To już koniec. I co dalej?

dodane 14:19

Zobaczymy... Kolejny raz w życiu jestem na rozdrożu. Każda droga jednakowo dobra i jednakowo zła...

Niby powinienem się cieszyć, bo nastał koniec mojego ciemiężyciela. Niby. Tak naprawdę uważam ten styl, którym mnie potraktowano za podły do tego stopnia, że brzydzę się na samą myśl, że ktoś mógł zostać potraktowany podobnie. Nawet jeśli to był sprawca mojego bólu....

Chyba staczam się w coraz głębszą otchłań.  Już nie umiem się cieszyć. To znaczy... Czasem się śmieję, żartuję. Ale to bardzo powierzchowne. Dawniej, nawet gdy byłem z wierzchu smutny, w środku był pokój. Teraz... Wstaję rano i czekam końca dnia. W poniedziałek wypatruję piątku, ale już w sobotę czekam na poniedziałek. Zbyt wiele trudnego jest też poza pracą. Zbyt wiele.... Radości są drobne. Ból fundamentalny. Pokój zastąpiła rezygnacja. Jestem zadowolony, gdy wieczorem mogę powiedzieć, że dziś od losu nie oberwałem...

Zrobiłem ostatnio taki test psychologiczny. Zbyt był przejrzysty, by odpowiedzi mogły być w pełni obiektywne. W każdym razie wyszło, że mogę mieć depresję. No i że być może jestem poddany mobbingowi. Zaznaczono tam jednak, że mobbing to działania długofalowe. A to, co mnie boli, stało się może parę razy, ale dawno...

Dziś jednak uświadomiłem sobie, że to nie do końca tak. To, że człowiek stara się nie wchodzić krzywdzicielowi w drogę i uchyla przed jego ciosami nie znaczy, że ucisk minął i że żadne złe praktyki nie są wobec niego stosowane. Tak naprawdę przez te wszystkie lata nic się przecież nie zmieniło, prawda? Te restrykcje, które wobec mnie zastosowano nie skończyły się na jednorazowej decyzji, ale spowodowały, że prawie codziennie musiałem mierzyć się z ich konsekwencjami. Jak napisałem, musiałem schodzić z drogi, uchylać się przed ciosami. I codziennie robić to, czego nie zrobili „stworzeni do wyższych rzeczy”. Bo w każdej chwili represje mogły wrócić. Jeśli tylko poczułbym się pewniej i wyżej podniósłbym głowę... Tak, dziś, kiedy to wszystko odchodzi (niby) w przeszłość widzę jasno, że to była ciągła, trwająca niemal siedem lat represja. Jeszcze w grudniu przecież na dźwięk mojego nazwiska w kontekście pochwały za dobrą robotę szef się krzywił....

Teraz wszystko mogłoby się zmienić. Mogłoby. Ale jak będzie? Nie wiem. Nie spodziewam się nowych szykan. Nawet jeśli coś podzieje się nie po mojej myśli, to nie sądzę, by załatwiane było tak wrednie, jak poprzednio. Jasne układy, klarowne komunikaty. To dobrze. Z drugiej jednak strony... Przecież ten stary układ marginalizowania mnie pozostał, prawda? Wszyscy, którzy świadomie lub nieświadomie w nim uczestniczyli nagle swojego nastawienia nie zmienią. Już gram w tej grupie taką rolę, w jaką przed laty mnie wmanewrowano. Ci, którzy tej nagonce na mnie się oparli są w mniejszości. Niby mógłbym teraz zawalczyć o swoją pozycję i różnym takim pokazać. Ale nie chcę. Nie lubię wojenek, podgryzania, donoszenia. A i chyba nie miałbym na to sił, o umiejętnościach już nie mówiąc...

No to co? Pozostaje żyć kalekim. I czekać. Albo dam radę wspiąć się nieco wyżej i ludzie znów będą słuchali co mówię (choć niekoniecznie robili jak chcę) albo stoczę się jeszcze głębiej i będę dla otoczenia coraz bardziej powietrzem. Stawiam jednak na to drugie. Pewnie niebawem zresztą zmoże mnie jakaś poważniejsza choroba i po prostu zniknę.  Życie potoczy się dalej i nikt nawet nie zauważy mojego braku....

nd pn wt śr cz pt sb

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

13

14

15

16

17

18

19

20

21

22

23

24

25

26

27

28

29

30

31

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

Dzisiaj: 29.05.2022

Kategorie