« Tona dobroci Katolicy na huśtawce »

Kolędowa afera

02.01.2018

...czyli - tym razem z przymrużeniem oka - o tym, jak jedna literka może rozpętać karczemną awanturę.

W oczekiwaniu na poważnie brzmiącą „wizytę duszpasterską” czyli zwykłą kolędę przypomniałam sobie historię, która przed paru laty wydarzyła się w mojej parafii. Otóż jeden z wikarych wizytujących spory blok skorzystał z uprzejmości gospodarzy pierwszego mieszkania i pozostawił u nich swój płaszcz, który zamierzał odebrać w drodze powrotnej. Wiadomo – w bloku gorąco, chodzenie w zimowym płaszczu przez kilka godzin jest co najmniej niewygodne. Ksiądz, uwolniony od zbędnego okrycia, ruszył do kolejnych mieszkań. Wizyta trwała dość długo, zmęczenie musiało mu już nieźle dawać się we znaki, bo w którymś z kolejnych lokali machinalnie zdjął z szyi stułę. Musiał zrobić to zupełnie bezwiednie, bo bez wahania ruszył dalej, a niekompletność swojego stroju dostrzegł dopiero po zakończeniu trasy. Cóż było robić – ruszył z ponowną „kolędą”, tym razem pozdrowienie „Pokój temu domowi” zastępując pytaniem „przepraszam, czy nie zostawiłem u państwa stuły”? Któraś z kolei próba okazała się trafiona i zguba szybko wróciła do właściciela. Cała ta historia pewnie nie zostałaby nikomu w pamięci – ot, roztargnienie to ludzka rzecz – gdyby nie wieści, które dzięki jednej z mieszkanek bloku doszły do uszu zapominalskiego księdza po kilku dniach. Okazało się bowiem, że jeden z sąsiadów z ogromnym wzburzeniem relacjonował przed blokiem owo zdarzenie swojemu koledze:

- I przyszedł ten ksiądz i jakby nigdy nic oświadcza, że zgubił stówę i czy jej przypadkiem nie znaleźliśmy! Wyobrażasz to sobie? Tyle pieniędzy od ludzi kasują, a on ich nawet upilnować nie umie! Jak zgubił stówę to jego strata, nie zbiednieje od tego! - grzmiał oburzony parafianin.


No tak. Stułę, stówę – można pomylić. I nie tylko to – język polski jest przebogaty w takie kwiatki. Wystarczy zamienić literkę, aby zamiast nudnego filtrowania rozpocząć emocjonujące flirtowanie, młody ministrant czytający w kościele, może szybko awansować z lektora na rektora, a ksiądz zamierzający wygłosić kazanie o Bożej łasce powinien przed wyjściem na ambonę poćwiczyć artykulację, żeby przypadkiem nie zacząć nauczać o lasce... Nie da się ukryć – przez tysiąc lat swojej historii polszczyzna dorobiła się wielu zwrotów, które nawet dla rdzennych Polaków bywają polem minowym. Warto o tym pamiętać nim rozpętamy awanturę złotej rybce, kiedy zamiast zamówionej góry złota znajdziemy przed domem górę... błota!

Wpis w kategorii: Przez dziurkę od klucza

1 Komentarz

  • Dzięki za ten wpis! :)

  • Zabawna historia. Takie sytuacje biorą się jednak nie tylko ze opacznego zrozumienia czy przejęzyczenia. Aby mogły zaistnieć musi być na to jakieś zapotrzebowanie. Innymi słowy: musi być intencja puszczenia ich w obieg. Motywy bywają różne - szukanie sensacji, krytykanctwo czy dla zwykłego śmiechu. Dziś nazywamy to "fake-newsami" (imitacją wiadomości), co jest głębokim eufemizmem, bo przecież często tego rodzaju "informacje" puszczane są w obieg z pełną premedytacją i świadomością, że jest w nich zawarte kłamstwo.

Zostaw komentarz

Jeżeli masz dość wpisywania tych literek lub załóż konto w portalu

© Copyright 2010; Przez dziurkę od klucza. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Skórka: Twarzą do słońca | Korzystając z serwisów wiara.pl akceptujesz warunki regulaminu.
Znalazłeś treści naruszające regulamin? Powiadom nas!

 

| załóż konto i pisz bloga

zgłoś błąd