« Ku pokrzepieniu <3 "Moje" szczęście »

Życie pod przykrywką

03.10.2016

Nie będę owijać w bawełnę, bawić się w kotka i myszkę. Muszę wyrzucić z siebie wszystko bo inaczej uduszę się własnymi wymiocinami.

Pojechaliśmy z mężem i córką do Polski na urlop. Krótki, bo tylko 10 dni ale wystarczająco długi na zrobienie zamieszania w naszym życiu. 

Odwiedziny u rodziny, wesele bratanka męża, spotkania z przyjaciółmi i... jak grom z jasnego nieba trafia w nas szansa powrotu do Polski na stałe. Jest możliwość pracy. Dla mnie. W moim zawodzie. Rozmowa ze znajomymi i jest też szansa na pracę dla męża. Jest plan też  jak to wszystko ułożyć by wyszło dobrze. Wiele godzin emocji, płaczu i niestety kłótni.  Ale coś zaczyna się dziać, przecież od 10 już prawie lat marzę by wrócić do domu. Do prawdziwego domu. Żeby być już na swoim, wśród rodziny i przyjaciół.  A nie wśród ludzi, których nie do końca się toleruje. Wszystko byłoby pięknie gdyby nie słowa rodziców.  Tych którzy powinni wspierać i motywować.  Tych którzy powinni pierwsi dopingowac by mieć dzieci obok a nie prawie 2000 kilometrów od siebie. "Nie uda wam sie" , "Żeby nie było tak że przyjedziecie i będziecie plakać", "Inni sobie radzą, wy możecie sobie nie poradzić". CIOS W SAMO SERCE. 

Ale próbujemy dalej. Może uda się jakoś jeszcze to utrzymać w ryzach, choć psychicznie już człowiek wysiadł.  Idziemy do salonu,  by dowiedzieć się szczegółów oddania samochodu. Chcemy oddać i iść po bilet do Polski. Tu kolejna porażka.  Nie mogą przyjąć.  "Macie umowę na 3 lata. Nie stać was? Proszę zwrócić się do banku o umorzenie rat na kilka miesięcy lub o zmianę modelu na niższy. " Kolejny cios. Miało być pięknie, wyszło jak zwykle. 

Taka historia nas ostatnio spotkała.  Dalej mam głowę pełna myśli,  serce pełne żalu,  i łzy w oczach. Nie powinno tak być.  Ludzie spełniają swoje marzenia. A ja nie mogę.  Przez ten jeden cholerny, nowy,salonowy samochód.  Ale wiecie co boli najbardziej? Tego że inni  nie widzą twojego bólu,  twojego żalu,  twoich problemów i tego jak bardzo chcesz żyć w swoim kraju. Tego jak bardzo łamie ci się serce za każdym razem kiedy musisz wracać z urlopu. Nikt, do cholerny,  cie nie rozumie. Nikt. Każdy widzi tylko ten jeden, nowy samochód.  I tylko po tym stwierdza że na pewno masz się dobrze bo ci się powodzi. 

Morał z tej bajki dzieci kochane jest taki: nie oceniajcie jakie kto ma życie po tym jakie i ile sprzętów i dóbr materialnych dana osoba ma. Nigdy. Bo prawda jest daleka od tego co widzi twoje oko. 

A moje rozżalone serce niech uciszy modlitwa, bo albo osiwieję albo stanie mi się krzywda. 

Wpis w kategorii: Felietoniki

2 Komentarze

  • Taaaaaaaak... Rodzice... Chyba mało jest takich, którzy są z nich w pełni zadowoleni... I dzięki nim psychoterapeuci dziś mają co robić :)

  • Życzę Wam, żebyscie wrócili do Polski tak szybko, jak to możliwe. Bo wszedzie dobrze, ale... wiadomo. I pomodlę się dzisiaj o to ❤

Zostaw komentarz

Jeżeli masz dość wpisywania tych literek lub załóż konto w portalu

© Copyright 2010; Wiara i dziennikarstwo. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Skórka: Nad powierzchnią wody | Korzystając z serwisów wiara.pl akceptujesz warunki regulaminu.
Znalazłeś treści naruszające regulamin? Powiadom nas!

 

| załóż konto i pisz bloga

zgłoś błąd