Złośliwości

Głodówka

Andrzej Macura

dodane 2017-10-26 13:41

Lekarze rezydenci domagają się podwyżek. I uzdrowienia służby zdrowia. Ciekawe czego bardziej?

Nie znam się na służbie zdrowia bo.. jestem tylko pacjentem. I to rzadkim.  A wiadomo, służba zdrowia ma tyle własnych problemów, że pacjent nie jest jej do niczego potrzebny. Nie powinienem się więc wypowiadać. Ale... Może przynajmniej wolno mi myśleć?

W całej tej sprawie nie mówi się nam całej prawdy. Ot, czy lekarz - rezydent powinien więcej zarabiać? Trudno mi to ocenić. Pewnie 90 proc. Polaków zatrudnionych w tym czy owym miejscu uważa podobnie: zarabiam za mało. Nie potrafię ocenić, czy lekarz kształcący się na specjalistę powinien zarabiać więcej. Wiem jednak, ze zazwyczaj ma łatwą możliwość dorobienia całkiem sporej sumy do swojej pensji: może wziąć weekendowy dyżur. Tak, zarabia wtedy kosztem swojego czasu wolnego. Tak jak np. ekspedientki w sklepie, zmuszane do pracy w niedzielę. Tylko w przeciwieństwie do nich niekoniecznie musi wielce się napracować. No bo co? Skoro nic planowego się nie dzieje, to kto mu zabroni spać? W razie czego pielęgniarki go obudzą. Że to dobra metoda pokazuje przykład lekarzy pracujących (teoretycznie) tyle, że właściwe nie powinni mieć czasu nawet na zjedzenie obiadu. Jeśli mowa jest o niskim wynagradzaniu lekarzy ta część prawdy też powinna być jasno pokazana. Próby przemilczania jej uważam za próby manipulacji.

Po drugie, strajk polegający na odłożeniu planowanych działań, które nie są potrzebne dla ratowania życia.... Jakie są kolejki do specjalistów wiadomo. Czasem uda się bez kolejki, czasem trzeba czekać miesiącami, czasem latami. Nota bene niedawno byłem na pogrzebie człowieka, który po wykryciu u niego raka na swoja kolejkę czekał przez kilka następnych miesięcy (przed erą uprzywilejowania pacjentów onkologicznych, ale całkiem niedawno). Odłożenie planowanych zabiegów i wizyt wbrew temu co mówią bagatelizujący problem lekarze oznacza dla wielu kolejne tygodnie i miesiące oczekiwania. Nic się nie dzieje - jak tłumaczą lekarze? Ano nic. Następnego dnia "przerób" wróci do normy. Bo oni w kolejkach nie czekają. Jak ten czy ów zaniemoże, zaraz znajdzie się kolega, który go poratuje. Zwyczajny pacjent poczeka. Tak jak moja matka, która na trywialny zabieg usunięcia zaćmy czekała latami, bo ciągle coś było nie tak.  A to strajk, a to wyniki nie takie, a to co innego. I za każdym razem "proszę przyjść za (co najmniej) kilka miesięcy". Fajnie, nie? Wzrok bardzo pomaga w codziennym funkcjonowaniu. Ale kto by się przejmował... W końcu bez problemu, ale za pieniądze udało się operować prywatnie. I wyniki o dziwo były wtedy wystarczająco dobre :) Wielu chorych już dawno porzuciło nadzieję, że służba zdrowia im pomoże i leczy się prywatnie. Ale nie każdego na to stać, zwłaszcza jeśli potrzebnych jest więcej wizyt u lekarza...

Po trzecie, zwiększenie nakładów na służbę zdrowia. Nieładnie myśleć jak myślę, ale myślę, że to tylko zasłona dymna. Nie o reformę służby zdrowia chodzi, bo przecież właśnie się zreformowała, nie tak? Powstała sieć zamiast czegoś tam innego. Na efekty - dobre czy złe - przyjdzie pewnie poczekać, a tu proszę, już żądanie nowej reformy. I to jakie! Poparte głodówką. To przecież szantaż. Należy przy tym pamiętać, że ten system potrafi wyssać każdą ilość wsypywanego na służbę zdrowia grosza. Nie ma takich pieniędzy, które by go nasyciły. Bo przecież zawsze można zrobić więcej niż trzeba badań diagnostycznych (skąd zresztą wiadomo co trzeba a co nie), zawsze można dłużej niż trzeba zostawić pacjenta w szpitalu, bo to korzystniejsze, zawsze można z trzech szwów na ranie wyjąc tylko dwa, a ostatni dopiero przy następnej wizycie itd itp.  Od lat kolejne reformy służby zdrowia sytuację poprawiały (choć pewnie czasem też psuły), ale nigdy do końca jej nie naprawiły. A przypomnę, że "reforma już objęła służbę zdrowia" Wojciech Młynarski śpiewał w połowie ósmej dekady ubiegłego wieku . I dodawał: "chorób się nie reformuje tylko leczy".

Mnie lekarzy nawet żal. Uważam za wielki skandal, że sporą cześć swojego naprawdę cennego czasu muszą poświęcać na pracę papierkową. Ale zaufanie do nich mam - hm - średnie. Obecne wydarzenia w naszej służbie zdrowia wcale mojej opinii o lekarzach nie poprawiają. Wręcz przeciwnie, umacniają mnie w przekonaniu, które wyraziłem na samym początku: służba zdrowia ma tyle poważnych problemów, że pacjent do niczego jej nie jest potrzebny. No, może z wyjątkiem sytuacji, w której można jego zdrowie potraktować jako kartę przetargowa w sporach z władzami.

N P W Ś C P S
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31 1 2 3 4 5
Dzisiaj: 18.12.2018