« Życzenia Dzień kapłaństwa »

Notka noworoczna

01.01.2010

wschod_slonca.JPG

 

Przez niemalże dwadzieścia lat pracowałem z ruchami i grupami, dawałem sobie radę w tak zwanych środowiskach trudnych (nie pomijając narkomanów i młodocianych przestępców). I jakoś to wszystko szło do przodu. A w ostatnich latach połamałem sobie zęby na katolicyzmie tradycyjnym. Potwierdziły się moje obserwacje sprzed roku. Czyli mamy do czynienia ze zjawiskiem trwałym. Nie ma już tych, którzy przychodzili do kościoła dwa razy w roku. Spowiedź świąteczna, pasterka i Msze św. w pierwszym i drugim dniu – ci sami, co w każdą niedzielę. Też zresztą są wielką niewiadomą przy całej niereformowalności. To wszystko coraz bardziej przypomina Titanica. Okręt tonie, ale wszyscy nieźle się bawią. Pytanie jak długo będzie trwało nabieranie wody.

 

Czasem jest tak. Idzie się z kimś. Ma się wrażenie, że jesteśmy jednego ducha. A potem wszystko pryska jak bańka mydlana. Wspólnota drogi okazuje się być złudzeniem. Chyba na tym ma polegać czujność i uważność duchowa. Nie chodzi o brak zaufania, bo ten oznacza klęskę. Ale o trzeźwe rozeznanie sytuacji, dostrzegające pozorność relacji i działań. To jest potrzebne, by nie tracić czasu i energii.

 

Ktoś powie, że ten wpis jaskrawo odbiega od tekstów, zamieszczanych gdzie indziej i świadczy o swoistej dwubiegunowości autora. Wydaje się, że tak powinno być. Ta dwubiegunowość to właśnie tischnerowska filozofia dramatu. Pomiędzy już a jeszcze nie. Pomiędzy wygraną a przegraną. Światłem i ciemnością. Nie jest dobrze, gdy patrzenie na świat jest zdominowane przez niepoprawny optymizm, nie dostrzegający meandrów, zagrożeń, trudności, punktów słabych. Zamiast nadziei mamy wtedy jej karykaturę.  

Wpis w kategorii: Moje życie

7 Komentarzy

  • Dziękujemy za już i prosimy o jeszcze!

  • Zanim doszłam do ostatniego akapitu pomyślałam sobie ,ze ksiądz zmienił zdanie w kwestii kondycji kościoła w Polsce.Tak na mojego nosa :ktoś księdza zawiódł w ostatnim czasie:(

  • Jan Maria Vianney też miał trudną parafię..

  • Kryzys wiary czy rozczarowanie człowiekiem ?

  • tak już jest na tym świecie że nie zawsze układa się tak jak by się chciało.jak kiedyś zabraniała władza chodzić do kościoła to ludzie chodzili a teraz jak można to to wolą iść do np.reala.ale to nie tylko to wpłyneło księża bez powołania mają na to wpływ zależy im aby msze odprawić i tyle.

  • Niech ksiadz sie nie obraza na ludzi, bo cała sprawa, praca ksiedza zostanie w jakims sensie zaprzepaszczona... Ludzie to ludzie, bez zmian, takimi są, lepszymi gorszymi, ale zawsze gdzies cos swietego w sobie noszą. I nie wolno o tym zapominać. Człowieka nie da się podsumowac w statystyce ducha. To chyba tajemnica. A swoja drogą, obserwacja uczciwa... tydzien temu byłem w farze na sumie i ludzi jak na lekarstwo. Lekki szok. Pozdrowionka ode mnie i zony Aski.

  • Celniku, jest takie opowiadanie o tym, jak to Bóg chciał ukarać miasto i licytował się o liczbę sprawiedliwych.Koniec końców wyszło ,ze warto nawet dla 1.N a ostatnim czacie znalazło się kilku ,którzy podzielili się świadectwem ...czemu ich karzesz?

Zostaw komentarz

Jeżeli masz dość wpisywania tych literek lub załóż konto w portalu

© Copyright 2010; zapiski na skraju lasu. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Skórka: Góry najpiękniejsze są jesienią | Korzystając z serwisów wiara.pl akceptujesz warunki regulaminu.
Znalazłeś treści naruszające regulamin? Powiadom nas!

 

| załóż konto i pisz bloga

zgłoś błąd