« Tego nie chcę przyjąć Motto »

26.04.2014r. - Loreto

23.06.2014

Z perspektywy dnia dzisiejszego coraz wyraźniej dostrzegam, jak bardzo cały wyjazd na kanonizację papieży odbywał się pod opieką Maryi.

W planie wyjazdu przed dniem kanonizacji mieliśmy pobyt w Loreto (pisane przez jedno „t" - pisane przez dwa „t" - Loretto – znajduje się niedaleko Warszawy).

W sanktuarium w Loreto według starej tradycji, współcześnie potwierdzonej przez odkrycia historyczno – archeologiczne, przechowywany jest dom nazaretański Niepokalanej Matki.

Ziemskie mieszkanie Maryi składało się dwóch pomieszczeń: groty wykutej w skale (czczonej do dzisiaj w bazylice Zwiastowania w Nazarecie) i części dobudowanej z kamienia, przylegającej do skalnej ściany.

Według tradycji w 1291r., kiedy krzyżowcy zostali ostatecznie wyparci z Palestyny i stracili ostatnią twierdzę - port Akkon, domurowana część domu Maryi została przeniesiona przez "aniołów" najpierw do Trsatu (dzisiejsza Chorwacja) a następnie, 10.12.1294r., do Loreto.



 

Obecnie, na podstawie dokumentów archiwalnych, studiów filologicznych i ikonograficznych oraz wykopalisk archeologicznych, dokonanych w Nazarecie i pod Św. Domkiem w Loreto, coraz bardziej utwierdza się hipoteza, że kamienie, z których zbudowany jest Św. Domek zostały przywiezione do Loreto statkiem przez rodzinę Aniołów (De Angelis), rządców Epiru.
Odnaleziony niedawno dokument z września 1294r. podaje, że Nicefor Anioł, despota Epiru, dał w posagu swojej córce Ithamar, wychodzącej za mąż za Filipa z Taranto, syna Karola II, króla Neapolu, oprócz wielu różnych dóbr także: "Święte kamienie wyniesione z Domu Naszej Pani, Dziewicy, Matki Bożej".

Znaleziono też, zamurowane wśród kamieni Św. Domku, 5 krzyży z czerwonego materiału, należące do krzyżowców lub, co bardziej prawdopodobne, do członków jednego z zakonów rycerskich, które w średniowieczu broniły Ziemi Świętej. W tym samym miejscu znaleziono skorupy strusiego jaja. Symbolizowało ono kiedyś w Palestynie tajemnicę Wcielenia.

Jest faktem, że Św. Domek, tak ze względu na swoją strukturę, jak i materiał budowlany (kamień), jest zjawiskiem obcym dla kultury i miejscowych zwyczajów budowlanych z okolic Loreto. Ponadto porównanie techniczne Świętego Domku z Grotą w Nazarecie wykazały, że stanowiły one kiedyś jedną całość. Potwierdza tradycję także współczesne studium o sposobie obróbki kamieni, z których jest zbudowany Św. Domek, tj. na sposób Nabatejczyków, rozpowszechniony w Galilei w czasach Chrystusa. Santa Casa musiano przewieźć do Włoch w zasadzie w całości, o czym świadczy chociażby zachowana zaprawa murarska między kamieniami, wykazująca cechy stosowanych w dawnej Palestynie technik budowlanych. Wielkie znaczenie mają także znaki, znajdujące się na kamieniach, a wyryte, zdaniem ekspertów, przez chrześcijan pochodzenia żydowskiego i bardzo podobne do znajdujących się w Nazarecie.

Święty Domek składa się z trzech ścian. Ścianę wschodnią, teraz zastąpioną ołtarzem, stanowiła skała z grotą, która znajduje się w Nazarecie. Ściany mają około 3 m wysokości, postawione są na starożytnej drodze i nie mają fundamentów.

