Kościół

Marsze nie zatrzymają

celnik

dodane 2012-04-19 22:08

Wbrew niemalże powszechnemu mniemaniu procesy laicyzacyjne nie zaczęły się w roku 1989. Jeżeli ma on stanowić cezurę, to w zupełnie innym znaczeniu. Ale o tym niżej.

Z zagrożeń zdawał sobie sprawę kardynał Wyszyński. Stąd jego plan Wielkiej Nowenny i peregrynacji. Wizja dobra, aczkolwiek nastawiona na akcje masowe i chyba nie do końca przewidywała organiczną pracę u podstaw. Zwracał na to uwagę, na początku lat siedemdziesiątych, ksiądz Blachnicki. Nie krytykując duszpasterstwa masowego zwracał uwagę na brak elit, zdolnych kształtować masy. On również wskazywał na dość wyraźne symptomy nadciągającego kryzysu. Dwa procent systematycznie uczestniczących we Mszy świętej w takich miastach jak Warszawa czy Łódź. Ta ostatnia nie przez przypadek została wybrana na miejsce pierwszej w Polsce ewangelizacji. Przy okazji warto zauważyć, że to nie Jan Paweł II, ale właśnie ksiądz Blachnicki jako pierwszy wskazał na potrzebę nowej ewangelizacji Polaków i stworzył w tym celu aktualny do dziś program „Ad Christum Redemptorem”.

Analizy księdza Blachnickiego w następnej dekadzie potwierdziły badania nad religijnością Polaków, podjęte w KUL. Wyodrębniono wówczas dwie kategorie religijności: narodu i życia. Pierwsza wiązała religijność z kulturą, zwyczajami a przede wszystkim stanowiła jedyną wówczas możliwość wyrażenia sprzeciwu wobec władzy i systemu. Dla ilustracji problemu, w środowisku badaczy, powtarzano humor o tym, jak na procesji Bożego Ciała spotkał się pierwszy sekretarz ze Skawiny z pierwszym sekretarzem z Nowej Huty. „Towarzyszu, wy tu? – miał zapytać pierwszy. Tak, bo ja jestem wszędzie tam, gdzie są przeciw.” Druga kategoria wiązała religijność z akceptacją nauczania Kościoła i zdolnością łączenia wyznawanej wiary z codziennym życiem. Proporcje między obydwoma kategoriami kształtowały się w przedziale 75% do 30%.

Do tego dochodził sygnalizowany już wtedy analfabetyzm religijny. Badania prowadzone w drugiej połowie lat osiemdziesiątych (m.in. Puławy ok. roku 1987) wskazywały, że ponad połowa respondentów nie potrafiła odpowiedzieć na pytanie co daje chrzest. Około 40% dawało odpowiedzi błędne, a nawet takie, których należało się wstydzić.

Dla ciekawości warto dodać, że prowadzący badania byli postrzegani, nie tylko przez episkopat, jako jedno z najbardziej antyklerykalnych środowisk w Polsce.

W tym kontekście przyszedł rok 1989. Wydarzenie, do jakiego Kościół zupełnie nie był przygotowany. Gdy rok wcześniej prowadzący zajęcia z teologii pastoralnej adiunkt KUL podzielił księży na dwie grupy i kazał pierwszej przygotować program dla Kościoła w państwie totalitarnym, a drugiej taki sam program dla Kościoła w państwie demokratycznym, ta ostatnia padła. Bo była to sytuacja, jakiej nikt z uczestników seminarium naukowego nie potrafił sobie wyobrazić. A przecież w seminarium uczestniczyli najlepsi duszpasterze młodzieży i służby liturgicznej z całego Polski!

Tym samym odkrywamy, że rok 1989 rzeczywiście był cezurą, ale w zupełnie innym znaczeniu. Religijność narodu straciła rację bytu. Nie była już potrzebna, by wyrazić sprzeciw. I nie była na tyle zakorzeniona w Ewangelii, by przetrwać. Procesy kulturowe tylko przyspieszyły to, co podskórnie dokonywało się od kilkudziesięciu lat. I nie dokonało się to głównie za sprawą mediów, bo w latach siedemdziesiątych media były bardziej wrogie Kościołowi, niż po roku 1989.

Dlatego na sprzeciwiające się laicyzacji marsze patrzę z lekkim przymrużeniem oka. Nie wierzę w ich skuteczność. Tych procesów nie zatrzymają żadne marsze, ale systematyczna ewangelizacja i dające wyraźne świadectwo Ewangelii wspólnoty. Szkoda, że niemalże niezauważoną była homilia, jaką kaznodzieja papieski wygłosił podczas światowego spotkania rodzin w Meksyku. Ojciec Cantalamessa przypomniał wówczas jednego z pierwszych pisarzy chrześcijańskich – Tertuliana i jego słynną maksymę. „Chrześcijanie nie zmieniają życia prawami, ale życiem zmieniają prawa.” Póki co raczej jesteśmy w pierwszej grupie, ciągle mającej nadzieję na zmianę życia prawami i marszami.

Zresztą… Jeśli zaczniemy żyć Ewangelią, staniemy się miastem na górze i światłem świata, bardziej będziemy modlić się o odwagę świadectwa niż o uchronienie od prześladowań – do czego nam jeszcze będą potrzebne prawa? Choćby najbardziej bezbożne? Chyba tylko do tego, żeby nasze świadectwo stało się jeszcze bardziej wyraźne.

N P W Ś C P S
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31 1 2 3 4 5
Dzisiaj: 11.12.2018