Archiwum dla miesiąca: Styczeń 2012

Ziemia Obiecana

Dopowiedzenie do wczorajszego wpisu...

Wczoraj napisałam, że "życie zaczyna się po 40-tce".

Kiedy rozmawiałam o tym z mądrą osobą, usłyszałam, że to jak wejście do Ziemi Obiecanej... Coś w tym jest.

Zaczął się w moim życiu czas łaski - pokoju serca, radości, łagodności wobec siebie i innych. Czas nowych wyzwań, którym podołać mogę dzięki temu, co przeżyłam i czego doświadczyłam w minionych latach. Do mojej Ziemi Obiecanej wnoszę bogactwo doświadczenia, przeżyć i przemyśleń, które mnie ukształtowały. Teraz, w tej Ziemi, one nie będą leżały odłogiem. Teraz mają czas, by się jeszcze pełniej i głębiej rozwinąć.

To czas zbliżania się do Boga, który daje się znaleźć. Czas, w którym towarzyszy mi Jego błogosławieństwo, o ile idę Jego drogą. Bo nawet będąc w Ziemi Obiecanej nie można siąść na laurach. Trzeba w tej Ziemi walczyć, trudzić się, zagospodarowywać ją, ale nie jestem już "bezdomna". Jestem w "domu" - miejscu, które przygotował dla mnie Pan.

Dotyczy to zwłaszcza powołania małżeńskiego i relacji rodzinnych, ale wpływa na wszystkie inne relacje poprzez to, że sercem i umysłem jestem w mojej Ziemi Obiecanej.

Ciężko było w drodze do tej Ziemi, ale jakże słodki jest czas, gdy za mną już pustynia, ogień i woda, posucha i palące pragnienia. Doświadczenie bólu zmienia człowieka; może być błogosławieństwem. Bo nie jest ważne to, co mnie spotyka, ale to, co z tym zrobię...

Ogromnie trudno to doświadczenie "Ziemi Obiecanej" ująć w słowa, dlatego cieszę się, że jest ktoś, kto doświadcza tego samego i możemy nawet nieudolnymi słowami dzielić się tym doświadczeniem, bardziej sercem niż umysłem rozumiejąc, co drugi człowiek ma na myśli, gdy opisuje swoje teraźniejsze doświadczenie  :-)

31.01.2012

Dzień wczorajszy

Wszystkie rozmowy z wczorajszego dnia można zmieścić w jednym zdaniu:

Życie zaczyna się po 40-tce

:D

30.01.2012

Nie czyniąc dobra, czynimy zło

W dzień szabatu Jezus wszedł do synagogi. Był tam człowiek, który miał uschłą rękę. A śledzili Go, czy uzdrowi go w szabat, żeby Go oskarżyć. On zaś rzekł do człowieka, który miał uschłą rękę: "Stań tu na środku". A do nich powiedział: "Co wolno w szabat: uczynić coś dobrego, czy coś złego? Życie ocalić czy zabić?" Lecz oni milczeli. Wtedy spojrzawszy wkoło po wszystkich z gniewem, zasmucony z powodu zatwardziałości ich serca, rzekł do człowieka: "Wyciągnij rękę". Wyciągnął i ręka jego stała się znów zdrowa. A faryzeusze wyszli i ze zwolennikami Heroda zaraz odbyli naradę przeciwko Niemu, w jaki sposób Go zgładzić. (Mk 3,1-6)

 

Pytaniem: "Co wolno w szabat: uczynić coś dobrego, czy coś złego?" Jezus daje nam wyraźnie do zrozumienia, że zaniechanie czynienia dobra jest złem. Zresztą zło z natury swojej nie jest jakimś bytem, ale nie-bytem, czyli brakiem - brakiem dobra. Może więc nie powinniśmy zastanawiać się, czy uczyniliśmy jakieś zło, ale raczej czy nie zabrakło dobra w naszych myślach, słowach i czynach. Każdy z nas jest na swój sposób bogaty w dobro. Jeśli nie dajemy innym tego dobra wtedy, gdy oni go potrzebują, wówczas pojawia się brak dobra, czyli zło.

Owo dawanie dobra bez wyrachowania jest istotą życia w Niebie. A Niebo to wieczny szabat. Nic więc dziwnego, że Jezus tak chętnie w szabat uzdrawiał.

o. Mieczysław Łusiak SJ

24.01.2012

Venite, adoremus...

