moje wędrowanie...

Archiwum


  • Komunia dla przedszkolaków...

    W dniu, w którym Kościół wspomina papieża Piusa X, moje myśli biegną ku dzieciakom, z którymi Pan Bóg złączył mój los poprzez przygotowywanie ich do Wczesnej Komunii. Przez te wszystkie lata zebrała się już niemała grupka. Spora ich część założyła już rodziny i czekać, aż przyjdą z własnymi dziećmi. Może doczekam takiej chwili.


  • przedświąteczne krzątanie się...

    Próbuję dziś wyobrazić sobie Maryję, która w samotności wędrując do Elżbiety kontempluje to, czego chwilę wcześniej doświadcza. Idzie w takiej bliskości Boga, jaką mi trudno sobie wyobrazić. Te kilka dni drogi przemyśleń i obcowania z Nim wyraża w powitalnym Magnificat. Hymnie, który zawiera tak bogatą treść, a z racji osłuchania tak trudno mi go medytować i prawdziwie usłyszeć.


  • poranna Msza święta

    Na czas remontu postanowiłam chodzić na najwcześniejszą Mszę, która jest w mojej parafii o 6:30. Ekipa pracuje, jak długo się da, więc z wieczorną Mszą mogłabym mieć czasem problem. Dziś miałam zaledwie 13 minut, by na nią zdążyć. Po prostu zagapiłam się. Widząc na zegarze 6:05, wydawało mi się, że mam jeszcze dużo czasu do 6:30. Doznałam nagłego olśnienia, że o tej godzinie zaczyna się już Msza, gdy zobaczyłam, że jest 6:17.


  • intensywny czas...

    Wczoraj, wiedząc, że mogę wstać później i pójść wieczorem na Mszę św. z trudem wygrzebałam się z łóżka i ledwo co zdążyłam do szkoły. Kiedy przejeżdżałam skrzyżowanie, stały tam trzy, dość poważnie stłuczone, samochody. Pomyślałam, że być może Pan Bóg mnie uchronił, wykorzystując moje nie najlepsze samopoczucie? Dobry początek intensywnego dzionka - przemknęło mi przez myśl...


  • to był trudny tydzień

    To był ciężki tydzień, całodziennego przebywania poza domem, gdzieś pomiędzy szkołą a szpitalem. Wracałam późno do domu, musiałam też rezygnować ze swoich planów, bo zabrakło mi czasu na ich realizację. A swoje urodziny spędziłam na czuwaniu przy łóżku Mamy, bo właśnie w tym dniu miała operację. Obydwie spędziłyśmy ten dzień razem, jak wiele lat temu, gdy się urodziłam. Wtedy to Ona czuwała przy mnie, teraz odwróciły się nasze role. Był to dla mnie trudny dzień, mimo wielu dowodów ludzkiej życzliwości i pamięci.


  • w kolejce na badanie...

    Straszono mnie, że będzie bolało. Do badania musiałam się przygotowywać już od wczoraj. Nie bolało, a i diagnoza okazała się nie najgorsza. Objawy, jak stwierdził lekarz mogą być wynikiem trudnych doświadczeń, przeżyć. Hmmm... obawiałam się najgorszego, dlatego, choć skutki trzeba wyleczyć, może nawet operacyjnie, to wyszłam uspokojona. Idąc na badanie nie było we mnie lęku, mówiłam Bogu, że będzie, jak zechce, a jednak to, co usłyszałam bardzo mnie ucieszyło. Badanie się opóźniło, stąd dzielę się moimi przemyśleniami, jakie towarzyszyły mi w trakcie oczekiwania. Nie są one związane z badaniem, czy chorobą, a dotyczą relacji z drugim człowiekiem...


  • przyjąć bez skargi?

    Gdybym straciła głos na zawsze, czy umiałabym się z tym pogodzić?


  • zamyślenia porekolekcyjne...

    Szkolne rekolekcje wielkopostne zakończone…


  • równowaga...

    Maria i Marta. Modlitwa i praca. Każda dziedzina życia potrzebuje równowagi. Potrzebuje jej mój organizm, to wszystko, czym się zajmuję, moja praca, odpoczynek, a przede wszystkim moja wiara i relacja z Bogiem. Zawsze można przegiąć w którąś stronę. A w relacjach z Bogiem potrzeba modlitwy, ale też dobrego wypełniania swoich obowiązków.


  • hierarchia wartości...

    I tak biegnie czas, dniem za dniem. A ja chłonę każdą chwilę i napawam się Boża obecnością. Nie ma dnia, by mi o niej nie przypominał. Tyle rzeczy wydarzyło się ostatnio. Siostrzeniec się zaręczył, siostrzenice pną się w górę, a ja ciągle w mojej „trzynastce” usiłuję przekonywać dzieciaki, że warto żyć z Bogiem. I wcale mi z tego powodu nie jest smutno, choć wydaje się, że to walka z wiatrakami.

Ostatnio dodane

Polecam

Bądź na bieżąco