"myśli nieuczesane"

Wieczorna rozmowa z mężem

dodane 2010-02-07 09:30

Najpierwotniejszym powołaniem człowieka jest adorowanie, wychwalanie Boga. Taki jest sens życia każdego człowieka.

Adorować można rozmaicie - w pracy, w domu, w szkole - ale bez uczenia się chwalenia Boga, gdy jestem przed Nim, przed Najświętszym Sakramentem, będę mieć problemy z adorowaniem Go w drugim człowieku. Bo skoro nie adoruję Go w kawałku Chleba, jak będę adorować Go podczas pracy, podczas spotkania, w drugim człowieku, w stworzonym świecie? Człowiek musi się tego wszystkiego uczyć, a któż jest lepszym nauczycielem, niż sam Bóg? A gdy jeszcze jest zarówno podmiotem, jak i przedmiotem tej nauki, tym lepsza gwarancja, że nauka ta będzie skuteczniejsza niż wszystko, co człowiek sam podejmie w zaciszu własnego domu czy podczas wędrówek po lesie czy brzegiem morza. To wszystko jest ważne, ale On musi być najważniejszy.

Nie da się nauczyć adoracji "na sucho"- bez godzin spędzonych przed Nim.

Adoracja najlepiej uczy człowieka, że tak naprawdę jest niepotrzebny nikomu - poza samym sobą i Bogiem. Człowiek jest potrzebny Bogu w relacji Miłości - nie można kochać, nie mając "obiektu" kochania.

Człowiek nie jest potrzebny drugiemu człowiekowi tak jak tlen, jak jedzenie czy woda. Trudno się z tym pogodzić, zwłaszcza gdy widzi się efekty swojej pracy, spotkań, rozmów z drugim człowiekiem. To wszystko jest ważne, ale w tym wszystkim stopień potrzebności jest drugo-, a nawet trzecio-rzędny.

Jeśli ktoś miał rozwalone relacje z matką czy ojcem, to spotkanie na drodze kogoś, kto mu te relacje w jakiś sposób zrekompensuje, da dużo dobrego  - ale i tak tej osobie zawsze będzie brakowało dobrych relacji z matką czy ojcem. To rana, której nikt i nic nie zasklepi - poza Bogiem. A człowiek Bogiem nie jest. I dotyczy to każdego spotkania, każdego pomagania.

Jeśli poprzez swoje działanie i pracę, zobowiązania, nie mam czasu na Adorację, to coś jest nie tak. To tak jak Marta - miała Boga obok siebie, mogła usiąść u Jego stóp i napełnić się po brzegi Jego Obecnością - ale wybrała działanie i czyny. Myślę, że po zwróceniu jej uwagi przez Jezusa, wielokrotnie potem siedziała i słuchała - bo bez tego nie mogłaby dać Jezusowi odpowiedzi wiary w chwili próby i doświadczenia śmierci brata. Dziwne, że nie odezwała się wtedy Maria? Ale może jej żadne słowa nie były już potrzebne? Może ona po prostu wiedziała, że On ten cud sprawi? Pewność, którą daje tylko Adoracja.

Adoracja prowadzi do milczenia. Milczenia Jezusa, gdy Go oskarżano. Prowadzi też do słów - słów wyznania wiary Marty.

Jan Apostoł, który adorował Jezusa, przytulając się ufnie do Niego, też świadczy o cudach, które dzieją się z człowiekiem adorującym. To dlatego był pod krzyżem.

Bo być pod krzyżem również można w sposób rozmaity - ważne, by być w sposób właściwy, taki, jakiego oczekuje ode mnie Bóg. A kiedy w człowieku dominuje ból i rozpacz, trudno jest przebić się przez te uczucia, by rozeznawać wolę Boga.

Dziwny jest dla mnie katolicyzm bez Adoracji i bez postu - a to najczęściej dwie najbardziej "zaniechane" dziedziny życia duchowego. Zaniechane też przez księży. Dziwny i niezrozumiały, bo bez tego nie da się "wejść w głąb". Bez tych doświadczeń człowiek tak naprawdę nie zmierzy się z własnym człowieczeństwem i z niepojętością Miłości Stwórcy do prochu.

I jeszcze jedno. Jeśli ktoś nie ma czasu na Adorację - np. raz w tygodniu, raz na dwa tygodnie, raz na miesiąc, pół godziny przed lub po Mszy świętej - ale stale i wytrwale, to ten człowiek tak naprawdę więcej wiary pokłada w swoje działanie niż działanie Boga. Jeśli ktoś mówi, że musi się z kimś spotkać, bo inaczej wydarzy się zło i nieszczęście, to tak naprawdę mówi: "ja mogę jedynie zapobiec złu i nieszczęściu, nie Ty, Boże, nie moja modlitwa przed Tobą i nie nasze Spotkanie".

I najważniejsze -  wszystko zaczyna się w sercu człowieka, w jego pragnieniu i wołaniu do Boga. Bóg ZAWSZE pomoże człowiekowi, wiele ułatwi, jeśli ten człowiek będzie gorąco pragnął Go adorować, będzie chciał Go czcić w Najświętszym Sakramencie. Ważne, by tym pragnieniem żyć, by to pragnienie przepajało człowieka do głębi.

PS. Ten tekst nie ma być oskarżaniem kogokolwiek o cokolwiek - to słowa wynikające z moich przemyśleń i moich doświadczeń, z którymi dzieliłam się wczoraj z mężem. Raczej ku rozważeniu, a nie polemice. Bo życie każdego człowieka jest indywidualne i jeden może na przykład adorować Boga codziennie, a inny musi zadowolić się raz w miesiącu. Ja żadnych konkretnych odpowiedzi nie mam - zwracam uwagę na pewną postawę, z którymi się niejednokrotnie, także u księży, spotkałam. Co po prostu boli.

N P W Ś C P S
28 29 30 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31 1
2 3 4 5 6 7 8
Dzisiaj: 20.05.2019