Archiwum dla miesiąca: Kwiecień 2010

Modlitwa czyli rozmowa

Po miesiącach odosobnienia, walki duchowej, spotkań z Bogiem i świętymi, Katarzyna staje wobec nowego wezwania swojego Oblubieńca. Oto żąda, by zerwała z samotnością, wyszła do rodziny i do tych, którzy potrzebują jej obecności i pomocy. Ta gorliwa dziewczyna początkowo nie chce o tym słyszeć, ale Chrystus nie zamierza ustąpić i w pełnych miłości perswazjach przekonuje ją do nowej drogi ku świętości.

Mistrzyni dialogu

nie ukrywam,  że te słowa wlały w moje serce pociechę :) można spierać i kłócić się z Bogiem bez obawy, że On się obrazi :) człowiek może się nie zgadzac na coś, co go spotyka, co odczytuje jako wolę Boga wobec swego życia - jest wolny - i Bóg to szanuje; a szacunek ten pokazuje w ten sposób, że człowieka przekonuje z miłością i cierpliwością, zamiast mu grozić czy coś na nim wymuszać obojętnością i oschłością, klasycznym obrażeniem się

 i może właśnie to, że człowiek potrafi tak rozmawiać z Bogiem powoduje, że człowiek taki lepiej rozmawia z drugim człowiekiem?

i na odwrót - im mniej umie rozmawiać z drugim człowiekiem, zwłaszcza gdy bardzo różni się w swoim patrzeniu na jakąś sprawę, tym lepiej widać, że i jego rozmowa z Bogiem kuleje?

29.04.2010

Prostaczek

Naprawdę potrzebne jest oczyszczenie serca z wszelkiej nieprawości tak, by było zdolne słuchać nie krytykując, mówić nie burząc, wydawać sądy nikogo nie skazując. Po tym, nie po braku wykształcenia, można poznać prostaczka.

ks. Włodzimierz Lewandowski

29.04.2010

Asceza w małżeństwie?

 Brak zrozumienia dla zakonnego trybu życia ma swoje źródło również w silnie obecnej we współczesnym człowieku, a podsycanej przez kulturę, niechęci wobec wyrzeczenia, nie mówiąc już o ascezie. Tymczasem – znowu sięgam do słów Profesora Swieżawskiego – asceza jest człowiekowi konieczna. Każdy wychowawca (i ten, kto sam się wychowuje) przypomina ogrodnika, który musi plenić i niszczyć pewne partie swoich zasiewów, aby to, co wartościowsze, mogło się rozwinąć. Jeżeli pozbywa się pewnych przedmiotów lub obyczajów, to nie dlatego, że ma je w pogardzie, lecz po to, by inne wartościowsze elementy mogły się zjawić w jego życiu. To samo dotyczy tak kontrowersyjnej sfery, jaką jest nasze życie seksualne. Jestem przekonany, że każdy człowiek musi w pewnych okresach i sytuacjach żyć w czystości, jeżeli chce być w pełni człowiekiem. Temu prawu podlega nie tylko życie zakonne, lecz również małżeńskie. Myślę, że o tym się często zapomina i że nasza konsumpcyjna cywilizacja stwarza klimat pod tym względem niekorzystny.

W naszym porządku kulturowym droga życia w zakonie zakrawa na szaleństwo. I chyba rzeczywiście trzeba być szalonym, żeby się na coś takiego odważyć. Szaleńcy Boży – mówiono kiedyś o ludziach w tak radykalny sposób poświęcających swoje życie Bogu. Czy taką drogę zrozumieć może jednak ten, dla kogo Bóg jest kimś obcym? Nieprzypadkowo opisując relację Boga z człowiekiem Biblia posługuje się symboliką namiętnej i zazdrosnej ludzkiej miłości. I czyni to w sposób niesłychanie odważny, momentami, można rzec, wręcz ryzykowny. W Księdze Jeremiasza czytamy: Uwiodłeś mnie, Panie, a ja pozwoliłem się uwieść; ujarzmiłeś mnie i przemogłeś (Jr 20, 7). Wobec siły miłości musi polec niemal każda racjonalność. Zaświadcza o tym życie i literatura, a także pisma mistyków. Ci ostatni również przemawiają językiem miłosnej ekstazy, zachowując się nierzadko jak uwiedzeni.

