« Czy jestem fanem czy naśladowcą Jezusa? Ciemność. »

Księga cudów.

02.11.2017

U Mamy na Jasnej Górze.

Świat duchowy jest tajemnicą. Myślę, że dla każdego. Ja osobiście nie jestem w stanie określić prawie niczego jako pewnik. Część pozostaje w sferze mojej wiary, część wiedzy a zdecydowana większość w sferze wyobrażeń, przypuszczeń i gdzieś w bliżej nieokreślonym "pomiędzy". Olafa nie zabieramy do kościoła na Mszę Świętą. Kiedyś było to możliwe a teraz w pięć minut konfesjonał może zmienić swoje położenie, skok z ławki może być najciekawszym wyzwaniem a buczenie może doprowadzić do wrzenia najmniej uśmiechniętego parafianina. Taka tam wojna podjazdowa, kto dłużej wytrzyma, my czy On. Wygrywa w pięć minut. I tu mogą odezwać się teoretycy: nie przestawać, nie dać za wygraną, przetrwać pierwsze pięć minut. Już dużo przetrwaliśmy do tej pory, więc mamy praktykę i na mszę wrócimy (wspólnie) jak to będzie możliwe, wtedy, gdy nam na to pozwoli. Był jednak taki dzień, gdy tatę żony odprowadzaliśmy na cmentarz a żona prosiła, aby w ten dzień wszystko było możliwe. I było. I ten szelmowski uśmiech łobuziaka zastąpiony został na swój sposób powagą. Grzeczny, współpracujący cały dzień, w dzień szczególny pełen próśb i wysłuchany. Od rannego wstępu, poprzez modlitwy, nabożeństwo, kondukt aż po koniec stypy. Miał specjalną opiekę?

Tak i w zeszły wtorek. Byliśmy w drodze na badania syna. 350 kilometrów w jedną stronę. Sporo, w dwie tyle co od nas nad nasze morze. Zrodził mi się pomysł w drodze, aby wracając odwiedzić naszą Mamę na Jasnej Górze. Wszystko jakoś tak sprawnie w ten dzień. Jechaliśmy na konkretną godzinę. Byliśmy 10 minut przed czasem. I miejsce parkingowe czekało. Mimo zmęczenia późnym popołudniem byliśmy w Częstochowie. Stawiliśmy się, aby pokłonić się przed częstochowskim obrazem. Chwila modlitwy. I niespodziewanie dla nas rozpoczęła się Eucharystia. I daliśmy radę całą trójką. Olaf trzymał fason a my cóż trzymaliśmy kciuki za niego. Od samego początku aż do samego końca. Specjalne miejsce na specjalne okazje. Wspólna Msza święta, specjalna opiekunka i orędowniczka. Wierzę, że ten dzień był etapem drogi, drogi ku upragnionemu, ku zdrowiu. Odchodząc zostawiliśmy nasze intencje. Wierzę, że zostaną wysłuchane. Specjalne miejsce na specjalne okazje. Centrum do rozwiązywania spraw beznadziejnych. Spoglądając na rozwieszone różańce, krzyże i inne pozostawione w podziękowaniu dewocjonalia, przytroczone na ścianach laski i berła, liczne wylane łzy, które widziały ściany świątyni, nie mam żadnych wątpliwości, że tak właśnie jest. Ludzka niemoc i wzbudzona wiara to najlepszy grunt, aby Boża chwała mogła się objawić.

1 Komentarz

  • W tes sposób ludzka niemoc nie "eliminuje" człowieka, lecz poprzez narodzoną czy wzmocnioną w niej i przez nią wiarę pozwala mu wziąć udział w Bożej chwale .. To bardzo pocieszająca myśl - dziękuję za nią.

Zostaw komentarz

Jeżeli masz dość wpisywania tych literek lub załóż konto w portalu

© Copyright 2010; Dolina błogosławieństwa.. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Skórka: Kwiaty giną na mrozie... | Korzystając z serwisów wiara.pl akceptujesz warunki regulaminu.
Znalazłeś treści naruszające regulamin? Powiadom nas!

 

| załóż konto i pisz bloga

zgłoś błąd