Dzisiaj była u nas kolęda - oficjalnie w naszym domu, po otrzymaniu błogosławieństwa na Nowy Rok, w tym dniu kończy się czas Bożego Narodzenia i można pochować ozdoby Bożonarodzeniowe :-)

Na koniec coś do obejrzenia i posłuchania:

Enya - Adeste, fideles

16.01.2012

Jak poznać prawdę o sobie

- dotyczy każdego modlącego się człowieka:

Zakonnik chce w modlitwie rozmawiać z Bogiem i ku Niemu zwrócić swe serce. Jednak ciągle na nowo doświadcza, że Bóg zmusza modlącego się do tego, by zastanowił się nad sobą samym i by się najpierw zajął własnym sercem. (... )

Nie możemy uciec przed samym sobą w modlitwie. Bóg nie pozwala nadużywać siebie jako drogi ucieczki. Pokazuje nam to, gdy w czasie modlitwy sprawia, że odkrywamy nasze myśli i uczucia, i tak obnaża nasz stan wewnętrzny. Wszelka modlitwa, która nie konfrontuje nas ze sobą samym i naszą rzeczywistością jest bezcelowa. Jeśli człowiek nie przypomina sobie na modlitwie swoich czynów, trud jego modlitwy jest daremny. Gdy człowiek zaczyna się modlić, zły duch usiłuje mu w tym przeszkodzić, wywołując złe myśli, namiętności i emocje. Zakonnik nie powinien się temu dziwić, lecz uważać to za normalne. Gdy myśli i namiętności przeszkadzają nam w modlitwie, nie pozostaje nam nic innego, jak przestać się modlić i zająć się przychodzącymi myślami. Nie powstrzymywać swoich myśli i nie tłumić je, by móc się modlić w skupieniu, lecz całkiem świadomie zwrócić się w ich stronę. Zobaczyć ich korzenie, a wówczas będzie można się ich pozbyć.

Gdy poradzę sobie z moimi myślami, powinienem zwrócić się w stronę źródła nastrojów i emocji, aby wprowadzić porządek w swoje życie uczuciowe. Za myślami kryją się uczucia i dopiero wtedy, gdy emocje takie jak zazdrość, gniew, nienawiść i złość zostaną uzdrowione miłością, myśli uspokoją się i wówczas będę mógł zwrócić się w stronę Boga. Zakonnik powinien więc na modlitwie czynić refleksję nad sobą, obserwować pojawiające się myśli i nastroje i pytać o ich przyczynę. Poznanie siebie nie jest jednak celem samym w sobie, lecz służy lepszej modlitwie. Przez poznanie siebie wszystko, co się sprzeciwia modlitwie i usiłuje jej przeszkodzić, ma zostać usunięte. Zakonnik nie może strząsnąć lub stłumić myśli i nastrojów, które go wiążą i uniemożliwiają modlitwę, może się ich jedynie pozbyć, jeśli się ku nim zwróci i pozna ich przyczynę.

(... ). Zatem poznanie siebie jest warunkiem prawdziwej modlitwy. Nie możemy modlić się w skupieniu, jeśli nie znamy naszych najskrytszych myśli i dążeń. Brak wewnętrznej czujności sprawia, że wciąż męczą nas rozproszenia. Rozproszenia, które wciąż pojawiają się na modlitwie, są pomocą na drodze poznania siebie. Rozproszenie w czasie modlitwy ma taką samą funkcję w poznaniu siebie, jak sen. One dają na wskazówki, co nas tak bardzo teraz absorbuje w życiu. Pokazują one skłonności serca Gdy tylko poznamy siebie lepiej w ten sposób, rozproszenia ustaną i będziemy zdolni w skupieniu modlić się do Boga.

Poznanie siebie nie jest tylko warunkiem modlitwy, lecz i na odwrót modlitwa jest człowiekowi pomocą w poznaniu siebie. Modlitwa stawia mnie przed Bogiem. Daje mi odkryć prawdziwe motywy mojego postępowania i przyczyny moich myśli i nastrojów. Przez konfrontację z Bogiem uświadamiam sobie, co we mnie jest wypaczone. Modlitwa odsłania to, czego sama obserwacja siebie nigdy by nie uwidoczniła. Jak pisze jeden z autorów: „modlitwa wywabia gnieżdżące się w sercu namiętności, odkrywa niewolę, w której trzyma nas kusiciel”.

