Archiwum dla miesiąca: Listopad 2008

Co by to było

"Ty się modlisz, a jesteś taka i taka!".

Strach pomyśleć, co by było, gdybym się nie modliła.

22.11.2008

Dostrzegać swoje dobre strony

Czytając moje ostatnie posty, naszły mnie myśli: Czy ja aby nie za bardzo się chwalę? Piszę, że ufam Bogu, szukam Go w swoim życiu choćby nie wiem, co się działo...

Wydaje mi się, że to nie jest chwalenie się. Piszę prawdę. Chcę być wierna Bogu. Jednocześnie wiem, że nie zawsze mi to wychodzi i grzeszę jak każdy czowiek. Ale o tym też piszę. Myślę, że nie ma nic złego w tym, że człowiek umie dostrzegać swoje dobre cechy, zmiany na lepsze, że człowiek dostrzega działanie łaski Bożej w swoim życiu i tym chce się z innymi podzielić.

11.11.2008

Nie tędy droga

Przeczytałam wczoraj artykuł z najnowszego Gościa Niedzielnego: "Ateiści z mojej winy". Zgadzam się z wnioskami wysnutymi przez autora. Jesteśmy po części odpowiedzialni za szerzenie się ateizmu. Tak trudno w dzisiejszych czasach przyznać się do swojej wiary. Z resztą przyznać się to jedno, a świadczyć o tym w codziennym życiu jest dużo trudniej. Boimy się iść pod prąd. Boimy się, że nazwą nas zacofanymi, nawiedzonymi... Że nie bedą chcieli z nami rozmawiać, spotykać się. Poza tym często traktujemy ateistów jako ludzi gorszych. Nie tego uczył Chrystus. Kazał nam "czynić sobie braci". To znaczy nie odgradzać się wysokim murem od tych, którzy myślą czy wierzą inaczej. Jesteśmy dziećmi jednego Boga, różnica jest tylko taka, że my w to wierzymy, a oni nie. Powinniśmy się modlić o łaskę wiary dla nich. I to, żebyśmy nie zasłaniali sobą Boga, nie przeszkadzali Bogu działać. Często chcemy nawrócić kogoś na siłę. Tak się nie da. Kilka lat temu tak próbowałam. Chciałam wszystkich nawracać, wygłaszałam kazania. Dopiero niedawno zrozumiałam, że nie tędy droga. I boję się, że tamte próby więcej zła przyniosły niż dobra. Boli mnie, że dla moich bliskich Bóg nie jest na pierwszym miejscu. Ale wiem, że krzykiem czy wiecznym zrzędzeniem nikogo do Niego nie przekonam, a tylko zniechęce. Jedyne, co może ich przekonać to miłość. To, że potrafię przyznać się do swojego błędu, wyciągnąć rękę do zgody. Że zrezygnuję z pójścia na mszę codzienną, żeby pomóc mamie. Takie gesty więcej znaczą niż najmądrzejsze słowa.

09.11.2008

Święto Nadziei

Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę. A gdy usiadł, przystąpili do Niego Jego uczniowie. Wtedy otworzył swoje usta i nauczał ich tymi słowami: "Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni. Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię. Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni. Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią. Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą. Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi. Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni jesteście, gdy [ludzie] wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie. Tak bowiem prześladowali proroków, którzy byli przed wami. Mt 5,1-12

Dziś na cmentarzach duży ruch. Każdy chce odwiedzić groby rodzinne, z różnych pobudek - z tęsknoty za kimś bliskim, kto już odszedł, z poczucia obowiązku, z tradycji. To też dobra okazja, żeby spotkać się z żyjącym członkami rodziny, wspólnie powspominać zmarłych. Szkoda tylko, że tak mało osób zdaje sobie sprawę z prawdziwego znaczenia tego święta. Pewnie dlatego tak mała część odwiedzających cmentarze zdecydowała się uczestniczyć we Mszy św.. Piękne wieńce, grób zastawiony zniczami - to wszystko nikogo nie zbawi. Zbawia Chrystus.

Dla mnie to święto jest właśnie Świętem Nadziei. Słuchając dzisiejszej Ewangelii czułam radość i pokój. Jak dobrze usłyszeć, że moje życie ma sens. Na co dzień nie jest mi łatwo kochać Boga i bliźniego, żyć w zgodzie z nauką Kościoła. Staram się jak mogę i nie zniechęcam się trudnościami. Nie uważam się za idealną i "już świętą", bo wciąż grzeszę. Nie rezygnuję jednak z walki o świętość.  Nie jest łatwo się do tego przyznać i przychodzi mi to raczej z trudnością. Przeżegnać się na cmentarzu, powiedzieć koleżance, że nie chodzę na imprezy w piątki, potwierdzić, że nie wspołżyję z moim narzeczonym... Jestem tylko człowiekiem i boję się opinii innych ludzi, choć wiem, że to, co inni o mnie mówią tak naprawdę niewielkie ma znaczenie, bo najważniejsze jest to, co myśli o mnie Bóg. Nieraz rozpaczliwie wołam do Boga, bo mam już dość tego życia, kłopotów, mam wrażenie, że On tylko milczy i nic nie robi. Jak dobrze jest dziś usłyszeć, że Bóg mi błogosławi. Że wszystkie moje trudy, rozterki, kłopoty nie są obojętne Bogu. Jak dobrze czuć radość, że On nie zostawia mnie samej sobie, tylko przychodzi do mnie w Komunii świętej by mi błogosławić i by razem ze mną przeżywać moje życie.

Pisząc tego posta słuchałam tego na you-tube.

01.11.2008

© Copyright 2010; Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Skórka: Na dobry początek | Korzystając z serwisów wiara.pl akceptujesz warunki regulaminu.
Znalazłeś treści naruszające regulamin? Powiadom nas!

 

| załóż konto i pisz bloga

zgłoś błąd