Rozejm
dodane 2026-02-13 13:00
Zawieszenie broni
Jest coś, o czym marzy, czego pragnie, do czego dąży i czego oczekuje każdy naród, któremu przyszło brać udział w wojnie obronnej w obliczu niebezpieczeństwa utraty niepodległości i suwerenności. Tym czymś jest niewątpliwie rozejm, oznaczający wedle słownika współczesnej polszczyzny „ostateczne zakończenie działań wojennych lub czasowe ich przerwanie na wszystkich frontach przez zawarcie za wzajemną zgodą stron umowy określającej warunki pokojowego współistnienia”. Godne uwagi są też podane w nim wyrazy i wyrażenia bliskoznaczne: „zawieszenie broni, pokój, ugoda, traktat pokojowy, pakt pokojowy”. Najprawdopodobniej pod koniec tego miesiąca będzie to słowo pojawiało w mediach europejskich i światowych ze zwielokrotnioną częstotliwością. Czy tylko teoretycznie?
Tak się składa, że historię, która w odniesieniu do prowadzonych wojen powtarza się wciąż i uczy nas, że niczego nas nie nauczyła, dane mi było przyswajać sobie z kilku perspektyw. W latach szkolnych z perspektywy naszego kraju, w czasie studiów teologicznych z perspektywy Kościoła, a w ramach studiów germanistycznych z perspektywy Niemiec. A lektura „Rilli ze Złotego Brzegu” autorstwa Lucy Maud Montgomery umożliwiła mi literackie spojrzenie na pierwszą wojnę światową z perspektywy kanadyjskich ochotników oraz ich rodzin.
Jeden fragment z ósmej części sagi, o której już pisałem w felietonie o literaturoterapii, pragnę w tym felietonie zacytować. Może nie jest odkryciem Ameryki, ale warty jest przemyślenia: „Wojna nie jest paradą pięknych uniformów.”
Przychodzą mi w tej materii zapamiętane z lat młodości słowa Edwarda Stachury: „Jak można strzelać, przecież pocisk może trafić w człowieka i go zranić – powie normalny człowiek i zostanie uznany za nienormalnego”.
A jednak jest coś w bohaterstwie i męstwie walczących w obronie swoich ojczyzn, co też porusza wspomniana książka, a co poetycko wyraża jedna z wielu polskich piosenek żołnierskich: „Wojenko, wojenko/ Cóżeś Ty za pani/ Że za Tobą idą, że za Tobą idą chłopcy malowani?”
Nie zmienia to jednak faktu, że każda wojna jest o jedną wojnę za dużo, że każdy poległy na niej i skrzywdzony przez nią człowiek, to jest o jeden poległy i skrzywdzony za dużo.
Nie sposób nie przejąć się słowami przestróg papieży, szczególnie od Jana XXIII do Leona XIV, zatroskanych o pokój na świecie. Szczególnej wymowy nabiera w nich sformułowanie dotyczące trwających współcześnie ponad pięćdziesięciu konfliktów zbrojnych w skali światowej, które można uznać za trzecią wojną światową we fragmentach.
Przemówienie papieża Franciszka do członków korpusu dyplomatycznego akredytowanego przy Stolicy Apostolskiej sprzed trzech lat nie traci nic ze swej aktualności: „Wspaniale byłoby , gdybyśmy kiedyś mogli zebrać się tylko po to, by podziękować Wszechmogącemu Panu za dobrodziejstwa, których stale nam udziela, bez przymusu wyliczania dramatycznych sytuacji, które trapią ludzkość.”
Tym bardziej, że każde zakończenie wojny, skądinąd przez wielu szczerze upragnione, nie może uśpić w nas prawdy o jej okrucieństwach. Dla zobrazowania ich druzgocącej roli posłużę się dwoma cytatami z czytanego aktualnie „Prostego życia” Ernsta Wiecherta, którego akcja toczy się po Wielkiej Wojnie: „Zmarnotrawiono pięć lat.”, „Poplon wojny był tak samo niemiłosierny, jak i jej krwawe czasy.”
Dlatego modlimy się codziennie wraz z żoną o dary Ducha Świętego dla rządzących i wszystkich decydentów, od których zależy pokój na świecie oraz sprostanie wszelkim innym problemom, wyzwaniom i potrzebom współczesnego świata.
Grzegorz Joachim Jarmużewski