Krótko o sprawach bieżących

Słowa już nie wystarczą

Joanna M. Kociszewska

dodane 2019-05-15 07:00

Jeśli mamy przetrwać jako wspólnota, musimy rozmawiać także o tym, co boli. Na każdym poziomie.

Film braci Sekielskich “Tylko nie mówi nikomu” obejrzało do momentu, w którym piszę ten tekst 2,5 mln. osób. To ważne: przed obrazem filmowym trudniej się obronić. Mam nadzieję, że do wielu ludzi unikających wiedzy na ten temat dotrze, po pierwsze, jak wielka jest to krzywda dla ofiar, po drugie, jak działają i myślą sprawcy. Mam nadzieję, że rzadziej będą padały najgłupsze pod słońcem pytania: “po co tam szedłeś?” “dlaczego nic nie zrobiłeś?”. Jeśli ten film choć trochę zmieni sytuację w tej kwestii, będzie to jego wielka zasługa.

Mam nadzieję też, że wstrząs wywołany obrazem sprawi, że przynajmniej część katolików przestanie się bronić przed wiedzą na ten temat. To prawda: nie znam człowieka, który lubi o pedofilii słuchać. Nie znam takiego, dla którego nie byłoby to doświadczenie trudne i bolesne. Ale ucieczka od mówienia niczego nie załatwia. Zamknięcie oczu i uszu nie sprawi, że problem zniknie. Owszem, milczenie pomoże sprawcom krzywdzić dalej. Jeśli zgłasza się jedna ofiara, bardzo prawdopodobne jest, że są także inne. Jeśli tego nie przerwiemy, z dużym prawdopodobieństwem pojawią się kolejne.

Ucieszyły mnie wydane w dniu premiery filmu oświadczenia prymasa i przewodniczącego KEP. Niestety, zgadzam się także z tym, że prośba o uszanowanie prawa do niekomentowania była decyzją nieszczęśliwą. Przesłanie filmu jest jednoznaczne: zasada 'zero tolerancji' nie działa. Hasła są piękne, ale zupełnie nie przekłada się to na praktykę. Milczenie w tej sytuacji oznacza: nie mamy nic do powiedzenia. Albo gorzej: nie będziemy się zniżać do odpowiadania. Ani autorom filmu, ani samym ofiarom. Nie da się tego nadrobić. Ale można błędów nie powtarzać.

Dwie rzeczy są dla mnie pewne. Pierwsza: słowa dziś już nie wystarczą. Znamienne są wypowiedzi zaangażowanych katolików, którzy nadziei na wyjście z kryzysu upatrują już tylko w Bogu. Zaufanie zostało nie tylko nadwyrężone, czasami po prostu legło w gruzach. Odbudować je można tylko dzięki zdecydowanym i przejrzystym dla wszystkich decyzjom. I z pewnością będzie to wymagało czasu.

Druga: jeśli mamy przetrwać jako wspólnota, musimy rozmawiać także o tym, co boli. Na każdym poziomie, od parafialnego począwszy, na medialnym skończywszy. Może właśnie ten najniższy jest najważniejszy. Nic tak nie zabija więzi, jak udawanie, że nic się nie stało.

Przed nami wielka praca. Dobrze by było, żebyśmy ją podjęli wspólnie.

N P W Ś C P S
28 29 30 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31 1
2 3 4 5 6 7 8
Dzisiaj: 20.05.2019