« moje życie z CHAD Przyjaciel III »

Przyjaciel II

10.09.2017

Kiedy pierwsza znajomość przez wyjazd do Londynu zaczęła się zamazywać. Pojawiła się kolejna osoba. Właściwie dwie osoby - były przyjaciółkami od dziecka. Tylko trochę się między nimi pokomplikowało i jak to ze mną wtedy bywało chciałam pomóc. Na początku umawiałam się na rozmowę to z jedną to z drugą stroną konfliktu. Później już tylko z jedną. Nawet było mi to na rękę bo nie czułam popołudniowej pustki, którą wcześniej zapełniała mi Basia. Nie miałam wtedy jeszcze telefonu komórkowego więc nie wchodziły w grę rozmowy ani sms. Umawiałyśmy się zawsze na mieście a chodziłyśmy na długi spacery poza miasto. Niosło nas wszędzie na pola i nad pobliskie jezioro. Było pięknie. Godzinami potrafiłyśmy gadać i gadać i gadać.... Wracałam do domu późno. Tata nie miał nic przeciwko a mama pracowała więc nawet o tym nie wiedziała. Nie przeszkadzał nam deszcz, śnieg... nawet gołoledź. Trudniej zaczęło się kiedy tata zaczął chorować i nie chodzi tutaj o to że większość czasu musiałam spędzać w domu. Tylko o to że u mnie zaczęły się doły. A Weronika w tym czasie poznała pewnego człowieka starszego od niej. Kapłana. Zaczęła się z nim spotykać, rozmawiać wieczorami przez telefon, a nasze spotkania polegały na tym że co chwile przychodził sms na który ona musiała odpisać. Kiedy dostał dekret o zmianie parafii Weronika mocno przeżyła jego odejście. A ja myślałam że za chwile jej minie. Więc byłam przy niej. Nasze spotkania się bardzo zmieniły, wiedziałam że robi źle. Wiedziałam, że to nie powinno tak wyglądać a mimo wszystko byłam przy niej - to było chore...

Wkrótce zmarł mój tata. Weronika była przy mnie, pojawiła się również druga osoba - Karolina... były obie. Przez jakiś czas. Weronika znała mojego tata - bardzo często udawało jej się załapać na kolację przygotowaną przez Niego. Karolina Go nie znała, nigdy nie poznała. Jedynie z moich opowiadań. Śmierć taty była taką radykalną zmianą we mnie. Poczułam, że to życie takie towarzyskie nie jest dla mnie. Poczułam, że nie mam sił na spotkania z ludźmi. Wracałam do domu, zapalałam świeczkę i siadałam pod kocem. Tak wyglądało kilka miesięcy. Weronika zaprosiła mnie jeszcze na swoją 18. Pojawiły się łzy. Później znalazła grupę z którą zaplanowała wyjazd w góry - ja o tym nie wiedziałam. Zabolało. Zabolało mocniej kiedy powiedziała, że ja bym nie dała rady... i tak się skończyło, jakoś naturalnie. Kiedy teraz się widujemy na mieście wymieniamy podstawowe informację o sobie. WIem, że przyjaźń którą wtedy próbowałam ratować uratowała się samoistnie. 

Czy w tej relacji był Bóg ? Poniekąd tak. Chociaż w miarę jak Weronika zaczynała rozwijać swoją znajomość z kapłanem miała opinie że nie potrzebuje Kościoła aby wierzyć. Teraz nie wiem jak z tym u niej jest. Modlę się za nią. Wsparła mnie w momencie kiedy mój tata chorował a ja czułam że bez niego moje życie nie będzie miało sensu 

1 Komentarz

  • Ja założyłem, że wszystko co mnie dotyka, to pochodzi od Boga, więc te trudne sprawy, tylko budują moją relację z Bogiem. Zdrada przyjaciela, śmierć żony, czy teraz, jak wszyscy mi ubliżają, to też jest mi potrzebne, bo to wszystko daje mi Bóg. Skoro to Bóg mi daje, to nie będę szemrał, bo jek będę szemrał, to tych pięknych rzeczy, Bóg już mi nie będzie dawał. On wie najlepiej, co mi jest potrzebne na mojej drodze i gdzie mnie chce doprowadzić. Skoro kocha Swojego Syna, a dał mu krzyż, to i mnie krzyż nie zabije ale zbuduje relację z Bogiem. Moja zgoda pozwala Bogu pełniej mnie obdarować.

Zostaw komentarz

Musisz być , aby zamieścić komentarz.

© Copyright 2010; Mały człowieczek. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Skórka: Nie patrz wstecz | Korzystając z serwisów wiara.pl akceptujesz warunki regulaminu.
Znalazłeś treści naruszające regulamin? Powiadom nas!

 

| załóż konto i pisz bloga

zgłoś błąd