Moje życie

Notka noworoczna

dodane 2010-01-01 18:38

wschod_slonca.JPG

 

Przez niemalże dwadzieścia lat pracowałem z ruchami i grupami, dawałem sobie radę w tak zwanych środowiskach trudnych (nie pomijając narkomanów i młodocianych przestępców). I jakoś to wszystko szło do przodu. A w ostatnich latach połamałem sobie zęby na katolicyzmie tradycyjnym. Potwierdziły się moje obserwacje sprzed roku. Czyli mamy do czynienia ze zjawiskiem trwałym. Nie ma już tych, którzy przychodzili do kościoła dwa razy w roku. Spowiedź świąteczna, pasterka i Msze św. w pierwszym i drugim dniu – ci sami, co w każdą niedzielę. Też zresztą są wielką niewiadomą przy całej niereformowalności. To wszystko coraz bardziej przypomina Titanica. Okręt tonie, ale wszyscy nieźle się bawią. Pytanie jak długo będzie trwało nabieranie wody.

 

Czasem jest tak. Idzie się z kimś. Ma się wrażenie, że jesteśmy jednego ducha. A potem wszystko pryska jak bańka mydlana. Wspólnota drogi okazuje się być złudzeniem. Chyba na tym ma polegać czujność i uważność duchowa. Nie chodzi o brak zaufania, bo ten oznacza klęskę. Ale o trzeźwe rozeznanie sytuacji, dostrzegające pozorność relacji i działań. To jest potrzebne, by nie tracić czasu i energii.

 

Ktoś powie, że ten wpis jaskrawo odbiega od tekstów, zamieszczanych gdzie indziej i świadczy o swoistej dwubiegunowości autora. Wydaje się, że tak powinno być. Ta dwubiegunowość to właśnie tischnerowska filozofia dramatu. Pomiędzy już a jeszcze nie. Pomiędzy wygraną a przegraną. Światłem i ciemnością. Nie jest dobrze, gdy patrzenie na świat jest zdominowane przez niepoprawny optymizm, nie dostrzegający meandrów, zagrożeń, trudności, punktów słabych. Zamiast nadziei mamy wtedy jej karykaturę.  

N P W Ś C P S
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31 1 2 3 4 5
Dzisiaj: 13.12.2018