Lustrzane odbicie

dodane 18:53

Krótka piłka. Nie ma i nie będzie.

Dosyć często zdarza się tak, że żądamy od Boga znaku.

Gdy go nie dostajemy albo nie rozpoznajemy, mówimy Bogu coś na zasadzie: Nie to nie!

Patrzę na swoje życie. Właśnie dziś. Właśnie teraz. W liturgii dnia dzisiejszego (17 lutego), w pierwszym czytaniu jest o mądrości i wytrwałości.

(...) to, co wystawia waszą wiarę na próbę, rodzi wytrwałość (Jk 1,3).

Żądam od Pana znaku. Pokaż mi, że Jesteś, że mnie kochasz, że coś dla Ciebie znaczę!

I czasami czuję pustkę... Widzę przeszkody na takiej czy innej drodze do celu mojej codzienności. I mogę śmiało powiedzieć: Boga nie ma! On mnie nie wysłuchuje! On ma mnie gdzieś!

Nieprawda, nieprawda, nieprawda.

Każdy mój dzień jest przepełniony znakami Bożej obecności. Kładę się spać a nazajutrz otwieram oczy. Widzę, słyszę, czuję. Poruszam się o własnych siłach. Na własnych nogach. Nie chodzę głodny, no chyba, że Jego obecności, chociażby w sakramencie Eucharystii lub na osobistej modlitwie.

I tak, inni mają lepiej, mają więcej ale są też tacy, którzy mają mniej, nie mają nic. I cierpią niedosyt. Brak. Niekiedy tego, co najbardziej podstawowe oraz konieczne.

Wytrwałość zaś winna być dziełem doskonałym, abyście byli doskonali i bez zarzutu, w niczym nie wykazując braków (Jk 1,4).

Jakże często skupiam się właśnie na brakach. Głównie tych materialnych. Czasem też duchowych, bo lubię porównywać się do innych. Bo ktoś jest bliżej Boga. Bo ktoś żyje Ewangelią. Prawdziwie. Mocno. Szczęśliwie. A ja coś sobie obiecam i zazwyczaj wychodzi jak zawsze.

Jeśli zaś komuś z was brakuje mądrości, niech prosi o nią Boga, który daje wszystkim chętnie i nie wymawiając, a na pewno ją otrzyma. Niech zaś prosi z wiarą, a nie wątpi o niczym (Jk 1, 5-6).

Z całą pewnością oraz całym przekonaniem stwierdzam, że czego jak czego, ale mądrości brakuje mi na co dzień. Zamiast Boga posłuchałem człowieka. Poprowadził ślepy ślepego i obaj wpadli do dołu. Tak bym to obrazowo i biblijnie ujął. Zaufałem nie Bogu, lecz słabemu człowiekowi, który sam się pogubił a przy okazji pozwolił mi a nawet pomógł mi samemu się pogubić. Pseudo przyjaźń była dla mnie ważniejsza niż prawdziwa więź z Chrystusem. Postawiłem wszystko na jedną, bardzo lichą kartę...

Dlaczego Bóg mnie nie powstrzymał?

Dlaczego na to wszystko pozwolił?

Dlaczego nie uchronił mnie przede mną samym?

Wszak żaden człowiek nie jest w stanie zrobić nam większej krzywdy niż my sami sobie.

Kto bowiem żywi wątpliwości, podobny jest do fali morskiej wzbudzonej wiatrem i miotanej to tu, to tam (Jk 1,6).

Modlę się ale brakuje mi wiary. Czasem wydaje mi się, że rzucam słowa na wiatr. Dziś wiem, że każda modlitwa jest wysłuchana, czasem zupełnie nie po naszej myśli. I my tego nie zauważamy, może tego nie doceniamy, bo przecież chcielibyśmy, żeby wszystko było po naszemu, żeby Pan Bóg spełnił nasze prośby w skali 1:1. Jakim byłby wtedy Bogiem? Czy byłby Bogiem prawdziwym?

Wiara nie podlega logice. Wierzę w to, że po śmierci wszystkiego się dowiemy. Dlaczego było tak a nie inaczej. Wszystko zrozumiemy. I wszystko będzie jasne. Nie będzie już miejsca na wątpliwości czy niedopowiedzenia.

Czego w moim życiu brakuje, to na pewno, poza mądrością, pokory. Takiego wyzwolenia z tzw. pychy żywota, bo zamiast doceniać to, co Bóg daje mi każdego dnia, głównie poprzez drugiego człowieka, ja ciągle skupiam się na brakach.

W dzisiejszym fragmencie Ewangelii według św. Marka, Jezus na domaganie się znaku przez faryzeuszów, którzy rozprawiali z Nim i chcieli wystawić go na próbę, westchnął tylko głęboko w duszy, obwieścił, że żadnego znaku nie dostaną, wsiadł z powrotem do łodzi i popłynął na drugi brzeg.

Krótka piłka. Nie ma i nie będzie. Faryzeusze nie widzieli znaków albo po prostu nie chcieli ich widzieć. Woleli zażądać znaku, który spełniałby wyłącznie ich kryteria.

To takie moje lustrzane odbicie...

nd pn wt śr cz pt sb

29

30

31

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

13

14

15

16

17

18

19

20

21

22

23

24

25

26

27

28

29

30

1

2

3

4

5

6

7

8

9

Dzisiaj: 05.04.2020