Złośliwości

Środowisko sędziów według prof. Strzembosza

Andrzej Macura

dodane 2017-12-19 21:39

Czytam i oczom nie wierzę. Takiej krytyki środowiska sędziów z ust tego człowieka się nie spodziewałem.

Kiedyś to już pisałem, ale jeszcze raz przypomnę: uważam, że sądy powinny zostać zreformowane, ale nie jestem przekonany czy obecna reforma sprawi, że będą one lepiej służyły sprawiedliwości. Mając taką opinię z dystansem podchodzę więc i do jednej i do drugiej strony toczącego się obecnie sporu. Głos zabrał w nim ostatnio prof. Adam Strzembosz. Broniąc oczywiście dotychczasowych rozwiązań. Tyle że broniąc, niechcący powiedział o tym środowisku rzeczy straszne. W programie "Fakty po faktach" Pozwolę sobie zacytować w wersji podanej przez portal TVN24.

Gość "Faktów po Faktach" dodał, że boi się powrotu w sądach do czasów Polski ludowej. - Ja do sądownictwa na aplikację przyszedłem w 1956 roku, z głęboką wiarą, że następują zasadnicze zmiany i że te zmiany będą postępować. Wszyscy zawiedliśmy się. (...) Tam spraw politycznych było niewiele. Większość sędziów orzekała normalnie, na podstawie złego, niechlujnego, czasem nieludzkiego prawa. Jak doszło do sprawy o charakterze politycznym, nie było żadnego problemu ze znalezieniem sędziego - powiedział prof. Strzembosz. - Oni służyli wiernie. Zdarzało się, że prezes sądu nie musiał nawet żadnej rozmowy z takim sędzią odbywać. Przecież wiadomo było, dlaczego się go prosi o orzekanie w takiej sprawie. Ja się tego boję, bo prezesi są teraz powoływani przez ministra sprawiedliwości bez konsultacji ze środowiskiem. Prezesi, tak jak wtedy, nie będą się liczyć z kolegami, bo ich koledzy nie będą mieli żadnego wpływu na ich dalsze losy, na to, czy pozostaną prezesami, czy nie, i jak będą oceniani przez władze zwierzchnie - powiedział.

Dodał, że nagrody dla sędziów były w tamtych czasach bardzo istotne. - Działały bardzo mocno, szczególnie w okresie większej biedy nagroda nie była obojętna. Jak zmienialiśmy ustrój sądów, to znieśliśmy wszystkie klasy płacowe w ramach jednego sądu. Awanse chcieliśmy uzależnić wyłącznie od opinii środowiska - od Krajowej Rady Sądownictwa zależała decyzja, czy kandydat kwalifikuje się na dane stanowisko - powiedział prof. Strzembosz.
 
Pozwoliłem sobie zaznaczyć najbardziej pikantne kawałki. Mrozi krew w żyłach, prawda?
 
No bo cóż Pan Profesor mówi? Że w czasach komuny nie brakowało w sądach sędziów usłużnych, którzy jakby co, wydali odpowiedni wyrok. Nie trzeba było nawet z nimi rozmawiać, wiedzieli, jakiego wyroku oczekuje władza. I liczyli, że owa władza się odwdzięczy. Ba, byli to ludzie łasi na pieniądze, jakie mógł im przynieść awans. Straszne. Ale było, minęło, prawda?
 
Nie zadaję niewygodnego pytania, gdzie się owi sędziowie po ’89 roku znaleźli. Jakoś nie słyszałem ani o jakiejś weryfikacji tego środowiska ani lustracji. OK, niech będzie, że środowisko oczyściło się samo. Ale co mówi profesor Strzembosz? Ano że boi się powrotu w sądach do czasu Polski Ludowej. Straszne, prawda?
 
Proszę zwrócić uwagę, że obecna reforma nie wprowadza w to środowisko nowych ludzi. Sędziami nie będą odtąd chłopcy po liceum. To będą ciągle ci sami ludzie. Ludzie, którzy przeszli odpowiednią drogę kształcenia i doszkalania. Mimo to prof. Strzembosz się boi. Znaczy że jest świadom, że w tym środowisku ciągle skrywają się  karierowicze gotowi wydawać wyroki wedle politycznego zapotrzebowania. I nawet nie trzeba ich będzie do tego nakłaniać. Sami będą wiedzieć co mają  zrobić. Dla kariery, dla pieniędzy zrobią wszystko. Nie powiem, bardzo mocne.
 
Zadajmy jednak kolejne, nasuwające się pytanie. Co tych ludzi w tym środowisku teraz powstrzymuje od takiego zachowania? Nie zgaduję. Profesor Strzembosz jasno to powiedział: opinia środowiska. To od niej zależy dziś kariera sędziego. Nie wiem czy to mocne czy marne zabezpieczenie przed uleganiem wpływom politycznym. Ale na pewno żadne zabezpieczenie sędziego bez kręgosłupa przed naciskami jako takimi. Zmienia się tylko naciskający: nie jest już nim polityk, ale środowisko sędziowskie. To samo - przypomnę - w którym, jak sam przyznał prof. Strzembosz, nie brakuje chciwych karierowiczów. Przesadzam? Nie no, musimy przecież założyć, ze mechanizm oceny przez środowisko odnosi się do wszystkich. I nie tylko potencjalny karierowicz boi się opinii uczciwych kolegów po fachu, ale i uczciwy sędzia boi się opinii karierowiczów. Nie tak?

Może bym i uwierzył, że tak nie jest, że działa to tylko w jedną stronę, gdyby nie ujawnione jakiś czas temu informacje dotyczące finansowania fundacji powiązanych z prominentnymi sędziami.... Może w senacie i sejmie więcej jest ludzi łamiących prawo - jak to stwierdził prof. Strzembosz, ale... kto powiedział, że można czerpać zysku z takich czy innych decyzji w sądzie tylko wtedy, gdy się prawo łamie? Fundacji pieniądze można dać albo nie dać. To tylko kwestia woli darczyńcy.... A przecież nie tylko tak można usłużnych sędziów wynagradzać, prawda? Wystarczy szepnąć słówko: „Niech ktoś z rodziny kupi akcje tej państwowej firmy”, "niech ktoś z rodziny kupi tamtą ziemię”.... Tak, to tylko gdybanie. No cóż, ale w świecie polityki to praktyka dość dobrze znana, nie sądzę więc, by nie istniała możliwość zaaplikowania jej w środowisku sędziowskim.

Nie, nie jestem gorącym zwolennikiem forsowanych przez PiS zmian. Szczerze mówiąc mam co do nich wiele obaw. Ale opinia prof. Strzembosza na temat środowiska sędziowskiego uświadamia mi, że do zaistnienia patologii, których tak wielu się obawia, obecny układ całkowicie wystarczy.

N P W Ś C P S
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8
Dzisiaj: 14.11.2018