« Po prostu wielkanocna radość Inna atmosfera »

Twarda lekcja

24.05.2018

Szlak między Zawratem a Świnicą zamknięty. Obryw.

Do takich informacji podchodzę zazwyczaj z nieufnością. Obryw? Ano bywa. Aktywny? Możliwe. Nie da się inaczej poprowadzić szlaku?

Kiedyś uważałem, że obryw to wymówka. Ot, dla zamknięcie dla autobusów drogi z Palenicy do Morskiego Oka. Obrywy, owszem, były i są, ale bez przesady. Dało się toto naprawić tak, by nie tylko furka, ale i autobus mógł przejechać. W górach zazwyczaj można też poprowadzić szlak inaczej. Zazwyczaj. Bo jednak nie zawsze. Gdy paręnaście lat temu zrobił się obryw na stokach Małej Babiej i zamknięto trawersujący ją od północy szlak (nota bene: odcinek Głównego Szlaku Beskidzkiego) przekonałem się naocznie, że czasem niewiele zrobić się da. Jasne, można było na to wejść, ale na pewno było to niebezpieczne. Bo ciągle aktywne. Można było obejść górą, ale to oznaczało praktycznie przejście przez szczyt, przez który prowadził już inny szlak. Dołem? No tak, ale nie bardzo to miało sens, bo trzeba by schodzić bardzo nisko i w sumie można było już skorzystać z innych, biegnących tam szlaków.

Kiedy zobaczyłem zdjęcie obrywu pod Świnicą westchnąłem. No tak, tam też niewiele się da zrobić. Kamienie lecą spod Niebieskiej Turni. I spadają na trawersującą jej stoki ścieżkę z Zawratu na Świnicę. Jak ją poprowadzić inaczej? Dołem, to trzeba by aż od Zadniego Stawu, najlepiej obchodząc go od Zachodu. Bo inaczej i tak ścieżka przechodzi przez linię spadających kamieni. Może granią od Gładkiej? Hehe, raczej nierealne. Równie nierealne obejście z drugiej strony. No, można wejść na Zawratową Turnię. Tylko co dalej. Tam raczej nie da się wyznaczyć w kierunku Świnicy niczego sensownego. No, chyba że via ferratę. No i nie wiadomo, czy niebawem nie pojawi się tu podobny, jak od południa problem.

(a zdjęcie można znaleźć pod adresem: http://info.wiara.pl/doc/4752011.Szlak-miedzy-Swinica-a-Zawratem-zamkniety-do-odwolania)

Bo patrząc na wspomniane zdjęcie zobaczyłem, że to chyba nie tylko problem tego, że wyjeżdżają kamienie ze żlebu. Wychodzi na to, że rozsypuje się Niebieska Turnia. Taki piękny kawał pionowej skały. Tak mi się przynajmniej wydaje, gdy widzę że cała Niebieska ma skały jaśniejsze, niż pozostałe. To chyba ślady bo obrywie. No, chyba że to stary, jeszcze niezabliźniony. Ale nie wydaje mi się. Tam jeszcze w drugiej połowie XX wielu były jakieś obrywy, ale chyba nie na taką skalę....

Szkoda... Kiedy chodził człowiek po Tatrach to sobie myślał, że nic się w tych górach nie zmieniło od stuleci. No, oprócz łańcuchów i wyłożonych kamieniami ścieżek. Że w te same zaułki wchodzili niegdysiejsi pasterze, poszukiwacze rud, skarbów, kłusownicy czy pierwsi zdobywcy szczytów. No i że dokładnie takie same zostaną te góry dla przyszłych pokoleń, kiedy nas już nie będzie: ze żlebów coś wyjedzie, tam coś odpadnie, oberwie ten czy inny trawnik, ale kształt tych gór zostanie.  I w zasadzie tak jest, bo zmienia się niewiele, ale na moje oko Niebieska Turnia już taka sama nie będzie. Też, jak w paru innych wypadkach, będzie się tam liczyło czas na przed obrywem i po obrywie...

No szkoda... Mam z tym miejscem bardzo miłe wspomnienia. To tam siedziałem  kolegami w "orlim gnieździe" (na płasience, z nogami opuszczonymi w stromy stok). Czekaliśmy na resztę, która zabałaganiła na Zawracie. Kolejny żart wywołał niepohamowany wybuch śmiechu. Idący niżej ścieżką turyści wyraźnie zdumieni rozglądali się skąd dochodzę te hihoty, boć przecież nikogo obok nich nie było. Nie wiem czy nas, wtopionych w stok, zauważyli... A potem.... Reszta  zrezygnowała z dalszej drogi, a dla nas rozpoczęły się godziny napowietrznego spaceru. Najpierw na Niebieską, która pod samym wierzchołkiem ma (miała) takie piękne, wygodne półczysko. Potem przez Gąsienicową na Świnicę... W pięknym słońcu, bo snujące się wcześniej od północy chmury odpłynęły.... No, może dość wspominania. I tak nie da się opisać uczucia lekkości, widoku czerwieniejących wieczorem gór, pustki na szlaku, temperatury wody w Dwoistym. I naszych humorów, gdy już doszliśmy do Murowańca..

To inny świat, prawda? Inny od bardzo czasem dziwacznej codzienności. Tam wszystko jest do bólu nieskomplikowane i prawdziwe. Tam człowiek lepiej niż na rekolekcjach uczy się patrzyć na codzienność z dystansem. Ale ta rozsypująca się Niebieska uczy mnie jeszcze jednego: że nawet gdybym mógł na ziemi w zdrowiu żyć tysiące lat, nie uciekłbym przed przemijaniem. Tak, przecież nawet niebo nad głową po tysiącach lat jest nieco inne...

Na szczęście mogę mieć nadzieję, że po śmierci będzie już tylko jedno, wieczne i radosne "teraz"...

 

Wpis w kategoriach: Codzienność, Inspiracje, Znaki nadziei

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Musisz być , aby zamieścić komentarz.

© Copyright 2010; W kolorze nadziei. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Skórka: Przemijanie ma sens | Korzystając z serwisów wiara.pl akceptujesz warunki regulaminu.
Znalazłeś treści naruszające regulamin? Powiadom nas!

 

| załóż konto i pisz bloga

zgłoś błąd