Świadectwo

Uparcie i skrycie... kocham cię życie

justyś

dodane 2012-07-09 21:00

Na moim blogu nie mogło zabraknąć też świadectwa wiary. Opisu tego co Pan zdziałał w moim życiu. Nigdy nie rozumiałam po co są świadectwa, dlaczego ludzie się nimi dzielą. Teraz dochodzę do wniosku, że są po to, by ludzie zobaczyli też dobro u siebie. By bardziej otworzyli się na Boga i jego działanie. Może z mojego też płynie jakiś sens? Oceńcie sami!

Urodziłam się jako wcześniak. I chyba we wszystkim byłam wcześniakiem. Kiedy moi rówieśnicy uwielbiali spędzać czas na podwórku, ja wolałam spędzać czas z dorosłymi, może dlatego później byłam uznawana za mądralińską, bo lubiłam (i ciągle lubię) prowadzić dyskusje na różne tematy. Potem zaczęłam dojrzewać. Fizycznie, stałam się małą kobietą już w siódmym roku życia. I wtedy tak naprawdę zaczęły się `przeboje`. Dzieci w szkole wytykały mnie palcami, śmiały się ze mnie, wymyślały coraz to nowe przezwiska. Ale na tym się nie skończyło. Wraz ze wszystkimi innymi zmianami, coraz bardziej rosły mi piersi. Pamiętam, że kiedy poszłam z mamą kupić mój pierwszy stanik, pani ("bardzo miła") ekspedientlka wybuchnęła śmiechem i powiedziała: "To jaki ty rozmiar nosisz dziecko?" A we mnie wsiąkało to wszystko jak w gąbkę. Przyswajałam złe rzeczy bardzo szybko, tych dobrych niestety nie, zresztą i tak było ich mało. Dorastałam na zakompleksioną, niską, otyłą osobę. Nie wiem czy tak naprawdę było, czy po prostu ludzie mnie taką uczynili. Ojciec zawsze mi powtarzał: "Spójrz na siebie! Jak ty wyglądasz! Twoja siostra przynajmniej się starać, żeby ładnie wyglądać!". Kiedy koleżanki przeżywały swoje pierwsze miłości i jako nastolatki interesowały się wszystkim co dziewczęce, ja chowałam się w pokoju i wylewałam hektolitry łez. Mało tego, w wieku 11 lat dowiedziałam się, że więcej już nie urosnę. Szybie dojrzewanie spowodowało mój zrost kości. Żadne leki by mi i tak nie pomogły.

Pamiętam dzień swojej pierwszej Komunii. Wtedy jakoś tak bardziej zaangażowałam się w życie Kościoła. Wiedziałam, że ładnie czytam, że mam świetną dykcję, że lubię czytać,  więc chciałam przeczytać chociaż jedno czytanie. Być chociaż trochę widzialną. Od tamtej pory, stałam się częścią swojej parafii. Zaczęłam grać na gitarze jak miałam osiem lat, więc chodziłam na dziecięcą scholkę. Potem scholka przemieniła się w zespół młodzieżowy, czuwania, animatorstwo- przygotowanie młodzieży do bierzmowania, dzieci do komunii. I wtedy najbardziej poczułam Pana Boga. Każda niedziela była dla mnie jak świeża dostawa tlenu na nadchodzący tydzień. Modliłam się, zaczęłam rozmawiać z Bogiem coraz częściej, spowiedź zaczęła mnie naprawdę oczyszczać, nowe znajomości otwierały mnie coraz bardziej. Uczyłam się dobrze. Pan Bóg był moim życiem. Byłam jak opętana z miłości.

