moje wędrowanie...

Archiwum


  • z gitarą w ręku...

    "Nie patrzmy radzi na cudze błędy, nie zawsze mądry ten, kto bezbłędny, nie cieszmy oka na czyjeś klęski, nie zawsze silny ten, kto zwycięski. I nie wpatrujmy się ufnie w luster kryształy, nie będzie wielkim ten, kto jest mały." Czesław Niemen


  • poranna prasówka...

    Od wczoraj walczę z bólem głowy. To też sprawiło, że w ostatni dzień, w którym mogłam wyspać się bez czasowego ograniczenia, zmuszona byłam wstać wcześniej. Nie pomógł lek, ale jak zwykle wspomogłam go poranną kawą, co przytłumiło ostrość bólu. Ale nie o bólu miałam pisać, a o tym, że przy śniadaniu zerknęłam do papierowego wydania GN.


  • o religii, poście i Słowie Bożym słów kilka...

    Kiedyś pisałam tu o poście. Wczoraj pewien kameduła nieco rozjaśnił ten problem. Powiem inaczej, przypomniał o innych aspektach postu. Nie wiem, na ile wiernie oddam tę myśl, ale podzielę się tym, co we mnie pozostało.


  • rozważania o czyśćcu...

    Patrzymy na czyściec bardzo łagodnie, godząc się bez większych oporów w swoich rozważaniach na to, by stał się naszym udziałem. A cierpienia, jakiego tam doświadczają dusze nie są z niczym porównywalne tu na ziemi. Ktoś opowiadał mi ostatnio o pobożnym człowieku (niestety, nie zapamiętałam jego imienia), któremu po śmierci i spotkaniu z Bogiem i krótkim pobycie w czyśćcu, Pan Bóg pozwolił wrócić do życia na ziemi.


  • powrót do codzienności...

    Dziś pierwszy dzień w pracy po 5 tygodniach przerwy. Nie czułam stresu, ale do domu wróciłam bardzo zmęczona. Oczka mi się kleją, a mam jeszcze trochę spraw do załatwienia. Do szkoły szłam z lekkim ociąganiem się, choć z wcześniejszym porannym wstawaniem nie miałam problemu.


  • spontaniczne decyzje, a planowanie...

    Postanowiłam dziś odwiedzić moją Mamę, która wróciła ze szpitala do domu, a miałam na to niewiele czasu, gdyż popołudniu czekała mnie jeszcze religia w salkach. Z dojazdem tam i z powrotem została mi niecała godzina na wypicie kawy. Wyjechałam od Rodziców kilka minut później, niż planowałam. Szczyt okazał się dla mnie łaskawy, nigdzie po drodze nie było korków, a i zielone światła sprzyjały punktualnemu zameldowaniu się w salkach. Zrobienie niespodzianki (nie uprzedzałam nikogo o moim przyjeździe) przyniosło mi radość, która sprawiła, że nie czułam żadnego zmęczenia, mimo upału i całego dnia poza domem.


  • martwa wiara?

    Spontaniczna decyzja, by wczoraj zaraz po skończonych lekcjach pojechać na basen okazała się trafiona. Mało ludzi w wodzie, do tego wolna sauna, sprawiły, że naprawdę się wyluzowałam i zrelaksowałam. Będę musiała to uczynić stałym punktem tygodnia, tylko, czy starczy mi samozaparcia?


  • długo zwlekane spotkanie...

    W momencie śmierci bliskiego uderza człowieka świadomość niczym nie dającej się zapełnić pustki. (Ks. Józef Tischner)


  • a jednak wciąż kocham góry...

    Poproszono mnie bym pojechała jako opiekun na wycieczkę w góry, miałam też przydzieloną funkcję przewodnika po szlaku. Do 1000 m n.p.m. może być nim każdy nauczyciel powyżej już przewodnik. Dobrze czuję się w tej roli, ja naprawdę lubię chodzić po górach, zwłaszcza, gdy nie jestem odpowiedzialna za całą wycieczkę. A ponieważ mam przechodzonych parę klasycznych szlaków Beskidów, zrobiłam to z wielką przyjemnością. Zrezygnowałam nawet z krótkiego dnia pracy w szkole (4 lekcje) na rzecz prawie dwunastogodzinnej eskapady (a za to nie ma nadgodzin). I choć jestem padnięta, mam w sobie taką wewnętrzną górską radość.

Ostatnio dodane

Polecam

Bądź na bieżąco