Codzienność

Ewaluacja

dodane 15:24

Człowiek ciągle się zmienia. Nie stoi w miejscu. Rozwija się albo zwija.

To schyłek? Pewnie tak. Mój schyłek. Powoli odchodzę. Nie, chyba jeszcze nie umieram, ale odchodzę do lamusa ;) Dziś, jutro, może za parę miesięcy, może za parę lat, ale na pewno moje miejsce, o ile będzie istniało, zajmą inni. Niespecjalnie biorę się za porządki. Jeszcze tworzę nowe. Jak cykl o Apokalipsie. Ale też zaczynam poprawiać stare...

Nie, nie wszystko oczywiście. Biblijne konteksty tylko. Pisane przez lata, pierwsze już ponad 14 lat temu. W sumie 21 odcinków.  Postanowiłem, po paru latach bez uzupełniania o kolejne, wziąć się za ich poprawianie. Sukcesywnie. Przy okazji dopisuję to i owo. Widzę błędy, widzę niezręczności, widzę sporo rzeczy wymagających - tak to teraz widzę - dopowiedzeń, rozwinięć... Bo dziś więcej wiem albo więcej, na spokojnie przychodzi mi do głowy...  Przecież od lat prowadzę już też cykle filmowe. Miałem więc okazję zastanawiać się któryś raz dogłębniej niż rzuciwszy okiem czy usłyszawszy uchem... 

Nie chodzi o to, by napisać wszystko co możliwe, ale żeby podejść do tematu solidnie. Szczególnie wiele w kwestiach drugich czytań, które nieraz potraktowane są dość pobieżnie... Może słusznie, może nie, nie wiem, ale dopisuję. Będzie przegadane? To pisane tak, że nie ma potrzeby czytania całości. A ważne, żeby nie zbywać. Tak mi się wydaje... 

Wydawało mi się, że napisałem to wszystko nieźle, dziś widzę, że dość słabo... No i dział piąty, "W praktyce" nieco się zdezaktualizował. Inne czasy, inny kontekst życiowy dla tych czytań... Widzę jak z Kościoła zarozumiałego triumfu, przed czym nieraz przestrzegam, staliśmy się Kościołem w defensywie. Częściej trzeba zauważyć coś "dla pokrzepienia serc".... Poprawiam więc. Dla siebie. A może komuś się przyda...

Powoli zbliża się ku końcowi pisany od ponad roku cykl o Apokalipsie... Potem... pomysły są. Ciekawe czy starczy czasu na ich realizację. Jeśli nie starczy, trudno. I tak jestem zmęczony. Nie mam tej rozsadzającej mi duszę i prącej mnie przez lata do przodu potrzeby powiedzenia czegoś. Otoczeniu, światu... Wszystko co ważne już powiedziałem? Hahaha... Myślę, że nic naprawdę ważnego nie miałem światu do powiedzenia... Wszystko to "marność i pogoń za wiatrem"...

Tak to jest... Za dwie i pół godziny powinienem zjawić się w swoim kościele na Mszy. A tu roboty jeszcze cała masa, trzeba dojechać... Co zrobić jeszcze teraz, co zostawić na "po mszy"? No to po chwili przerwy na ten post biegnę dalej...

nd pn wt śr cz pt sb

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

13

14

15

16

17

18

19

20

21

22

23

24

25

26

27

28

29

30

31

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

Dzisiaj: 07.03.2026