Cudu się nie doczekałem
dodane 2026-06-02 08:46
Przynajmniej nie do dziś. Może jutro? Może za tydzień? Jakie to rozwalające...
Piętnaście lat... Piętnaście lat prowadzę tego bloga. Mocno monotematycznego. Zwłaszcza od pewnego czasu.... Traktuje go trochę jak "kanał ulgi". Gdy wszystko się przelewa. Gdybym mógł napisać wszystko! Ze szczegółami! Nie mogę. Nie chcę... Nie chce konfrontacji, wojen... Nie chcę...
Przez parę lat nie był to zresztą blog publiczny. Dopiero kiedy mechanizmy się pozmieniały i nie mogłem znaleźć sposobu, by go dalej ukrywać... W sumie bez większego znaczenia. Kto go czyta? Bo i po co....
Ale dla mnie jest tym kanałem ulgi... Dziś... No tak, dziś kolejne rozstrzygnięcia. Nie da się już dłużej odwlekać. Zastanawiam się czemu tak. Czemu dobry Bóg od 15 lat na to wszystko co mnie w pracy spotyka pozwala. Jaki ma w tym plan? Kiedy to się skończy? I jak ostatecznie się skończy? Piętnaście lat umierania... Dwa i pół roku w przeciągającej się agonii. A przecież tak niewiele trzeba, bym wrócił do życia. Lekarstwo jest, ale nie ma takich, którzy by uważali, że warto mi je podać...
Ile razy już pisałem, że mam dość? Niestety, jeśli sam tego nie skończę, to jeszcze to potrwa. A nie skończę, bo... Wtedy stracę już wszystko? To też. Ciągle mam jednak jakąś irracjonalną nadzieję...