« Modlitwa Żeby nigdy nie zapomnieć »

Łzy

15.11.2010

Chrześcijaństwo nie neguje rzeczywistości bólu, rzeczywistości cierpienia, nie usiłuje go usunąć. Chrześcijanin, to ktoś niezwykle wrażliwy, ktoś, kto akceptuje cierpienie. Ale temu cierpieniu sens nadaje Męka Chrystusa, przemieniając je i przeobrażając. Wówczas zaczyna się rozumieć, że najwięksi przyjaciele Boga umiłowali cierpienie. Teresa z Avili powiedziała: „Cierpieć albo umrzeć”. Dla niej życie nie ma sensu, życie nie ma smaku bez cierpienia. Dentyści mówią, że ludzie coraz gorzej znoszą ból i że muszą stosować coraz silniejsze środki znieczulające. Ale jednocześnie usuwa się sygnał, wysyłany przez ząb i organizm, sygnał, który powinien kierować zabiegami. Bez tych licznych sygnałów, którymi są różne cierpienia nie można kierować się w życiu duchowym, nie można kierować się w życiu uczuciowym, nie można kierować się we wzroście ku dojrzałości duchowej, ludzkiej, psychologicznej, uczuciowej.

(... )

Ponieważ to człowiek jest z Bogiem w konflikcie będącym źródłem wszystkich jego cierpień, to człowiek doznaje cierpienia od chwili tego zerwania. Musimy przeżyć dramat rozdarcia, aby móc się pojednać. Jak małżonkowie, którzy się rozstali, którzy się wzajemnie zranili, a którzy przeżywają pojednanie tym większe, im więcej cierpieli. A ich cierpienie jest wyrazem i sygnałem alarmowym tego, że coś ich rozdziela – są bowiem jednym ciałem, jak mówi Pismo – w swojej rodzinie, w dzieciach. Jeśli nie dostrzegają tego cierpienia, jeśli nie płaczą, pojednanie nie jest możliwe. Jezus nabył dla nas niebo przez cierpienie. Bardzo trudno to zrozumieć, ale możemy mimo wszystko to odczuć, ponieważ właśnie my jesteśmy zdolni do płaczu, do łez naprawiających. Jesteśmy zdolni do łez, które poruszają innych i które pozwalają im uświadomić sobie ból, który nawzajem sobie wyrządzamy.

Jezus przez swą przelaną krew, przez cierpienie, przez łzy nabył nam Ziemię Obiecaną i pocieszenie. „Szczęśliwi, którzy się smucą”. To odwrócenie rzeczy, szczęście we łzach, szczęście w cierpieniu jest już samo w sobie piękne. To jest taka przemiana, takie objawienie, taka nasza chrześcijańska tożsamość, że można by się tutaj zatrzymać! Nie ma ani jednego wielkiego świętego, ani jednego przyjaciela Boga, ani jednej z tych ikon szczęścia, którymi ostatecznie są święci, bez silnego współczucia we łzach, bez współcierpienia z Chrystusem, bez współcierpienia z Bogiem.

„Albowiem będą pocieszeni”. Ojcowie Kościoła mówili: łzy chronią, łzy pracują. Łzy oczyszczają, a jednocześnie działają. Łzy obmywają nas i jest to dar, o który trzeba prosić. A kto mówi dar, mówi Duch Święty. Duch Święty jest przez Jezusa nazwany także Parakletem, co oznacza równocześnie pocieszyciela i obrońcę. „Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Pocieszyciela da wam, aby z wami był na zawsze – Ducha Prawdy” (J 14,16). Sam Jezus jest pocieszycielem i obrońcą. „Albowiem będą pocieszeni, albowiem będą obronieni”. Łzy przyciągają Ducha Świętego i to On nas broni. A przed czym nas broni? Nie broni nas przed Bogiem. Broni nas przed naszym oskarżycielem, przed szatanem. A ten, który płacze, zamiast być w sytuacji słabości, znajduje się na pozycji siły. Jest chroniony przez swoje łzy. „Szczęśliwi, którzy płaczą!” Jakie szczęście posiada ten, który może płakać? Przyciąga on do siebie swego Obrońcę. Jego słabość staje się jego siłą. Jesteśmy w duchu ewangelicznym.

