« Słów kilka o kierowcy autobusu miejskiego linii 13 Grzebiąc w scenariuszu ... »

W codzienności razem.

23.12.2017

"Spotkało kogoś z was nieszczęście? Niech się modli! Jest ktoś radośnie usposobiony? Niech śpiewa hymny! Choruje ktoś wśród was? Niech sprowadzi kapłanów Kościoła, by się modlili nad nim i namaścili go olejem w imię Pana. A modlitwa pełna wiary będzie dla chorego ratunkiem i Pan go podźwignie, a jeśliby popełnił grzechy, będą mu odpuszczone." Jk 5,13-15

Wybrałem niewłaściwy kierunek i kroczyłem. Mijała sobota - dzień w którym niczego specjalnego się nie spodziewałem. Przewija mi się tablica jednego z wojowników... Bożego Królestwa a na niej wzmianka o uzdrowieniu dziecka. Piszę: marzę, aby Olaf był zdrowy. Dociera do mnie wiadomość z prośbą o numer kontaktowy. Podaję. Niebawem dzwoni telefon. Upomnienie a razem z nim konkret, który znam tylko osobiście. Nikt inny. Absolutna pewność od kogo ten telefon. Jak milion % pewności. Domagałem się interwencji a jednak, gdy przyszła, zostałem bez słowa, maksymalnie zaskoczony i wmurowany w podłogę. Trochę dalej w rozmowie o Sakramencie Namaszczenia Chorych, że Pan pokazuje ten element drogi. "Spotkało kogoś z was nieszczęście? Niech się modli! Jest ktoś radośnie usposobiony? Niech śpiewa hymny! Choruje ktoś wśród was? Niech sprowadzi kapłanów Kościoła, by się modlili nad nim i namaścili go olejem w imię Pana. A modlitwa pełna wiary będzie dla chorego ratunkiem i Pan go podźwignie, a jeśliby popełnił grzechy, będą mu odpuszczone." Jk 5,13-15 Jeszcze potrzebne odwiedziny w drewnianej budce. Nie układały się. Piszę do znajomego kapłana, pyta: jutro? A ja: jeszcze budka, że nie damy radę, na spokojnie mówię, ustalimy termin później. Niedzielna Msza Św: "proroctw nie lekceważcie". Blisko serca te słowa, podchodzę po zakończeniu: pytam może jednak dzisiaj, damy radę? Damy radę słyszę. Wcześniej budka. Sakrament Chorych - ogromna Boża obecność. Olaf zabiera Ksenii portfel z torebki, rozsypuje monety, wyciąga wszelkiej maści karty plastikowe w liczbie kilkunastu (od wszystkiego i do niczego) do zabawy, z któregoś zakamarku portfela wypada małe, wycięte czerwone serce. Serce z Nowego Życia (kto był ten wie) a może nie z Nowego a Nowego Życia. Stanęliśmy z wiarą w modlitwie, gdyż: "gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich". Umocnienie. Łaska. Podjąłem próbę powrotu, wybierając kiedyś już poznany szlak. Oddałem kilka spraw, które się skomplikowały ostatnio. Awaria naszego samochodu, w ten dzień jeszcze cofając uszkodziłem auto nowego pracodawcy. Bardzo trudne dwa tygodnie. Ktoś powie: bez samochodu można funkcjonować, można, ale trudno: terapie, dojazd do pracy prawie dwie godziny w jedną stronę, zakupy i inne obowiązki. Silnik wydawał się kosztownie uszkodzony, brak ciśnienia - oddawałem to górze - wołając pomocy, argumentując, że to chyba nie najlepszy moment na zakup innego samochodu a po drugie: samochód jest nam potrzebny. Doświadczyłem, że wysłuchał, rękami mechanika naprawił samochód, mimo faktów, które wydawały się mocno niesprzyjające. I pomógł kupić wybrany zestaw Duplo. Jak co roku zostawiłem wszystko na ostatni moment, zero prezentów. Uszkodzony samochód a zatem planowany przeze mnie objazd wszystkich okolicznych marketów nie miał racji bytu. Podjechałem autobusem do jednego z marketów, dalej spacer piechotą a tam pustki na półkach w tym temacie. Usiadłem do laptopa, oceniłem, że dostawa przed Świętami już się pewnie nie powiedzie. Słowo podsumowania: cóż nie będzie prezentów. Kolejnego ranka wchodzę do pracy, współpracownikowi wspominam, że młody nie dostanie prezentu. Mówi: Markusia, sklep, który mijasz autobusem. Wyciągam telefon, naciskam klawisze, słyszę: mamy jedną sztukę (niemożliwe ), proszę zostawić, jest to możliwe?, będę po 16.30. Cztery kilometry piechotą, "dzień dobry, ja po Duplo" , " gdyby Pan nie przyszedł, to zaraz po Panu dzwoniła Pani i pytała konkretnie o ten zestaw, ma jeszcze dzwonić, czy Pan kupił". Dla jednego przypadek, dla drugiego opatrzność. To takie nasze popularne powiedzenie z #drogaAbrahama. Tam byliśmy przekonani, że przypadki są tylko w języku polskim. Ten zestaw nie był już dostępny w żadnym okolicznym sklepie. Ja wiem, że gdy podjąłem próbę powrotu do relacji, poczułem, że znowu rozmawiamy ze sobą. Wysłuchujemy się wzajemnie. To chyba najważniejsze, żeby oprócz do spraw ważnych jak leczenie i terapia Olafa, zapraszać Boga także do tych spraw mniej ważnych. Do awarii silnika i do zestawu Duplo. To ważne, aby mieć wspólny temat do rozmowy. Muszę pilnować, aby nie pogubić drogi. Bóg pragnie być w całej naszej codzienności. Czy pozwalamy mu na to? Aha, jeszcze ostatni chleb się kończy bg od Pana Gluten Free BioPiekarz. Kilka dni zastanawiałem się jak dotrę na zakupy te 50 kilometrów w jedną stronę i co będzie, gdy młodemu zabraknie pieczywa. Tak, o chlebie też mu powiedziałem. Mamy samochód, rano mogę pojechać na zakupy. Dziękuję Boże za kontakt, naprawiony samochód, chleb bezglutenowy i zestaw Duplo. To wydawało się niemożliwe a jednak zostało wysłuchane. Bóg jest zawsze blisko, tylko my nie zawsze na to pozwalamy, zapominając trwać w dziękczynieniu. Odtrącamy, nie wierzymy, że On wie lepiej i obrażamy się, gdy Bóg nie wysłuchuje wszystkiego tak jak sobie planujemy. Jakże często nie dajemy się zaskoczyć Jego obecnością ...

Moi Drodzy, przesyłam życzenia:
Zdrowych, wesołych Świąt. Błogosławieństwa i radości z Narodzenia Pana. Zachwyćmy się na nowo tajemnicą Bożej obecności. Czasu pełnego Bożej łaski i wielu radosnych chwil w gronie najbliższych.

 

 

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Jeżeli masz dość wpisywania tych literek lub załóż konto w portalu

© Copyright 2010; Dolina błogosławieństwa.. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Skórka: Kwiaty giną na mrozie... | Korzystając z serwisów wiara.pl akceptujesz warunki regulaminu.
Znalazłeś treści naruszające regulamin? Powiadom nas!

 

| załóż konto i pisz bloga

zgłoś błąd