(S)pokój...

dodane 09:43

Od kilkunastu dni, pomimo trwającej życiowej zawieruchy, gruntu wymykającego się spod nóg, problemów, czuję... spokój.

Chciałbym, żeby był to pokój. Jego pokój. Ale gdzieś w głębi boję się, że to może jakiś rodzaj odrętwienia, emocjonalnego zamknięcia. Jako facet mam do tego predyspozycje wszak. I historia mojego życia wskazuje, że empatia, to coś, co muszę w sobie na siłę uruchamiać, odnajdywać, wygrzebywać w pocie czoła...

Nie mam do nikogo pretensji, choć w zasadzie powinienem nosić urazę. Zawirowania z pracą? Robię co się da dziś i staram się nie myśleć o tym, co będzie za miesiąc czy dwa... W różnych wolnych chwilach w ciągu dnia wołam do Niego, żeby mnie trzymał, pilnował, żebym robił to, czego On chce... I czuję spokój. Czasem chwyci mnie jakiś lęk, czasem jakiś "nerw". Tłumaczę sobie wtedy, wbrew własnym niepokojom, że Ty jesteś przy mnie, że zależy Ci na mnie, że nie opuściłeś, nie zapomniałeś, że tak naprawdę i ja i moja rodzina jesteśmy w Twoich dobrych i kochających rękach. I wierzę w to i lęki puszczają, a nawet zdarzają się chwile błogości, poczucia szczęścia... To takie nieadekwatne do sytuacji... A może właśnie adekwatne?

Dobra więc, zamiast się martwić - podziękuję. I do roboty: zrób dziś to, co masz zrobić dziś (a nawet jutro), jak mówił ostatnio o. Szustak na jutubie.  

nd pn wt śr cz pt sb

27

28

29

30

31

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

13

14

15

16

17

18

19

20

21

22

23

24

25

26

27

28

29

30

1

2

3

4

5

6

7

Dzisiaj: 17.11.2019

Ostatnio dodane