Poznanie siebie jest dla zakonnika przede wszystkim poznaniem i uznaniem swojego grzechu. Poznanie własnego grzechu jest tylko wtedy prawdziwe, gdy człowiek przez to cierpi. Głębokiemu poznaniu siebie, które jest bolesne, musi towarzyszyć głęboki, serdeczny żal. To wzbudza wewnętrzną pokorę, która jest potrzebna do prawdziwej modlitwy. Tylko pokora oczyszcza serce i chroni modlącego się przed dumą i samowolą.

Obserwacja samego siebie jest już modlitwą. W niej człowiek, zastanawiając się nad sobą i pozwalając Bogu pytać o swoje myśli, modli się. W modlitwie powinienem poznać przyczyny i tło swoich myśli. Ta rozmowa z Bogiem o sobie samym nie jest tylko przygotowaniem, lecz modlitwą. Człowiek powinien przed Bogiem obnażyć swoje myśli i uczucia. Dopiero gdy w rozmowie o sobie pozna, kim właściwie jest i w jakim stanie się znajduje, dopiero wtedy może mieć miejsce prawdziwe spotkanie, w którym człowiek nie chowa się za pobożną maską, lecz pozwoli Bogu zbliżyć się do siebie. Należy od czasu do czasu medytować nad sobą samym i swoimi reakcjami w pewnych sytuacjach. Im częściej człowiek uznaje swoje błędy i boleśnie za nie żałuje, tym szybciej będzie z nich uzdrowiony.

Poznanie siebie dokonuje się również w decydującym stopniu również w spojrzeniu na bliźniego. Stąd modlitwa za bliźniego jest owocną metodą poznania siebie. Gdy modlimy się za bliźniego, prześwietlamy nasze odniesienie do niego. Modlitwa za współbrata, który mnie obraził, jest sposobem rozpoznania własnej choroby. Gdy tylko przestanę w innym widzieć tylko błędy, stanę się zdolnym do poznania siebie i własnej winy. Modlitwa pozwala mi poznać wszystkie uprzedzenia i powód moich antypatii oraz daje mi w ten sposób otwarte spojrzenie na wartość drugiego

Kto próbuje zobaczyć drugiego człowieka w świetle Boga, jako tego, którego Bóg kocha, ten przestaje przenosić na niego własne błędy i słabości. Modlitwa za bliźniego jest skutecznym sposobem burzenia takiego przerzucania oraz poznania własnego wnętrza. Jednocześnie modlitwa prowadzi do lepszego poznania drugiego człowieka, do poznania, które nie potępia, ale rozumie i umie współczuć.

Dalszą metodą modlitwy prowadzącą do poznania siebie, jest dziękczynienie. Potrzeba również dziękować za niesprawiedliwość. Dziękując poznaję, czego Bóg chce i w jakim stopniu jestem gotowy do pełnienia Jego woli. Gdy dziękuję Bogu za wydarzenia z mojego życia, zarówno te piękne, jak i te bolesne, wtedy przyjmuję siebie wraz z moją przeszłością. A tylko to, co przyjąłem mogę naprawdę poznać. W dziękczynieniu rezygnuję z własnych prób rozwiązania i zawierzam Bogu, ufając że wszystko dobrze zamierzył.

Dziękować za nieszczęście, które grozi mi załamaniem, dziękować za bliźniego, który mnie niszczy, wydaje się absurdem. Lecz gdy tylko zacznę dziękować, poczuję gdzie Mu się sprzeciwiam. W dziękczynieniu zostawiam swoje wyobrażenia o Bogu, który mi pokazuje, często bolesną prawdę o mnie samym.

ks. Józef Pierzchalski SAC

15.01.2012

© Copyright 2010; Zamyślenia z rodziną w tle. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Skórka: Przemijanie ma sens | Korzystając z serwisów wiara.pl akceptujesz warunki regulaminu.
Znalazłeś treści naruszające regulamin? Powiadom nas!

 

| załóż konto i pisz bloga

zgłoś błąd