(… )

Życie poza zakonem nie jest gorsze – jest inne, jednak również i ono ma być drogą ku świętości, a mówiąc językiem niekoniecznie religijnym – drogą ku Prawdzie. Od kartuzów oraz innych mnichów i mniszek możemy się nauczyć, że warto być radykalnym w szukaniu prawdy i w dochowywaniu jej wierności. Nie musimy wstępować do klasztoru, warto jednak, byśmy umieli odczytać znak, jakim jest ten rodzaj życia I tutaj raz jeszcze przywołam Profesora Swieżawskiego, który pisał po mszy kanonizacyjnej Edyty Stein: Na – jak zwykle – nieszczególnie pięknym obrazie kanonizacyjnym widniała wyraźnie semicka twarz i surowy karmelitański habit. Na zebrany tłum patrzyły czarne, przenikliwe oczy, podobne w swym smutku do oczu Matki Boskiej Częstochowskiej. Mówiły bez słów: czy wy wiecie i rozumiecie, że potrzebne są tylko wiara, nadzieja i miłość, bo to one budują Królestwo Niebieskie? Gdy patrzyłem w te oczy, przypomniał mi się prof. Roman Ingarden, bliski kolega Edyty, przypomniało mi się archiwum Husserla, które zwiedzałem w Lowanium i uświadomiłem sobie, jaką potęgę duchową tworzą ci wszyscy, którzy ponad wszystko szukają prawdy. Edyta ponoć w jedną noc pochłonęła żywot wielkiej świętej Teresy, a skończywszy czytać powiedziała z całą stanowczością: „Tu jest prawda!". Wiedziała doskonale, co czyni, i tak postępowała do końca. Na murze więziennej celi napisała: „Miłość będzie naszym życiem wiecznym". Oddała wszystko bez wyjątku za skarb, który znalazła.

Każde ludzkie życie ma swoją niepowtarzalną prawdę. Potrzeba wielkiej ciszy, aby ją odkryć, potrzeba też siły i odwagi, aby za nią pójść.

Katarzyna Jabłońska

28.04.2010

Motto

W każdej matce i w każdej kobiecie objawia się macierzyństwo Boga.

Ojciec Franz Jalics SJ

27.04.2010

Namakanie i przepierka, sprzątanie

Wiele z codziennych zdarzeń przypomina pralkę. Są – jak ona – potrzebne, może nawet bardzo, ale trudno się nimi zachwycać.

Owszem, pamiętam, jak babcia znajomej siadła przed po raz pierwszy uruchomioną pralką automatyczną i patrzyła z zadowoleniem, że „pierze się samo”. My jednak łatwo przyzwyczajamy się do dobrego, więc nie wspominamy za często rzeki, tary w balii czy „Frani”. A i zmęczenie codziennym wkładaniem, wyjmowaniem, sortowaniem, wieszaniem, prasowaniem i układaniem tego, co „samo się wyprało”, też ma swoje prawa.

Pralka służy do prania – a codzienność? Ona także nas oczyszcza: spiera z nas to, co niedobre, niepotrzebne, co przeszkadza. W jakimś sensie mój umysł – a może cała ja – działa jak pralka: coś dzieje się w środku, nie w pełni jednak wiadomo co.

