Tęczowy problem

dodane 22:10

Nie rozumiem tępienia przez "zaangażowanych" katolików osób o innej orientacji seksualnej niż hetero. Słuchałem sobie dzisiaj jakiegoś wywiadu z Cejrowskim i znów wróciło do mnie to pytanie...

Nie chciałbym tutaj odnosić się w ogóle do emocji, do różnych lęków, stereotypów i uprzedzeń. Chodzi mi generalnie o argumentację na podstawie której osoby homoseksualne ogólnie mają w Kościele "gorzej".

Bo ja w ogóle nie rozumiem jak to się stało, że orientacja seksualna nabrała ZNACZENIA do oceny czyjejś moralności. Upraszczając po chamsku i prostacko, to w kwestii seksu homoseksualiści są w takiej samej sytuacji jak np. licealiści czy osoby porzucone przez małżonka, czy jeszcze wiele innych wariantów. Czyli CHCĄ, ale NIE MOGĄ. Bo mogą tylko małżonkowie: mąż i żona. Trochę wulgaryzując warto też dodać, że nawet małżonkowie NIE MOGĄ w każdy sposób, jaki im przyjdzie do głowy.

Dlaczego więc piętnować współżyjących homoseksualistów bardziej, niż współżyjących licealistów albo księży, albo rozwodników? No bo chyba nie za uczucia skierowane w tę, a nie inną stronę? Czy uczucie Marka skierowane do Krzysia ma być gorsze niż Marka skierowane do np. bardzo głupiej Ani? Albo do ulubionej gry czy samochodu czy znanego piłkarza?

Wiem trywializuję na pewno, bo nie chcę się rozpisywać. Nie chcę nikogo obrazić, a już na pewno nie osoby, które cierpią z powodu tego, że nie robią nic złego a są nieakceptowane.

Ale odczarowałbym to wszystko, odczarowałbym samą orientację w kontekście grzechu. Naprawdę.

 

nd pn wt śr cz pt sb

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

13

14

15

16

17

18

19

20

21

22

23

24

25

26

27

28

29

30

31

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

Dzisiaj: 07.12.2019

Ostatnio dodane