« On tu jest i mnie śledzi

Boże Ciało czyli tak jak w życiu

07.06.2018

Dziś czwartek w oktawie Bożego Ciała. Dobry to czas na refleksje po ostatniej procesji.

W ostatni czwartek postanowiłem iść w procesji Bożego Ciała jak najbliżej Chrystusa, czyli monstrancji z Najświętszym Sakramentem (NS).

Gdy wyszliśmy z kościoła ciężko było przejść od razu w pobliże księdza, który niósł NS, bo ludzi było sporo.

To trochę jak na co dzień w życiu - gdy jesteśmy w kościele, albo świeżo po mszy to słowa Jezusa i on sam są jeszcze blisko naszego życia, blisko nas, ale później...

Na ulicy zrobiło się luźniej. Mogłem być trochę bliżej Pana. Ciągle przede mną jednak byli ludzie.

Tak też jest w życiu - często sprawy Boże przysłaniają nam ludzie i ludzkie sprawy. Stają nam na drodze, a my nie potrafimy/nie chcemy ułożyć życia tak, by to jednak Pan był na pierwszym miejscu, a te sprawy nie przesłaniały nam Jego. Tak jak mi na procesji.

Po jakimś czasie udało mi się dotrzeć w pobliże baldachimu pod którym szedł ksiądz i ON. Ale teraz to ksiądz swoją głową przysłaniam mi Pana.

To chyba trochę tak jak w życiu, kiedy zwracamy uwagę jak ksiądz mówi kazania, jak odprawia mszę św., jak wygląda, jaki ma samochód czy jak się prowadzi. Czasami też jest tak, że sami księża to sprawiają, swoim zachowaniem.

Wreszcie mogłem spokojnie popatrzeć na Pana. Spokojnie? Co chwilę o kogoś się obijałem, ktoś mnie rozpraszał - a to parasolką, a to pogaduszkami. No cóż - życie.

Ważne jest, żeby nie ustawać, próbować skupiać na nim wzrok, swoje ja. Zostawiać problemy na boku i patrzeć na Niego. Nie oszukujmy się - żyjąc między ludźmi nie unikniemy ludzkich spraw, ale zawsze trzeba tym życiowym "wzrokiem" wracać na Najświętszy Sakrament.

W końcu nie wiem jak, po prostu idąc, trafiłem w miejsce obok baldachimu, gdzie wcześniej szli księża.

Tak też jest też w życiu, że czasami musimy być takimi apostołami, być tak jak ksiądz - pokazać komuś Pana, zaświadczyć.

W pewnym momencie wyszliśmy na prostą. Przez brzegi monstrancji popatrzyłem na ludzi idących przed NS. Myślę, że w życiu też powinniśmy patrzeć na ludzi przez pryzmat Jezusa, jego ofiary, nauczania - trochę tak jakby jego oczami. Tak spojrzeć zupełnie z innej perspektywy.

Popatrzyłem na NS w monstrancji. Hostia pochyliła się w szklanej obudowie. Tak jak pochyla się Jezus codziennie nad nami. A nam trudno podnieść chociażby głowę do góry do niego. Czy uklęknąć by zobaczyć jego pochylenia nad nami. A on szedł po naszych ulicach z nami i pochylał się - nad naszymi chorobami, zdradami, uśmiechami, wnukami, dziećmi, ciężką pracą, sukcesami zawodowymi. Nad naszą codziennością.     

Popatrzyłem do przodu. Początek procesji był już daleko, daleko. Ledwo go widziałem. I teoretycznie ci ludzie, którzy szli z przodu byli daleko od najprawdziwszego Chrystusa.

Tak i bywa w życiu, że nie wystarczy siedzieć w pierwszej ławce w kościele, nie wystarczy odmawiać wiele różańców, ba nie wystarczy przyjmować go co niedzielę w komunii św. Trzeba przy nim być, blisko na co dzień. Przyznam się szczerze, że mnie nie zawsze się udaje.

O tych ludziach z przodu napisałem, że "teoretycznie" mogli być daleko od Chrystusa. Ale oni szli przed nim. Z krzyżem na początku. To są ludzie, którzy nie bali się pójść jako pierwsi w procesji by świadczyć o nim. A Chrystus za nimi.

Zbliżyliśmy się do kościoła. Część ludzi skręciła i boczną, drogą, na skróty poszła do kościoła. Ważne, że poszła do kościoła a nie do domu, bo przecież "już się kończy". Ja poszedłem tą drogą co Chrystus. Tak wydawało mi się lepiej: do końca z nim, po jego śladzie na "mojej" ziemi. Z tymi, co poszli na skróty dotarliśmy ostatecznie w to samo miejsce - pod kościół, gdzie Chrystusa nam pobłogosławił. Różnymi drogami, każdy swoją, ale dotarliśmy. Tak jak w życiu, gdzie do Boga, dochodzi się różnymi ścieżkami, na różne sposoby. Ważne, żeby iść.

Przeszliśmy w procesji długą drogę przez miasto. To ważne, że poszliśmy przez ulice naszego miasta z Panem. Ale ważne też jest (może najważniejsze), że przyprowadził nas do kościoła - do siebie. To taki dla mnie symbol - jak już będziesz zmęczony tym wszystkim co się wokół ciebie dzieje, tym bieganiem, jeżdżeniem, pracą, nauką, brakiem miłości, złośliwymi sąsiadami i tym co cię tam jeszcze w życiu trapi - przyjdź do Mnie, a Ja będę z tobą. Na wieki.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Musisz być , aby zamieścić komentarz.

© Copyright 2010; Światłowrażliwy. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Skórka: Nie patrz wstecz | Korzystając z serwisów wiara.pl akceptujesz warunki regulaminu.
Znalazłeś treści naruszające regulamin? Powiadom nas!

 

| załóż konto i pisz bloga

zgłoś błąd