Po uruchomieniu pralka działa w swoim rytmie. Niekiedy słychać aż w pokoju obok, że się trzęsie i rusza dość cholerycznie, czasem jednak nic nie słychać, nawet kiedy podejdzie się blisko. Ale ponoć – jak przekonują instrukcja obsługi pralki i podręczniki duchowości – czas ciszy jest potrzebny. Czas namakania i przyjmowania proszku do prania to również część procesu oczyszczania.

Z człowiekiem jest podobnie – wrzuca do siebie mnóstwa słów, myśli, emocji. Niektóre z nich muszą namakać, ogrzać się, rozmiękczyć. Zbyt szybkie próby przerobienia tego wszystkiego, przemyślenia, wybaczania i pojednania nie zawsze się udają i nie zawsze przynoszą dobre skutki. Przecież zbyt szybkie wyjmowanie ubrań z pralki wcale prania nie przyspieszy. Kiedyś pralka zepsuła mi się w trakcie prania – wyjmowanie niedopranych i niewypłukanych ubrań było trudne i nieprzyjemne. Słowa i myśli też bywają niedoprane i niewyżęte, na przykład z niedobrych emocji.

Wkładam więc do pralki tyle, ile można, bo jak za dużo, to się nie upierze. Tak i ze mną – mam określoną pojemność, nie uporam się z nadmiarem słów, myśli, emocji, doświadczeń. Nawet jeśli dałabym się namówić na kurs szybkiego czytania, potem muszę przecież tymi słowami namakać...

Czasem stoimy – pralka i ja – choć wypadałoby działać szybciej. Cóż, obie jesteśmy dość powolne, mamy swój rytm i trzeba, byśmy przeszły konieczne etapy, żeby na końcu wyszło coś świeżego i na ile się da – czystego. To jednak nie koniec, bo pranie trzeba jeszcze wysuszyć.

Pralka uczy mnie cierpliwości wobec siebie samej i innych. Wszyscy mamy swój rytm myślenia i przeżywania, czasem zawodzimy i dzielimy się niedopranymi myślami i niewyżętymi słowami… Czasem dobrze by było szybciej. Czasem stoję i patrzę w okno, choć wypadałoby już działać. Ja jednak po cichutku namakam…

Monika Waluś

Sprzątanie to znakomity symbol życia duchowego. Ciągle trzeba od nowa… I nie należy bagatelizować drobiazgów, bo jak się je zaniedba, narastają i potrzebne są wielkie porządki, wielkie odgruzowania. Daje to wprawdzie poczucie, że „coś się stało”, ale przecież emocje i czas idą na to, co mogłoby dziać się cicho, niepostrzeżenie i nie zajmować w naszym życiu aż tyle miejsca. I byłaby przestrzeń, żeby działo się co innego...

Gdyby tak mieć odruch nie tylko sprzątania swego domu czy podwórka, ale także sprzątania swojego sumienia, bez dopuszczania do bałaganu. I gdyby pilnować tych niepozornych spraw, na które machamy ręką, których nie zauważamy albo odkładamy na później…. I gdyby nie żyć od sprzątania do sprzątania – sumienia czy domu – tylko robić je niejako przy okazji innych zdarzeń i czynności. Kultywować drobne sprzątanie, zamiast raz na jakiś czas wszczynać wielkie porządki. Gdyby w taki sposób przeżywać codzienność, z pewnością byłoby w niej miejsce na coś innego niż tylko – albo i przede wszystkim – leczenie zła.

A we wczorajszych nieszporach bizantyjskich wezwanie: „byśmy byli upodobnieni do Ciebie i noszący Ciebie”. Potrzebna więc przestrzeń – we mnie, wysprzątana, pusta, dobre miejsce, wolne ręce.

Monika Waluś

27.04.2010

© Copyright 2010; Zamyślenia z rodziną w tle. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Skórka: Przemijanie ma sens | Korzystając z serwisów wiara.pl akceptujesz warunki regulaminu.
Znalazłeś treści naruszające regulamin? Powiadom nas!

 

| załóż konto i pisz bloga

zgłoś błąd