Powyżej 3 m dołożono cegły, aby Domek dostosować lepiej do kultu. Marmurowa obudowa Św. Domku została zrealizowana z polecenia papieża Juliusza II według projektu Bramantego (1507 r.). (Przewodnik po Loreto na stronie oo. Kapucynów OFM)

W środku, na głównym ołtarzu w Domu stoi cudowna figura Matki Bożej, wykonana z drewna czarnego cedru libańskiego, dekorowana bogatą biżuterią. W 1920 r. owa Madonna z Loreto została ogłoszona przez Benedykta XV patronką podróżujących samolotami i pilotów. Nie jest to oryginał, ten bowiem spłonął w 1921 r. podczas pożaru wnętrza Santa Casa – nowa rzeźba została wykonana rok później przez Enrico Quattriniego i pomalowana przez Leopoldo Celaniego. Tego samego roku została koronowana przez Piusa XI.

Z innej znowu informacji wynika, że to papież Jan XXIII podczas swej pielgrzymki do Loreto ukoronował figurę Madonny z Dzieciątkiem na lewym ramieniu. To właśnie tutaj modlił się o powodzenie rozpoczynającego się Soboru Watykańskiego II (1962-1965), którego był inicjatorem. Przed bazyliką stoi pomnik papieża Jana XXIII, więc tam zrobiliśmy sobie zdjęcie całej naszej pielgrzymkowej grupy.

Dzieciątko Jezus oprócz korony ma również inne insygnia królewskie: w lewej ręce trzyma jabłko - symbol władzy nad światem. Jego prawa ręka wskazuje na złoty krzyż umieszczony na czubku królewskiego jabłka. Cudowna figura ubierana jest w długą, zdobioną suknię, która nazywa się dalmatyką. Pierwotna figura Matki Bożej była niemal cała czarna od świec i lamp oliwnych palących się przed nią. Nowej figurze również nadano ciemną barwę. Kult Madonny z Loreto sięga XIV wieku. W 1387r. małe sanktuarium zostało po raz pierwszy obdarzone przywilejem odpustowym. Stąd też pochodzi znana na całym świecie litania loretańska, którą w Loreto odmawiano już w okresie średniowiecza, a która dopiero w 1587r. została oficjalnie zatwierdzona przez papieża Sykstusa VI.

Kult Madonny z Loreto rozwijał się błyskawicznie. Właściwie od końca XVw., kiedy nad Świętym Domkiem wybudowano piękną bazylikę, ukształtowała się tradycja budowy podobnych domków w innych kościołach na całym świecie. Jednym z najsłynniejszych Domków Loretańskich jest ten, który znajduje się w Pradze i jest potocznie nazywany praskim Loreto. Na terenie Europy najwięcej Domków Loretańskich znajduje się właśnie na terenie Czech. Jest ich aż 48.


Oprócz Świętego Domku znajdują się w bazylice tzw. „narodowe kaplice". Jedną z nich jest kaplica polska, poświęcona Sercu Pana Jezusa. Stanowi ona zamknięcie prawej nawy bazyliki. Prace przy jej urządzeniu rozpoczęto w 1913r., a ukończono w roku 1939. Autorem wystroju wnętrza był włoski artysta Artur (wł. Arturo) Gatti (1878, Loreto – 1958, Rzym).

(Więcej o Loreto na stronie Parafii św. Zygmunta w Słomczynie)

Mszę świętą nasi księża sprawowali w koncelebrze z księżmi innych polskich grup w przepięknej sali skarbca, w której znajdowały się kiedyś nieocenionej wartości dary i wota z całej Europy. Zostały one wywiezione najpierw przez Napoleona w 1797r., a drugi raz przez złodziei w 1974r. Freski są dziełem C. Roncallego zwanym Pomarancio i przestawiają sceny z życia Matki Bożej. Stanowią one arcydzieło sztuki późnego odrodzenia włoskiego (XVIIw.).

