Wielki tydzień

dodane 04:51

W parafii trwają przygotowania do Triduum. Sporo osób w tym roku okazuje szczególne przywiązanie do swojej parafii. Przychodzą pytają w czym można pomóc, a ja im wynajduję prace. Pewna pani zaoferowała się do sprzątania domu parafialnego. Z radością oddałem jej troskę o czystość w jadalni, kuchni i łazienki. Choć pojęcie czystości dla Boliwijczyka jest co nieco swobodne. Mimo wszystko jestem pani bardzo wdzięczny, bo samego mnie na więcej nie stać. Ostatnio pani zaczęła przyozdabiać mi mieszkanie. Przyniosła stare, ręcznie tkane aguayo i serwetki szydełkowane po nieboszczce swojej matce. Mówię pani, że kolorowe aguayo jest piękne i sprawi mi dużo radości. Ale te serwetki, które prawdopodobnie w poprzednim pokoleniu miały jeszcze kolor biały, a obecnie są ledwie jasne nie chcę, żeby zostawiała. Na koniec sprzątania widzę moje meble ustrojone aguayo i przykryte serwetami, które niechybnie budzą odrazę. Pani mi tłumaczy, że jej mama była daleka od Kościoła i zmarła w młodym wieku. Daje mi tym do zrozumienia, że te rzeczy, które należały do mamy przyniosła na plebanię jako wyraz modlitwy, przebłagania, wstawiennictwa za swoją mamę. Może jeśli przynajmniej rzeczy mało pobożnej mamy znajda się w miejscu przypuszczalnie pobożnym, to pomoże drogiej mamie. No cóż, jeśli sprzątanie i dekorowanie mojego mieszkania jest gestem pobożności, to już nic nie mogę zrobić. Nie mogę odmawiać wiary pobożnej kobiecie. Na szczęście nie wpuściłem jej do mojego pokoju i póki co mogę go dekorować na własny gust.

Na zajęciach z psychoterapii zaczęliśmy praktyki w szpitalu psychiatrycznym. Pani profesor nabrała do mnie nieuzasadnionego zaufania. Po tym jak na teście dostałem 98 punktów na 100, stwierdziła, że mogę mieć własnego pacjenta do terapii. Przydzieliła mi pewnego dwudziestolatka, który od trzynastego roku życia zażywa narkotyki. Do szpitala przywiozła go matka w ciężkim stanie, bez świadomości, po przedawkowaniu. Po dwóch spotkaniach, mam z nim dobry kontakt. Cieszy się, że będę do niego przychodził regularnie.

Prawdziwej bezradności doświadczyłem, kiedy poproszono mnie z olejami świętymi do mężczyzny sparaliżowanego od 5 lat, który właśnie próbował popełnić samobójstwo. Zaszedłem do domu. Łóżko jeszcze we krwi, która nie zastygła. Człowiek głęboko wierzący i modlący się. Niemniej jednak zły na dzieci, które odkryły jego spisek. Kiedy przyjechała karetka, żeby zabrać go do szpitala na transfuzję krwi, krzyczał, wyrywał się z rąk pielęgniarzy i rozdrapywał plastry na nadgarstku. Cierpienie duszy i ciała pokonało w nim biologiczny i moralny lęk przed śmiercią. Mimo dobrej i kochającej opieki żony i dzieci, nie potrafi żyć. Mówi, że chciał wykorzystać czas wielkiego tygodnia, kiedy niebo jest otwarte, żeby iść do Boga.

Na kanwie tej historii dowiedziałem się jak wiele osób w Boliwii popełnia samobójstwo w cierpieniu. Wydaje się, że prawie każdy w bliższej, czy dalszej rodzinie ma kogoś, kto nie może ścierpieć cierpienia. W Boliwii nie ma opieki paliatywnej. Wezwać lekarza do domu można tylko na własny rachunek. Nie wszystkich stać na leki. Tym mniej na lekarza. Pani, która nosi komunię św. do chorych opowiedziała mi, jak jej siostra, chora na raka, zabiła się strzałem z rewolweru.

Zaczęliśmy też remont łazienki, który jest możliwy dzięki ofiarom dobrych ludzi z Polski.

 

"Moje kobiety" przygotowują kwiaty do kościoła na wielki czwartek.

 

...a "moi mężczyźni" dokonuja akrobacji na drabinie pod sufitem świątyni.

nd pn wt śr cz pt sb

29

30

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

13

14

15

16

17

18

19

20

21

22

23

24

25

26

27

28

29

30

31

1

2

3

4

5

6

7

8

9

Dzisiaj: 18.10.2019