Ale wiadomo, brakowało mi też ludzkiej. Mimo świetnego kontaktu z Bogiem, ciągle walczyłam ze sobą, starałam się zaakceptować siebie samą taką jaką jestem. Jak miałam 12 lat, poznałam mojego teraźniejszego męża. On był wysportowany, przystojny. Wiedziałam, że nie zwróci na mnie uwagi. Myliłam się. Zachwycił go mój uśmiech. Mój szczery głośny śmiech. Byliśmy ze sobą- taka młodzieńcza miłość. Niestety ja bardzo szybko się wycofałam. Nie potrafiłam być otwarta, byłam ciągle zakompleksiona. Wiem, że zraniłam mojego chłopaka, ale ja nie potrafiłam inaczej. Ciągle pragnęłam znaleźć miłość, ale nie zauważyłam, że to najpierw siebie musiałam wyleczyć. Inne obowiązki na chwilę przyćmiły moje pragnienia. kościół, dom, szkoła; wyjazd siostry do Londynu, później mamy. Przed maturą przyszedł kryzys. Mój tata bardzo ciężko zachorował. Byłam sama. Okazało się, że gdybym nie zadzwoniła wieczorem po karetkę, rano odwieźliby mojego tatę już do kostnicy. Więc teraz był: kościół, dom, szkoła- matura, szpital. Na szczęście tata wyzdrowiał i po maturze, zdecydowałam, że wyjadę do Londynu i tutaj będę studiować i pracować. Myślałam, że zmiana otoczenia wyjdzie mi na lepsze. Z jednej strony miałam rację, z drugiej nie. Oczywiście koszmar był na początku. Tęskniłam za swoją parafią, za swoimi przyjaciółmi. Byłam tutaj sama. No z rodziną, ale to nie to samo. Na studiach zaczęło się wszystko zmieniać. Poznałam nowych ludzi. Regularnie jeździłam do Polski. I tam stał się cud. Na nowo zaczęłam znajomość z Kamilem. Po powrocie do Londynu, ciągle utrzymywaliśmy ze sobą kontakt. I tak to się zaczęło. On dołączył do mnie. Zaręczyliśmy się, pobraliśmy. Pan Bóg działał cuda!

Co się dzieje teraz? Walczę ze swoją nadwagą, próbuję siebie zaakceptować, ciągle... Mam wspaniałe życie- dzięki mojemu mężowi, rodzinie i przyjaciołom, mimo tego że są daleko. Pewnie się teraz zastanawiacie dlaczego? Skoro tyle się u mnie zdarzyło...

Zaczęłam rozumieć, że Pan Bóg ma według mnie swój plan. Że nic nie dzieje się bez przyczyny. Że nie miałam innego chłopaka niż mój teraźniejszy mąż, bo On nie chciał, żebym zadawała się z kimś, kto może mnie skrzywdzić. Mój przyjaciel, który teraz jest już księdzem, powiedział kiedyś: "A po co chcesz mieć jakiegoś nie dojrzałego dzieciaka? Pan Bóg szykuje Ci lepszą partię. Jak już skończy, na pewno go poznasz". I tak się stało. Pan Bóg nie chciał, żebym miała innych znajomych, niż tylko ci najbardziej wartościowi. Moi Przyjaciele są najukochańszymi, jakich można sobie wyobrazić. Po trzecie, zawsze kiedy zbliża się kryzysowa sytuacja, ja wiem, że i tak z tego wybrnę. Może najpierw bedę rozpaczać i marudzić, ale w podświadomości wiem, że On nade mną czuwa. Jedyną sprawą, nad którą ciagle pracujemy, jest moja akceptacja. Ciągle się coś dzieje w moim życiu. Zawsze coś, ale Pan Bóg jest moim Przyjacielem. I wszystko będzie dobrze! :)

Uwierzcie mi, on naprawdę czyni cuda...

Ktoś może się teraz zapytać czy nie miałam kryzysu wiary? Oczywiście, że miałam! Kiedy kolejni ze mnie szydzili, kiedy moje koleżanki miały chłopaków, a ja siedziałam sama, kiedy mój tata wracał do domu pijany.. Ale musicie wiedzieć jedno. W wierze i przyjaźni z Bogiem, trzeba pamiętać o jednym. Że tutaj nie latają ciagle motylki, świeci słoneczko itp. On nas wystawia na próby. Próbuje nas w `ogniu`. Bo inaczej perfekcyjnego złota się nie otrzyma.

Z Panem Bogiem Kochani!

p.s. Mam ndzieję, że moja historia coś wam opowiedziała...

 

N P W Ś C P S
30 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
Dzisiaj: 23.10.2018