« Przyj! Życie pod przykrywką »

Ku pokrzepieniu <3

28.10.2015

Jest dobrze po północy. I mimo, że miałam długi i intensywny dzień- dalej siedzę i myślę. Podejrzewam, że dzięki tej natrętnej funkcji, w która został wyposażony nasz mózg, ludzkość cierpi na bezsenność. I mimo tego, że w głośnikach gra Melo Magic, a ja przeniosłam swoje myśli już do "Dziennika Uczuć" i zazwyczaj to pomagało. Dzisiaj niestety ta metoda zawiodła! Niech to szlag.... przepraszam za wyrażenie.

Mieliście kiedyś tak, a może macie teraz tak jak ja, że mimo tych wszystkich spraw, które Najwyższy już wam załatwił, ciągle czegoś wam brakowało? I tu nie chodzi wcale o salonowe Ferrari, wille z basenem i konto, na którym są 72 miliony dolarów. To, dla mnie, sprawa powrotu do Polski,posiadanie własnego mieszkania, ciężka walka z nadwagą i nie martwienie się o finanse.

Nigdy nie zrozumiem tego zjawiska. Tego natrętnego uczucia, że powinnam być szczęśliwa, a wciąż nie jestem bo "czegoś mi brak" jak śpiewała Urszula. Ta rysa na szkle. Mam swoją wymarzona i wymodloną rodzinę. Rodzinę, z której pochodzę. Przyjaciół, którzy mimo tego, że są daleko to po prostu są. Zdrowie. I te wszystkie inne podstawowe rzeczy, które nie zawsze idą w pakiecie: dach nad głową, fundusze na podstawowe potrzeby, ciepłe łóżko, czyste ubranie. Niestety, te straszne uczucie braku ciągle siedzi i wierci dziurę w mojej głowie. Ktoś mi powie: powierz to Jemu. Ok. Ale to się nie rozwiąże na już. Bo Pan Bóg to nie złota rybka, że spełnia życzenia na zawołanie. A ja muszę przecież sobie to jakoś poukładać.

I tak sobie myślę (może to wena, a może Duch Święty kopnął mnie w czerep) że trzeba POLUBIĆ SWOJE TERAŹNIEJSZE ŻYCIE.

W moim przypadku to będzie kilka rzeczy. Wykorzystanie faktu, że mieszkam w Londynie do granic możliwości, bo jeśli wrócę kiedyś do Polski, to za oknem nie będę już na przykład miała widoku na Wembley. To pokochanie siebie. Co jest strasznie trudne, bynajmniej dla mnie. Wybaczenie sobie wielu spraw i podziękowanie Bogu za to jaka jestem. By w momencie, gdy za kilka lat wygram walkę z otyłością nie być pysznym narcyzem. To dbanie o wynajęty kąt jak o swój. Bo jak Pan Bóg da posiadanie własnego mieszkania, by umieć o ten Dom zadbać w każdym calu. I nauczenie się życia za to co się ma. Bo kiedy już trafię tą 6-tkę w lotka to żebym umiała te pieniądze mądrze wykorzystać.

I wiecie co? Podoba mi się ten plan. Bycia wdzięcznym za to w jakiej się jest sytuacji. I naprawdę nie zawaham się go użyć.

A wy?

Wpis w kategorii: Złote myśli

5 Komentarzy

  • Trzeba kazda chwila I kazda rzecza sie cieszyc. W tamtym tygodniu uslyszalam takie slowa od ksiedza. Musimy zrozumiec ze Pan Bog chce abysmy Byli w tym miejscu gdzie jestesmy I nasz dzien to ugotowanie zupy, spacer z dziecmi do parku I spotkanie z rodzina. Trzeba byc wdziecznym, jesli nauczymy sie juz cieszyc tym Co mamy to wtedy bedziemy gotowi by miec wiecej, w przeciwnym razie zawsze bedzie nam czegos brakowac.

  • "Niestety, te straszne uczucie braku ciągle siedzi i wierci dziurę w mojej głowie. "

    ...może poszukać sensownego męża?

  • @tadeuszogorek Proszę Pana ja mam już męża. Czy namawia mnie Pan do rozwodu i zamiany modelu na lepszy? Nie sądzę.

  • :) Ciekawe.
    Cały wpis jakby opisuje sytuację samotnej kobiety.

  • O a to ciekawe spostrzezenie...
    Dla dowodu proszę poczytać moje świadectwo. Jestem mężatką od 4 lat i mama od 15 miesięcy.

Zostaw komentarz

Jeżeli masz dość wpisywania tych literek lub załóż konto w portalu

© Copyright 2010; Moja wiara. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Skórka: Nad powierzchnią wody | Korzystając z serwisów wiara.pl akceptujesz warunki regulaminu.
Znalazłeś treści naruszające regulamin? Powiadom nas!

 

| załóż konto i pisz bloga

zgłoś błąd