Kościół

Losy pewnego Dyrektorium

celnik

dodane 2015-04-18 21:37

Żartowałem w okolicy Świąt, że do rachunku sumienia wierni powinni dołączyć nagminnie i z uporem powtarzaną deklarację: nie mam czasu. Będącą niczym innym jak tylko zwykłą wymówką, by nie iść dalej i głębiej.

Dyskusja o kazaniach rozpętała się na dobre. Żyłka, Hołownia, księża Węgrzyniak i Draguła. Wyłaniający się z niej obraz jest niemalże katastroficzny. Aż dziw bierze, że przy tak beznadziejnym stanie polskiego kaznodziejstwa są jeszcze ludzie w kościołach. Są jeszcze ludzie chcący kazań słuchać.

Żeby nie ironizować na dwa wątki tejże dyskusji chciałbym wskazać.

Po pierwsze to, o czym pisze Hołownia. Czyli życie wewnętrzne czerpiące jedynie z kilku minut niedzielnej homilii. Warto zacytować. "Problem jednak jest, ale nie tylko w tym, że są też księża którzy z ambony plotą androny. Rzecz w tym, że kazanie jest dziś często jedynym narzędziem formowania wiernych. Chore jest to, że od tych dziesięciu minut tygodniowo zależy dziś czyjeś życie wieczne. Że nasz wciąż masowy Kościół w ramach tzw. duszpasterstwa ogólnego nie ma często żadnych innych punktów stycznych z człowiekiem. Że jak kazanie jest do kitu to jest koniec czyjejś przygody z Kościołem, że nie ma innych przestrzeni, nie ma dywersyfikacji, która pozwoliłaby niszczący efekt takiego kazania osłabić."

Pan Hołownia w swoim zapale nie zauważył jednego. To jedyne narzędzie formowania jest często wyborem samych zainteresowanych. O problemie mówi się i pisze od dawna. Przed kilkoma tygodniami wskazał na problem kardynał Nycz mówiąc bez ogródek, że duszpasterstwo ograniczone do niedzieli musi umrzeć śmiercią naturalną. Rzecz w tym, że niejeden duszpasterz oddałby wiele - zwłaszcza w tak zwanych parafiach tradycyjnych - by ta przestrzeń poza niedzielą została wypełniona przez chcących w nią wejść wiernych. A pozostaje pustą. Mimo dobrze przygotowanych homilii, zaproszeń, różnych propozycji. Żartowałem w okolicy Świąt, że do rachunku sumienia wierni powinni dołączyć nagminnie i z uporem powtarzaną deklarację: nie mam czasu. Będącą niczym innym jak tylko zwykłą wymówką, by nie iść dalej i głębiej. Zatem, panie Szymonie, sprawa nie jest aż tak jednoznaczna, jakby z Pańskiego tekstu wynikało. Choć jest w nim sporo racji. Bo osobiście znam wielu duszpasterzy, wyznających teorię ciepłych bamboszy.

Ks. Draguła, malując obraz w ciemnych barwach (to chyba jego przyrodzona zdolność), wspomniał o Dyrektorium Homiletycznym, opublikowanym w ubiegłym roku przez Stolicę Apostolską. Problem w tym, że poza dośc ogólnymi omówieniami, dokument nie jest dostępny w języku polskim. Znając życie obawiam się, by nie podzielił losu Compendium Eucharisticum. Ogłoszone w 2009 roku do dziś nie doczekało się tłumaczenia na nasz język. Muszę pokusić się o złośliwość, ale nie można nie zauważyć, że w tym czasie wiele parafii zostało wręcz zarzuconych często wątpliwej jakości "pomocami duszpasterskimi". Trudno zatem duszpasterzom posługiwać się pomocą, o której niewiele wiedzą, o przeczytaniu nie wspominając. A szkoda, bo z cytowanego przez księdza Dragułę fragmentu wynika, że była by to cenna pomoc w przygotowaniu niedzielnej homilii.

Na koniec jedna refleksja natury ogólnej. Pracując w środowisku wirtualnym przeszło dziesięć lat obawiam się, że ta burzliwa dyskusja nie ma, albo ma bardzo małe przełożonie na to, co dzieje się w środowisku realnym. W parafii, gdzie jestem proboszczem, nikt o niej nie słyszał. W dekanacie podobnie. Jak widać kościelne media zaangażowane inicjują wiele ciekawych debat, ale nie mają za bardzo pomysłu jak dotrzeć z nimi do statystycznej parafii. Nawet jeśli to jest Ewangelizacja 2.0. 

N P W Ś C P S
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31 1 2 3 4 5
Dzisiaj: 17.12.2018