoje życie...

    Szczera odpowiedź na pytanie, czego tak naprawdę w życiu szukam i w czym upatruję wartość, wskaże mi co robię ze swoim życiem, czy je miłuję, czy nienawidzę, czy stracę je, czy też zachowam.


  • kilka zamyśleń...

    Dzisiejsza niedziela pełna wrażeń i religijnych przeżyć kończy czas świąteczny. W przyszłym roku święta w mojej rodzinie będą już inne. Dwoje siostrzeńców podjęło decyzję zawarcia małżeństwa i to jeszcze w tym roku. Więc oswajam się z nową sytuacją i nowymi ludźmi...


  • diecezjalny brak piątkowego postu...

    W rozmowie z koleżanką, która jest w sanatorium poza naszą diecezją, zażartowałam, że ja dziś z racji piątku i uroczystości św. Jacka nie muszę pościć, a ona tak. Wprawdzie nie jestem takim jadaczem mięsa, że trudno mi się bez niego obejść, czasem nie jem go cały tydzień, bo muszę pozjadać to, co mam w lodówce, a niekoniecznie jest mięsne ;), to jednak dziś pozwoliłam sobie na wędlinowe śniadanie...


  • planowania ciąg dalszy...

    Podczas dzisiejszego dnia moje myśli toczyły się jeszcze wokół planowania. Pamiętam, że gdy ktoś mnie do tego zobligował byłam negatywnie nastawiona i dziś już wiem dlaczego. Poczucie, że udało się przeżyć dzień zgodnie z tym, co się zaplanowało, może w człowieku budzić pychę doskonałości. Bo zbyt mała wdzięczność wobec Boga sprawia, że z trudnością uznaje się tenże „sukces” za Jego zasługę. A z tą wdzięcznością bywa często tak, jak ze sztandarem. Łatwo go zrobić, napisać, zdeklarować się, trudniej z jego realizacją. Niekoniecznie to, co na ustach, czy w pisanych słowach odzwierciedla nasze serce, nasze wnętrze.


  • mam inne zdanie...

    Czytam, patrzę, oglądam i próbuję w to włączyć swój światopogląd, chrześcijański rzecz jasna. I można każdej sytuacji i tej, którą pochwalam i tej, której jestem przeciwna dopasować nawet słowa samego Jezusa. Dlatego tego nie zrobię.


  • modlitwa...

    Ileż spraw wyglądałoby inaczej, gdyby było więcej w moim życiu modlitwy? Tylko, co to znaczy więcej się modlić?


  • konieczna samotność...

    Bywają takie dni, gdzie mimo tłumu ludzi doświadczam samotności i im bliższe mi to osoby, tym bardziej mnie boli. Zapewne mają na to wpływ błędy, które kiedyś popełniłam, czy też nadal popełniam, nie zaprzeczam. Gdy sięgam pamięcią wstecz, widzę, jak w wielu sprawach, o czymś, co mogłam zrobić, a nie zrobiłam, w ogóle nie pomyślałam. Może inni czuli się przeze mnie ranieni?


  • owocna zmiana planów

    Planowany wyjazd w Jurę nie wypalił z powodu deszczu. W związku z czym trzeba było zmodyfikować plany. W efekcie wylądowaliśmy w kinie. Znajomi zaproponowali film „Nietykalni”, który także im został przez kogoś zarekomendowany. Film, który zapewne w telewizji nie przyciągnąłby mojej uwagi, choćby z powodu kolorystyki. Po prostu nie lubię filmów w tej buro-szaro-żółtej i ciemnej kolorystyce, zwłaszcza, że i bohaterzy ubierali się w takie kolory.

Ostatnio dodane

Polecam

Bądź na bieżąco