« Powroty Zdradliwa mowa »

Wielkopostne drogi i bezdroża

28.02.2012

Pierwszy tekst o tematyce religijnej napisałem w 1978 roku na... maturę z religii. Tak, matura z tego przedmiotu nie jest żadną nowością. Nasz katecheta, filozof, późniejszy rektor seminarium we Włocławku, zaproponował kilka tematów. Wybrałem "Moje fascynacje Pismem świętym". Dziś trudno mi powiedzieć jaki to był gatunek literacki. Chyba coś z pogranicza. Całość osnuta była wokół piątego rozdziału Listu do Rzymian. Konkretnie chodziło o wiersze 5-8. "Chrystus bowiem umarł za nas, jako za grzeszników, w oznaczonym czasie, gdyśmy jeszcze byli bezsilni. A nawet za człowieka sprawiedliwego podejmuje sie ktoś umrzeć tylko z największą trudnością. Chociaż może jeszcze za człowieka życzliwego odważyłby się ktoś ponieść śmierć. Bóg zaś okazuje nam swoją miłośc właśnie przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy jeszcze byli grzesznikami." Choć treści pracy nie pamiętam, tekst Apostoła pozostał. W pewnym sensie stał się nawet wyznacznikiem, drogowskazem, podporą, światłem w ciemności, punktem odniesienia. Wszystko, co było potem i jest dziś, z niego wynika. Zastanawiając się dlaczego wybrałem akurat ten fragment dochodzę do wniosku, że innego nie mógł wybrać chłopak niemalże każdego dnia przechodzący obok wiszącego na krzyżu Jezusa Tumskiego, pod tymże krzyżem usługujący do Mszy świetej, za największy przywilej poczytujący sobie możliwość odsłaniania tego krzyża w Wielki Piątek.

Dwa lata później napisałem kolejny. Tym razem prawdziwy felieton. "Śmietnik". Motto zaczerpnięte było z Mertona, bo akurat czytałem "Posiew kontemplacji". Nie jedyna to była inspiracja. Tak się złożyło, że w tym samym czasie zapoczątkowano dewastację mojej krainy dzieciństwa. Miejsca, gdzie na niedzielny wypoczynek zbierała się cała nasza dzielnica. Do tego doszedł przeżywany po raz kolejny we wspólnocie seminaryjnej Wielki Post. Coraz bardziej burzący idealny obraz, z jakim w tej wspólnocie się znalazłem. Merton pasował jak ulał. "Rzadko zdarza mi się czytać, co w świecie piszą i słuchać, co mówią. Ale gdy już przeczytam i posłucham to mam wrażenie, że oni siedzą na jednym, wielkim śmietniku."

Wspominam z odrobiną nostalgii (po pięćdziesiątce zdarza sie to coraz częściej) i pewnego niepokoju. Ostatni wywołuje świadomość, że teksty nie straciły aktualności. Przecież cała droga Wielkiego Postu, podejmowane wyrzeczenia, umartwienia, uczynki pokutne, wynika z fascynacji Tym, który umarł za nas, "gdyśmy byli jeszcze grzesznikami". Bez tej perspektywy zarówno post jak i całe chrześcijaństwo tracą sens. Równoczesnie tam, gdzie na człowieka czeka łaska wejścia na drogę Chrystusa (piękna jest ta modlitwa Polikarpa - "Błogosławię Cię, że uznałeś mnie godnym tego dnia i tej godziny, kiedy to, zaliczony do Twoich męczenników, dostępuję udziału w kielichu Twego Chrystusa"), pojawia sie cały ten śmietnik, odwracający uwagę od tego co najważniejsze.

Ludwik z Granady, w swoim traktacie "Abyś nie zapomniał, że jesteś chrześcijaninem", porównał Mękę Jezusa do oliwy, w której moczy się chleb. Dzięki temu zanurzeniu wierzący nasiąka Chrystusem. A czym nasiąkamy dziś? Awantura o pewną telewizję, finanse Kościoła, czyhający za każdym rogiem nieprzyjaciel wiary, skandale i sensacje. Są oczywiście miejsca i środowiska robiące wszystko, by ten czas odzyskał swój duchowy wymiar. Odnoszę jednak wrażenie, że cały ten wysiłek jest jakby na uboczu, że środek ciężkości i centrum zainteresowania jest gdzie indziej. Że szatan stanął na głowie, by odwrócić nasz wzrok od tej wielkiej miłości, jaka objawiła się na drzewie Krzyża. Pokazać, że są sprawy pilniejsze, ważniejsze, od których podobno zależy być albo nie być Kościoła.

Marzy mi się post przypominający rozmowy świętego Benedykta ze świętą Scholastyką. Wyobrażacie to sobie? Całą noc o Bożej miłości. Albo mający coś wspólnego z klimatem, w jakim powstało "Ciebie Boga wychwalamy". Wierzący - jak Augustyn Ambrożemu - odpowiadający pochwałą na pochwałę Boga. Marzą mi się chrześcijanie, potrafiący o Bożej miłości opowiadać jak ów sredniowieczny mnich opowiadał o chwale niebieskiego Jeruzalem. Albo jak kontemplująca tajemnicę Trójcy Świętej Katarzyna ze Sieny.

By z bezdroży Wielki Post wrócił na drogi potrzeba jest fascynacja. Krzyżem i Tym, który umarł za nas, "gdyśmy byli jeszcze grzesznikami".

Wpis w kategorii: Kościół

3 Komentarze

  • w zachwycie wierzyć i kochać :-)

  • A czy to nasiąkanie działa w obydwie strony ?
    Czy na tym strasznym" śmietniku" nie chrześcijanin też ma okazję nasiąknąć czyhającym za każdym rogiem , nieprzyjacielem jego niechrześcijańskiej wiary?

  • Tej kwestii nie sposób rozstrzygnąć.Co lepsze?
    Okopać się w okopach i walczyć jak ks pisze a to o jakąś telewizje,a to o ,,twarz Kościoła"czy tez przeciwnie ufnie nadstawić drugi policzek i być ślepym i głuchym?
    Zachód poszedł droga wielkiej tolerancji i dostosowywania się do świata.Gdzieś tam odradza się wiara w małych grupach..
    Kościół to same paradoksy:
    nadstaw drugi policzek a za chwile mężne wyznawanie wiary,belka i drzazga a w opozycji obowiązek upominania bliźniego.
    Trudno się w tym połapać.
    Sowa czy Natanek?Obaj maja mocen argumenty.
    Tylko ja mam odwieczny problem. Naprawdę tak myślą czy tylko ,,robią robotę"?Paczka dziś w komentarzu napisała o chrześcijanach, którzy prześladują braci w wierze.Prześladują, bo ci zawiedli i gdzieś po drodze upadli.Nie osądzać zostawić to Bogu.
    Śmietnik.
    z drugiej strony kontemplacja krzyża.
    Strasznie to odległe.........Jak być wdzięcznym za Krzyż jeśli to był Boży plan zbawienia a my tylko pionkami w tej grze,kazdy ze swa rolą do odegrania.
    To chyba już nie bezdroża to kosmos

Zostaw komentarz

Jeżeli masz dość wpisywania tych literek lub załóż konto w portalu

© Copyright 2010; zapiski na skraju lasu. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Skórka: Góry najpiękniejsze są jesienią | Korzystając z serwisów wiara.pl akceptujesz warunki regulaminu.
Znalazłeś treści naruszające regulamin? Powiadom nas!

 

| załóż konto i pisz bloga

zgłoś błąd