Współczeny faryzeizm, Codzienność, Złośliwości

Z sumieniem niepokalanie czystym

dodane 21:52

Czwarty odcinek mojego blogowego minicyklu „Współczesne oblicza faryzeizmu”

W niedzielę nie pracuj. Super, nie? Człowiek może sobie odpocząć i zająć czymś bardziej pożytecznym niż praca. Spotkaniami z rodziną, przyjaciółmi czy jakimś swoim hobby. I nikt mu nic złego powiedzieć nie może. Ciężar obrony człowieka przed wyzyskiem wziął tu na siebie Bóg: nie pracuj, musisz też odpocząć, bo nie jesteś automatem.

Pobożni Żydzi tego dnia nie tylko nie pracują. Nawet nie dotykają pieniędzy i nie podróżują. No bo wiadomo, nie powinno się w szabat zajmować handlem czy jakimiś innymi interesami. A podróże w celach turystycznych zwłaszcza dawniej należały raczej do rzadkości. Więc i podróżowanie zakazane. Ale...

To znacząca prawidłowość: najpierw zachowanie przykazania rozszerza się tak, żeby wyeliminować najmniejszą niewierność w jego dziedzinie. Więc nie tylko się nie pracuje, ale nie dotyka pieniędzy. A co gdy trzeba oddać dług albo znajdzie sie pieniądze na ulicy? Nie no, szabat, nie wolno. Oczywiście tę zasadę łatwo ominąć. Wystarczy chusteczka. Co dotknięcie chusteczki, w której są pieniądze, to już nie grzech. A podróże? Jaki problem Wystarczy wsadzić sobie pod tyłek termofor, a już podróżuje się po wodzie. Na co prawo zezwala, czyniąc wyjątek zakazu podróżowania dla podróży morskich.

Mamy więc z jednej strony rozszerzanie sensu przykazania aż do absurdu, z drugiej zręczne metody jego omijania. Żeby nie było: chrześcijanie potrafią podobnie.

„W niedzielę nie pracuję” – powie ten i ów. Chwalebne. Kościół uczy jednak, ze są prace, które w ten dzień nie tylko wolno, ale i trzeba wykonać. Chodzi o niezbędną służbę dla innych – lekarzy, różne pogotowia, straże , jak ktoś w podróży na pożarne itd. W sumie też o stacje benzynowe, zwłaszcza – jak na zachodzie – przy autostradach. Bo wiadomo, ci co podróżują wody do baku nalać nie mogą.

Współczesny faryzeusz, podobnie jak jego pobratymiec wyznający religię Mojżeszową, oczywiście bardzo się troszczy o zachowanie tego przykazania. W swojej gorliwości uważa, że wyjątek dla tej służby bliźniemu powinno się ograniczyć tylko do sytuacji gardłowych. Ci, którzy w niedzielę pracują, a nie muszą – nie nikt z powodu braku tej pracy ani nie umrze ani nie straci domu – są już chrześcijanami gorszymi, za mało gorliwymi. O dziwo, nie ma jednak nic przeciwko skorzystaniu tego dnia z pracy innych.

Pójść do kawiarni? No w czym problem. Wolno. No jasne, wolno. Wolno więc i kawiarni pracować. A do galerii handlowej? Takiej, w której obok sklepu są knajpki? E, nic takiego. On przecież pospaceruje, poogląda, niczego nie kupi (no, chyba że żona bardzo będzie nalegała).  On grzechu nie popełnia – uważa zadowolony z siebie . Ale ci pazerni handlowcy...

A co powiedzieć o sytuacji, w której ktoś kieruje zespołem, który musi w niedzielę pracować? Uczciwie byłoby znosić tę niedogodność razem ze swoimi podwładnymi. Ale współczesny faryzeusz znajduje inne wyjście: wyznacza swoim podwładnym dyżury, siebie skrzętnie pomijając. A to że każe nie zachowywać innym? Nie no, nie każe. Oni chcą. Bojąc się o pracę zgłoszą się nawet na ochotnika...

nd pn wt śr cz pt sb

27

28

29

30

31

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

13

14

15

16

17

18

19

20

21

22

23

24

25

26

27

28

29

30

1

2

3

4

5

6

7

Dzisiaj: 18.11.2019

Ostatnio dodane