Były takie dwa dni podczas wakacji, kiedy nie poszłam w dzień powszedni na Mszę, bo mi się nie chciało.
Coraz bardziej dociera do mnie, że konflikty po wschodniej stronie naszego państwa, także działania Państwa Islamskiego stają się realnym zagrożeniem dla nas. Beztroskość otoczenia, znieczulica bardzo niepokoją. Z drugiej zaś strony życie powinno toczyć się dalej… Ale jak?
Miałam tu wrócić i co? I jakoś się nie udało… A może to trochę moje lenistwo, które ostatnio coraz bardziej mnie ogarnia :(
Wystarczy robić swoje, przyznawać się do Jezusa, by zaniepokoić czyjeś serce...
"Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je." Mt 16
Czas spędzony w sanatorium był bardzo owocny i to nie tylko pod względem zdrowia. Czas wielokilometrowych, codziennych spacerów po wybrzeżu i okolicy, zabiegów i spokoju, mimo wielkich tłumów wokół. To był także czas walki ze swoją słabością, zabiegania o to, by trwać przy Bogu i być w stałej z Nim relacji, co okazywało się czasem niełatwe.
Jak co roku, ten dzień, z racji ważnych wydarzeń w życiu moich bliskich, jest dla mnie dniem szczególnym. Ale nie tylko dlatego, święto Przemienia Jezusa też wprowadza mnie w pewną tęsknotę za NIM, którą podczas dzisiejszej Mszy jakoś mocniej w sobie poczułam.
Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle Mt 10
Po raz pierwszy w życiu skorzystałam z sanatorium, na które oczekiwałam ponad 2 lata. Do tego jeszcze przesunięcie terminu o pół roku, by trafił w czasie wakacyjnym, gdyż jako nauczyciel nie mam urlopu w ciągu roku szkolnego.