« Nowy post Jak po długim zimowym śnie »

Kolejny początek

26.11.2011

Ostatnio dużo sobie myślę o swoim życiu, o tym, jak się wszystko potoczyło, jaka teraz jestem.

Czy jestem zadowolona z siebie? Nie. Wczoraj zdałam sobie sprawę, żę stałam się zgorzkniała, rzadko się uśmiecham. Często po prostu gram, udaję, że wszystko jest w porządku, a tak naprawdę mam ochotę się rozpłakać. W ogóle płaczę częściej niż kiedyś. Nie przyznaję się przed nikim, że problemy mnie przytłaczają. Wie ylko mój mąż. Zresztą jemu też nie jest łatwo i często jest tak, że nawzajem siebie dobijamy. Jak przy tym wygląda moja modlitwa? Beznadziejnie. Rano tylko znak krzyża, a wieczorem szybkie odklepanie komplety, żeby iść spać, bo późno. Bo któregoś dnia, chcąc jakoś ożywić moją relację z Bogiem, kupiłam sobie brewiarz. Najciekawsze jest to, że naprawdę wierzę w to, że Bóg mnie kocha, że jest blisko mnie i nigdy mnie nie zostawił. To ja nie chcę podejść bliżej, zacząć z Nim rozmawiać, bo przecież potem tyle trzeba będzie zmienić...

Muszę coś zrobić ze sobą. Nie wiem, czy mi się uda. Już tyle razy próbowałam... Zacznę od porządnej spowiedzi. Potem pomyślę, co dalej. Może powinnam od razu opracować sobie plan, ale nie umiem. Czuję, że muszę najpierw się wyspowiadać, pojednać się z Bogiewm, bo wtedy zupełnie inaczej się myśli, zmienia się spojrzenie na wiele spraw. 

Bardzo proszę o modlitwę. 

Wpis w kategorii: Z mojego życia

1 Komentarz

  • Znam ten strach. Przerażenie przed utratą siebie , przed pójściem Jego drogą. "Czego Ty ode mnie chcesz, przecież jestem za słaby, nie dam rady". Zazdroszczę tym, co mają to wewnętrzne przekonanie , tą pewność , ten spokój.... Powodzenia

Zostaw komentarz

Musisz być , aby zamieścić komentarz.

© Copyright 2010; Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Skórka: Na dobry początek | Korzystając z serwisów wiara.pl akceptujesz warunki regulaminu.
Znalazłeś treści naruszające regulamin? Powiadom nas!

 

| załóż konto i pisz bloga

zgłoś błąd