Wielki Piątek

dodane 04:59

Powiadają, że ewangelizacja w Boliwii zatrzymała się na wielkim piątku. Wszyscy jakoś intuicyjnie rozumieją wielkość tego dnia. Za to niedziela zmartwychwstania przechodzi prawie niezauważona. Jeśli nie przez wiarę, to przynajmniej ze zwykłego ludzkiego współczucia ludzie przyklękają przed tajemnicą cierpienia Boga-człowieka. Piątek - dzień wolny od pracy zadziwia swoją ciszą. Miasto odpoczywa od codziennego gwaru. O trzeciej po południu kościół Piusa X na osiedlu Coronilla powoli wypełnia się ludźmi, którzy przyszli na liturgię adoracji krzyża. Chór z liceum sióstr dorotanek podtrzymuje pieśń żałobnego uwielbienia. Po liturgii wychodzimy na ulice i udajemy się w drogę krzyżową. Parafianie przygotowali 14 ołtarzy. Nie trzeba było ich o to specjalnie prosić. Nawet ci, którzy do kościoła nigdy nie chodzą, ochoczym sercem ofiarują się na przygotowanie stacji drogi krzyżowej. Trzeba rozsądnie przydzielać polecenie zbudowania ołtarza, żeby ludzie nie pobili się z zazdrości, kiedy będzie przechodziła procesja. Przy każdej stacji woda do poświęcenia i kadzidło. Woda i ogień mają szczególne znaczenie w mentalności boliwijskiej. Każda rodzina ma swój kociołek do składania ofiar dymnych a to dla Boga, a to dla Pachamamy.

Po drodze witam młodzież z Kościoła baptystów, którzy przez ciekawość też wyszli na ulice. Nieśmiało podają mi rękę, jakby bali się, że przez ten gest zdradzą swoją wiarę. Niektórzy sąsiedzi wychodzą na ulicę. Inni za wysokimi murami swoich domów spoglądają lękliwie przez szparę w bramie. Czego się boją, czemu nie otworzą bramy i nie wyjdą…?

Cieszę się, że idzie sporo dzieci. Idą w skupieniu przyklejone do linki, która nie pozwala procesji wyprzedzić krzyża i samochodu z megafonem, który otwiera nam drogę. Jest też sporo osób, które przyszły do Kościoła w tym roku. Niektórzy z nich w niedzielę palmową dawali świadectwo swojego nawrócenia. Idą też Brazylijscy studenci, których sporo mieszka na osiedlu. W niedzielę na jednej mszy mają czytanie po portugalsku.

Ale wielki piątek ma też swoje przywary. Wielu wierzy, że skoro Bóg umarł tego dnia, to nie widzi już naszych grzechów. Tym sposobem wielki piątek staje się okazją do szczególnego wyuzdania moralnego. Bóg umarł, budzą się złodzieje. Na wioskach gospodarze muszą iść na pola, żeby pilnować swoich plonów. Bóg umarł, umarło sumienie. Łatwiej jest się upić, łatwiej zgwałcić albo w objęciach prostytutki poczuć się wolnym od moralnego żandarma. Gdyby Boliwia była krajem purytańskim, gdzie obsesyjna moralność tłamsi człowieczeństwo, pewnie ta naiwna wiara w ślepotę Boga miała by znaczenie wręcz terapeutyczne. Poczuć się wolnym od dyktatury superego może prowadzić do doświadczenia wolności, wartości samego siebie, które są konieczne do przeżycia świętości. Ale w Boliwii o purytanizmie nawet z encyklopedii nikt się nie uczy. Tu idea śmierci Boga budzi ciemną stronę ludzkiej natury. Choć nawet w tym szaleństwie jest jakaś miara. Istnieje taki wielkopiątkowy kodeks złodzieja. Powiadają, że wolno kraść tylko plony ziemi. Cudzych zwierząt i sprzętów nie wolno ruszać. Poza tym, właściciel nie jest ślepy, ani nie jest głupi i wie, że skoro Bóg umarł, to nikt nie będzie mu robił wyrzutów, jak porządnie złaje złodzieja.

I tak walczy zły duch o serce człowieka. Kiedy jedni grzeszą pod osłoną wielkiego piątku, inni pobożnie uczestniczą w procesji z figurą Chrystusa zmarłego.

Droga krzyżowa ulicami naszego osiedla

 

Dotarliśmy do granic parafii. Za nami wzgórze porośnięte kaktusami, wśród których żyją narkomani.

nd pn wt śr cz pt sb

26

27

28

29

30

31

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

13

14

15

16

17

18

19

20

21

22

23

24

25

26

27

28

29

30

1

2

3

4

5

6

Dzisiaj: 26.06.2019