Jak już powiedziałem, te łzy są darem Ducha, ale przede wszystkim są to łzy człowieka. Łzy są najpierw łzami nad naszym własnym cierpieniem, nad cierpieniem, które dostrzegamy. Od chwili jednak, gdy nauczymy się już ofiarowywać nasze cierpienie, ono przestaje być nasze. Wtedy płaczemy już nad cierpieniem Boga. Zaczynamy odczuwać, że to Boga powinniśmy pocieszać, że to Boga musimy wziąć w ramiona. Błogosławieństwa są wzorem podobieństwa do Ojca.

(... )

Niemożliwe jest, aby Bóg nie zdecydował się na cierpienie. Bóg nie musi cierpieć, ale w swej dobroci postanowił cierpieć z człowiekiem, który stał się przyczyną swego cierpienia przez grzech pierworodny. Bóg cierpi, ponieważ Bóg jest Miłością i ponieważ, jak to ogłosił święty Franciszek jest „Miłością niekochaną”. Źródłem wszystkich łez świętego Franciszka jest właśnie ta rzeczywistość, że Miłość jest niekochana! Święty Franciszek odczuwał miłość Boga, Boga żebrzącego, Boga bardzo ubogiego. Dotykamy tu wzoru podobieństwa: Bóg bardzo ubogi, który żebrze miłości człowieka. Bóg czyni się bardzo małym, Bóg czyni się bardzo ubogim i mówi do człowieka: wlej tylko kroplę miłości w usta tego najmniejszego, wlej odrobinę wody, „wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25,40).

(... )

Uczestniczymy, musimy uczestniczyć wraz ze świętymi w tym Bożym cierpieniu dla ludzkości, w tym cierpieniu, które jest wewnętrznym cierpieniem Trójcy od chwili upadku. Pragniemy tylko tego cierpienia Boga, nie chcemy niczego innego. A Bóg mówi: twoje łzy będą ich nagrodą. Twoje dzieci powrócą, zostaną sprowadzone z wygnania, wygnania z serca, z dalekiego wygnania z Serca Boga.

Którzy we łzach sieją, żąć będą w radości (Ps 126,5). Błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec miłosierdzia i Bóg wszelkiej pociechy, Ten, który nas pociesza w każdym naszym ucisku, byśmy sami mogli pocieszać tych, co są w jakimkolwiek ucisku, tą pociechą, której doznajemy od Boga (2 Kor 1,3-4).

(... )

Moglibyśmy powiedzieć, że poprzez łzy człowiek łączy się z Bogiem w Jego współczuciu. Toteż Magdalena zdaje sobie sprawę z uprzywilejowanego miejsca w otoczeniu Jezusa. Stanie się zresztą, uprzedzając Apostołów, pierwszym świadkiem Zmartwychwstania. „I stanąwszy z tyłu u Jego stóp, płacząc, zaczęła łzami oblewać Jego stopy i włosami swej głowy je wycierała. Potem całowała Jego stopy i namaszczała je olejkiem” (Łk 7,38). Jezus wskazuje na nią jako na wzór przyjęcia jego człowieczeństwa: „Potem zwróciwszy się w stronę kobiety, rzekł do Szymona: Widzisz tę kobietę? Wszedłem do twego domu, a nie podałeś Mi wody do nóg; ona zaś łzami oblała Mi stopy i otarła je swymi włosami” (Łk 7,44).

Maria Magdalena jest figurą intymnej relacji obmytej we łzach. Tyle spotkań w Starym Testamencie jest naznaczonych przez wylanie łez, które obmywają skazy dawnych relacji i doprowadzają do zgody zwaśnionych braci przez wybaczenie wszystkich win, łącznie z chęcią zbrodni.

ks. Józef Pierzchalski SAC

Wpis w kategorii: Uncategorized

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Jeżeli masz dość wpisywania tych literek lub załóż konto w portalu

© Copyright 2010; Zamyślenia z rodziną w tle. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Skórka: Przemijanie ma sens | Korzystając z serwisów wiara.pl akceptujesz warunki regulaminu.
Znalazłeś treści naruszające regulamin? Powiadom nas!

 

| załóż konto i pisz bloga

zgłoś błąd