Co było najważniejsze w Loreto? Że mieliśmy czas. Był czas i na modlitwę, na adorację Najświętszego Sakramentu, ale i na zwiedzanie, na porobienie zdjęć, zakup pamiątek. Także na kupno włoskiego pieczywa w malutkim sklepiku i spokojne zjedzenie go przy fontannie przed bazyliką. Niestety, z powodu ogromnej ilości pielgrzymów, zwłaszcza z Polski, nie można było dłużej pobyć w samym Domku. No, ale nie można mieć wszystkiego ;-)

Teraz widzę, jak bardzo Maryja była obecna wśród nas na tej pielgrzymce: nasz wspólny małżeński różaniec w autobusie, Jej wizerunki na domach w Bari, łaska zrozumienia Jej „fiat" w San Rotondo. Zwieńczenie natomiast nastąpiło już w Polsce, po powrocie, w Licheniu, 25.05.


 

Po południu dotarliśmy do Pescary, skąd o północy mieliśmy wyjeżdżać do Rzymu.

Mieliśmy dużo czasu do obiadokolacji, więc wraz z Agatą postanowiliśmy pojechać do centrum miasta. Nasz hotel położony był prawie poza miastem. Czekała nas albo długo piesza wędrówka, albo kupno biletów autobusowych i złapanie jakiegoś autobusu, jadącego w kierunku mniej więcej centralnym. Wiadomo, co zrobiliśmy :D

Ponieważ Piotr niósł aparat, w autobusie zaczepił nas pewien rozmowny Włoch, który po angielsku przez cała drogę opowiadał Piotrowi o swoim życiu. M.in. także o spotkaniu ze św. Janem Pawłem II. Prosił nas też o modlitwę w swojej intencji podczas Mszy kanonizacyjnej.

Echhh, znajomość języków jest niezbędna, by jako tako porozumieć się z drugim człowiekiem. Ale najważniejsze chyba dla dobrego porozumienia się jest życzliwość i uśmiech, przyjmowanie człowieka z otwartością i zaufaniem. Bo doświadczenie życiowe pokazuje, że gdy tego zabraknie, nie można się porozumieć nawet z kimś, kto mówi po polsku.

I jeszcze taka refleksja: jak bardzo staramy się o porozumienie z drugim człowiekiem, by mu coś sprzedać, by otrzymać pieniądze, lub gdy po prostu chcemy coś od niego otrzymać. Jesteśmy wtedy życzliwi, uprzejmi, staramy się być przekonujący i czarujący. Czasem wystarczy tylko, że rozmawiamy z kimś obcym, nieznajomym – nie wypada przecież być wobec kogoś nam nieznanego opryskliwym, zgryźliwym, dogryzającym... Ale wobec najbliższych, czasem przyjaciół, znajomych brakuje nam często cierpliwości, postawy zaufania i otwartości. Brakuje nam prostej radości z tego faktu, że są.

Pescara nas nie zachwyciła. Mimo informacji, że miasto to to starożytne Aternum, nie natrafiliśmy na żaden ślad Rzymian. Dotarliśmy tylko do współczesnej katedry pw. San Cetteo i mostu im. pisarza i polityka Gabriela d'Annunzia.

Ku potomności należy też wspomnieć, że tylko w hotelu w Pescarze dostaliśmy darmowe wino do kolacji :D zresztą bardzo dobre wino ;-)


 

PS. Poproszę Piotra, by na naszej stroni pod tekstem umieścił jeszcze trochę zdjęć z Loreto i z katedry w Pescarze. Bo tak podzieliliśmy się „pracą” - ja piszę, on wkleja zdjęcia, ale czasem nie te, które ja bym wkleiła ;-) jeśli więc kogoś będzie to ciekawiło, to zapraszam pod koniec tygodnia – proszę szukać nowych zdjęć pod tekstem.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Jeżeli masz dość wpisywania tych literek lub załóż konto w portalu

© Copyright 2010; Zamyślenia z rodziną w tle. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Skórka: Przemijanie ma sens | Korzystając z serwisów wiara.pl akceptujesz warunki regulaminu.
Znalazłeś treści naruszające regulamin? Powiadom nas!

 

| załóż konto i pisz bloga

zgłoś błąd