Narzekania, Złośliwości
Rowerowo
dodane 2025-08-08 16:19
Mogę trochę pomarudzić? To marudzę :)
Sierpień, imieniny miesiąca... Tylko dwie ósemki. Inaczej było 37 lat temu. Ósmego ósmego osiemdziesiątego ósmego. O ósmej rano. Pamiętam, bo musiałem w odpowiedniej rubryczce wpisać datę, godzinę. Roześmialiśmy się wtedy z Andrzejem.... Dziś...
Dziś – już z dwadzieścia minut po 8:08 – szukałem sposobu na objechanie zamkniętej w lesie rowerowej drogi. „Zrywka i ścinka drewna”. No tak: kiedy zamyka się drogi dla samochodów, wyznacza się objazdy. Kto przejmuje się jadącymi do pracy na rowerach? Mógłbym pojechać sąsiednią, ale też zamknięta. Mógłbym się wrócić i objechać ścieżkami bliżej autostrady, ale tam budują stadion. I choć już odbył się na nim pierwszy mecz, teren wokół niego ciągle nieprzejezdny. Więc próbuję z drugiej strony: tu przenosząc rower nad zwalonym drzewem, tam prowadząc go wąską ścieżką nad jakimiś wykrotami. O błotach nie mówiąc. Tyle się mówi, że rowerem ekologicznie, zachęca się, udostępnia, ale w praktyce...
Mieszkam w Rudzie Śląskiej, w dzielnicy „środkowej”. Muszę więc najpierw na południe, potem, w stronę Katowic, na wschód. Żeby nie robić nie wiadomo jak wielkiego koła poruszam się plątaniną rowerowych ścieżek, tras (niby) rowerowych, dróg osiedlowych, gruntowych (nie tylko leśnych) i, w paru miejscach po zwyczajnej drodze. Od biedy wszystkie te odcinki „z samochodami”, dość krótkie mogę „ominąć” prowadząc rower chodnikiem. Tylko w jednym nie mam wyjścia: nie ma ani chodnika ani nawet pobocza. Prowadzenie roweru byłoby bardziej niebezpieczne od jechania na nim. A po drodze jest górka i zakręt. Wszystkiego może z 300 metrów, ale jest też inny haczyk: jadąc w stronę Katowic, by wjechać na prowadzącą dalej ścieżkę rowerową, musze zjechać na środek... Zdecydowana większość kierowców wie po co to robię i nie próbuje mnie w tym momencie wyprzedzać. Bywa jednak inaczej... Tylko...
Odkąd tak jeżdżę ze smutkiem stwierdzam, że tak naprawdę nikt specjalnie się o udogodnienia dla rowerzystów nie troszczy. Że to wszystko raczej na zasadzie „są pieniądze do wzięcia, więc budujemy ścieżkę”. Te ścieżki, te trasy rowerowe, często prowadzą donikąd. Samo to, że żeby dojechać do Katowic muszę jechać przez południowe dzielnice mojego miasta. Na obrzeżach Katowic zaś, w okolicy wspomnianej budowy stadionu GKS wisi tabliczka „Koniec trasy”. No, na skraju lasu się kończy. Dawniej prowadziła na północ, ale teraz, gdy budują stadion... Kto by się martwił ścieżką rowerową? Na wschód, w stronę Brynowa i Parku Kościuszki też nie bardzo, bo wiadukt rozebrany. Jak nie wpadniesz na pomysł, że wiadukt autostradowy ma wąskie przejście dla pieszych, to w tym miejscu pozostaje zawrócić do domu lub robić wieeelki objazd.
Ale mniejsza z tym... Bardziej chodzi mi o to, po czym jeżdżę. Tu ktoś zasypał dziury w gruntowej drodze gruzem z ... płytkami (łazienkowymi?). Samochód może tego nie odczuje – rowerzysta, owszem. Gdzie indziej z kolei mnóstwo kałuż. OK, można te dziury z wodą omijać. Ale w tym roku zaczął kawałkiem tej drogi jeździć ciężki sprzęt... Pełno błota.. Za to w lesie - Uroczysko Buczyna się to nazywa – w ramach poprawienia drogi wysypali na paru odcinkach szuter. Już z dwa lata temu. OK, super. Tylko że te kamienie takie wielkie... Leśników to nie obchodzi. Dla nich lat to fabryka drewna. Spacerowicze, rowerzyści – niepotrzebni. A co tam, wysypiemy kamieni... Minie dobrych parę lat (na razie mijają chyba dwa) zanim to się zwiążę z podłożem...
Nie, spoko: może być. Nikt nie mówi, że musi być równiutko i bezproblemowo. Tylko kiedy słyszę jak to by trzeba się przesiąść na rowery, jak ważne jest ekologia i temu podobne frazesy, śmiać mi się chce.