Codzienność
Koniec roku...
dodane 2025-12-30 15:15
Znów zmieni się ostatnia cyferka w dacie
Kiedy to minęło? Nie wiem. Nie tak dawno przyzwyczajałem się pisać 2002, 2003. I irytowały mnie te dwa zera w środku. Do dwójki na początku tez nie mogłem się przyzwyczaić. Tęskniłem, by pisać rok jak dawniej: 78, 85, 89, 91... Dziś...
Nie, nie chciałbym wracać do tamtych lat. Przeżyłem, pozostały dobre po nich wrażenia. Bo niekoniecznie pamięć. Wszak ta bywa ulotna i zapamiętuje niewielką część przeszłości... Większość w ogólnym zarysie. Ale samo wrażenie? Jak najbardziej OK. Zresztą dotyczące następnej niemal dekady też... Przeżyłem, a teraz przygotowuję się coraz bardziej na spotkanie z siostrą- śmiercią. Odwiedzając groby bliskich nie mam złudzeń: to wcześniej czy później czeka każdego. I czasem zazdroszczę zmarłym kolegom, że umieranie mają już za sobą...
Smętnie, prawda... Ale dziś rocznica śmierci mojego ojca... Schorowany był, ale to było mimo wszystko zaskoczenie. Rano wyskoczyłem ze znajomymi w góry. Gdy wróciłem, koło 22 (ach te wypadające autobusy) był już nieprzytomny. Jeszcze ksiądz, jeszcze pogotowie, szpital, modlitwa z siostrą... Druga już zamężna mieszkała w innej dzielnicy, a telefony były rzadkością... A potem matka wróciła ze szpitala złamana... Nic nie dało się zrobić... Gdyby chorował dwie dekady później, pewnie leczony byłby inaczej. Ale takie czasy... Jeszcze był stan wojenny: potwierdzenie telegramowego zaproszenie na pogrzeb dla krewnych mieszkających tuż za nasza południową granicą ledwie udało mi się u urzędniczki wyżebrać, "bo już przecież 13, a jest sylwester"....
Odrzucić smutki i spojrzeć w przyszłość? Za dużo burz na horyzoncie, by patrzyć optymistycznie. No prawda, po burzach wraca czasem słońce... Tak kiedyś, jak tylu moich bliskich, to Wschodzące w Wysoka zobaczę...