« Nowicjusze w Pieninach Wrócili, ale zostali »

Ceperskie naleciałości czyli o wizycie w mieście

12.02.2011

Miała być Budzowa i narty po raz wtóry. Ale zawiało, zalało i narty się rozmyły. Wyszła Szczawnica. Też zresztą w deszczu. Ale po kie licho nowicjusze jadą do Szczawnicy. Powód jest prosty. By przekonać się, że tam, podobnie zresztą jak na Krupówki w Zakopanem, nie ma po co jechać. Godzina piętnaście na zakupy i rozejrzenie się po kurorcie to stanowczo za dużo. A mogłem im przedtem tłumaczyć tę prostą prawdę godzinami. Nowicjusz ma to do siebie, że jak sam nie doświadczy, nie sparzy się, nie dotknie - nie uwierzy. Cóż, od czasu do czasu trzeba z nim taką przygodę przeżyć, by potem mieć kilka lat spokoju. Aż w Zasadnem pojawią się kolejni nowicjusze.

Nie myślcie, że ten wyjazd to wyłącznie łażenie po górach i szusowanie na nartach. To również szlifowanie sumienia. Spokojna refleksja o miejscu w cząstce Kościoła, której na imię moja własna parafia. Skuteczna. Bo dziś nowicjuszom sumienie ruszyło. Wiecie jaka to radość?

A wieczorem szok. Bo powiedziałem im po kolacji, że zwyczajem zasadniańskim trzeba przed wyjazdem iść na Gorc, pożegnać góry. Bez względu na porę dnia. Kto tego nie uczyni nawet przyszywanym zasadniakiem nie będzie. Patrzę i oczom nie wierzę. Sześciu panów poderwało się i zaczęli się ubierać. Deszcz, lód na drodze, ciemno, a tu Hubert, Krystian, Dawid, Jarek, Jędrzej i Michał stoją ubrani przy drzwiach i czekają. Ba, poganiają dziadka i śmieją się, że go strach przed nocną wyprawą obleciał. Myślę sobie, to ja was wypróbuję. Skręciłem za mostem w lewo przypuszczając, że spanikują po zanurzeniu się w ciemności lasu. Gdzie tam. Szli jak przecinaki. No to pogoniłem ich pod Wierch Młynne jeszcze kawałek. Tak się zaparli, że pewnie by i na Gorc doszli. No i niech mi ktoś powie, że nic z nich nie będzie. Zawrócili na tym lodzie, w ciemności, pod warunkiem, że latem pójdziemy na wschód słońca. Słowo im dałem.

Wesoło się zrobiło na koniec. Chociaż ta wesołość niektórych o złość przyprawiała. Zakończmy zatem zagadką. Naszła nas góralska nuta. A jak naszła to i wyjść nie chciała. Właściwie wylazła. Pod drzwiami pokoju dziewczyn. "Powiedz ze mi dziewce moje / Cemu smutne ocka twoje / Cy cie mama strofowała / Ześ sie ze mną zadawała." Pytanie za stówkę. Którą księżniczkę piosnka o złość przyprawiła?

Jutro wyjazd. Nowicjusze jeszcze nie wiedzą, że staną się domownikami jeśli zostawią po sobie porządek. Mam nadzieję, że sami na to wpadną.

A może ma ktoś dobre słowo dla nowicjuszy? Starzy zasadniacy - odezwijcie się.

 

Wpis w kategorii: Moje dzieciaki

8 Komentarzy

  • Owej księżniczce bankowo na imię Michasia ;D

    Starym zasadniakiem pewnie jeszcze nie jestem, ale przed wyjazdem trzeba Panu Bogu w kaplicy podziękować za to, że pozwolił doznać tego miejsca i by dopomógł tu powrócić.
    A przed samym wyjazdem należy gospodarzy doprowadzić do łez w oczach, gorąco wyściskać i koniecznie odśpiewać im jeszcze górującą na danym wyjeździe pieśń. :)

    A potem wracać, wracać...

  • Czy złapali bakcyla okaże się za pół roku, jeśli zapytają "kiedy znowu jedziemy?"

  • widocznie gosc-domownik zgadl idealnie ;D gorce pozegnane wiec mozna bylo wrocic ze spokojem sumienia do domu ;]

  • Mosiądz, nie trzeba było czekać pół roku. Już zapytali :)

  • To było do przewidzenia, że tą księżniczką była moja siostra ;D

    Ja byłam w Zasadnym tylko raz. Niestety. Ale wiem na pewno, że kto choć raz odwiedzi to miejsce, będzie chciał tam wracać, wracać, wracać... Mam nadzieję, że i mi się to kiedyś uda. :)

  • Byłam pełna podziwu słysząc z pokoju gwar na korytarzu i tę radość pomieszaną z odrobinką strachu. Z lekkim zdziwieniem patrzyłam na wychodzących z 'Kurzejówki' chłopaków.
    Gdy was naszła góralska nuta, ja próbowałam zmieścić wszystko do mojej jakże małej torby. Chciałam podkreślić, że to ja otworzyłam drzwi balkonowe, by was posłuchać. Więc nie mogło mnie przyprawić o tak wielką złość jaką przekazuje ten tekst :) potem również ja pozwoliłam na otworzenie drzwi i posłuchanie waszej ' gdybym miał gitarę'. Również przy kolacji ze spokojem, a nawet uśmiechem słuchałam 'Powiedz ze mi dziewce moje...'
    A teraz uważam, że zostawiliśmy po sobie porządek i mamy zadatki na nowych zasadniaków :) Już po pierwszych 5 minutach jazdy zastanawialiśmy się, kiedy wrócimy :)

  • W piątek pogody nie było, ale za to dziś i wczoraj wymarzona (zapraszam do pooglądania zdjęć z wczoraj - http://www.facebook.com/album.php?aid=38793&id=175485029162358&saved# )

  • Dobre słowo dla nowicjuszy: Trudy każdej wędrówki w mrozie, deszczu lub śnieżycy wynagrodzi i ciało rozgrzeje, herbatka z cudownym destylatem śliwkowym :-)

Zostaw komentarz

Jeżeli masz dość wpisywania tych literek lub załóż konto w portalu

© Copyright 2010; zapiski na skraju lasu. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Skórka: Góry najpiękniejsze są jesienią | Korzystając z serwisów wiara.pl akceptujesz warunki regulaminu.
Znalazłeś treści naruszające regulamin? Powiadom nas!

 

| załóż konto i pisz bloga

zgłoś błąd