Popielec

dodane 23:47

22.02.

W Polsce środa popielcowa kojarzy się z końcem karnawału. W Ameryce Łacińskiej jest dokładnie odwrotnie. W kalendarzu poniedziałek i wtorek przed Popielcem są odznaczone na czerwono jako dni wolne od pracy. Tytułem do świętowania jest… „Carnaval”. Bezduszni prawodawcy chcieliby zamknąć cały żywioł karnawału tylko w dwóch skromnych dniach wolnych od pracy. Jak można ograniczać do tak krótkiego czasu coś, co jest niemal sensem życia, co jest wyrazem duszy indiańskiej, kultury południowoamerykańskiej. Boliwijczycy dla karnawału przegrali wojnę, tracąc dostęp do morza na korzyść Chile. Dla karnawałowych tańców nie mało ludzi oszczędza cały rok, żeby kupić strój za 1500$ i opłacić za dodatkowe 200$ uczestnictwo w grupie tanecznej, która bierze udział w świątecznych korowodach płynących ulicami miast. Karnawał, bynajmniej, to nie tylko czas wyuzdania i cielesnej rozpusty. Raczej jest to czas oczyszczenia, katharsis zmysłów, które na co dzień wydają się stłamszone przez konwenanse, reguły, moralności. Psychoanaliza pewnie by powiedziała, że chodzi tu o sięganie do zepchniętego w podświadomość libido. Powierzchowny moralizator by odwrócił głowę w geście zgorszenia. Pracodawca liczyłby straty, a sklepikarz zyski. Natomiast misjonarz po prostu musi wejść do środka karnawału, żeby przeżyć to, czym żyją ludzie, dotknąć ich grzechów i uczestniczyć w ich euforii. Są tacy kapłani, którzy tańczą w zespołach i nie stronią od „fiesty”.

Data początku karnawału jest ściśle związana z Popielcem. Może po prostu Wielki Post nie może istnieć bez karnawału. Może trzeba doświadczyć ekscytacji zmysłów, żeby w ogóle mówić o umartwieniu. Może konieczny jest taniec i muzyka, żeby dusza mogła wyrazić samą siebie. Tak jak post nie może istnieć bez karnawału, tak samo chyba dusza indiańska nie zrozumie Boga bez Pachamamy. Misjonarze, łącznie ze mną, często się denerwują na widok ofiar składanych dla Pachamamy. Ale jak mi dziś tłumaczył pewien Boliwijczyk, Pachamama jest wyrazem całego stworzenia. Kultura indiańska nie potrafi pojąc Boga jako idei, jako transcendentnego bytu, pierwszego sprawcy, czy odwiecznej idei. To jest kultura praktyczna, która rozpoznaje Stwórcę w stworzeniu. Bez Pachamamy, bez stworzenia nie da się wierzyć w Stwórcę, w Boga. Ale tu rodzi się nowe pytanie. Jaka jest ta wiara? Ona jest po prostu bardzo fizyczna, bardzo wymierna. Mówienie o łasce niestworzonej, czyli pewnym uczestniczeniu w bożych energiach, o zjednoczeniu duszy z Bogiem będzie trudniejsze niż walka z uprawami koki w tropiku. Zresztą samo myślenie w kategoriach moralności, myślenie według pewnej hierarchii wartości okazuje się niewykonalnie trudne. Jedyna hierarchia jest ta, która nawiązuje do porządku praktycznego, porządku zysku i straty.  Czy uprawiający kokę mają wyrzuty sumienia? Nie. Czy mężczyźni bijący swoje żony mają wyrzuty sumienia? Zdaje się, że niektórzy już zaczynają się nad tym zastanawiać. Czy społeczeństwo przejmuje się częstymi gwałtami na dzieciach? Na szczęście tak, co raz częściej się o tym mówi.  

Ale odszedłem od tak pięknego tematu karnawału. Otóż w dni karnawałowe, czyli chwilę przed Popielcem pali się w domach ofiary dla Pachamamy – k’hoa. Ich słodki zapach rozchodzi się po wszystkich zakątkach miasta. Żeby nadać temu zwyczajowi bardziej chrześcijańskiego ducha, zaproponowałem ludziom, żebyśmy poświęcili w kościele kadzidło, które następnie spalą w swoich domostwach jako ich kult dla Pana Boga. Sporo ludzi przyszło. Tłumaczyłem im, że jak kadzidło się spala wydzielając miłą woń, tak my mamy się cali ofiarować dla Pana Boga, spalić się zostawiając za sobą miłą woń miłości.

Dodatkowo karnawał to polewanie wodą - ch’alla. Ulicami chodzą bandy młokosów z karabinami na wodę. Mokre dziewczyny czekają na nich z wiaderkami. Dziewczynom nie wypada jednak chodzić z pistoletem, wolą wiaderko, które jest przedmiotem bardziej kobiecym. Wiaderko służy do mycia, do prania, do przygotowania żywności. Z wiaderka kobiety piją piwo. Mężczyźni wolą butelki. W ulicznych potyczkach istnieje też broń dalekiego rażenia. Balony wypełnione wodą bardzo łatwo się rozrywają dosięgając człowieka nawet z odległości kilkunastu metrów. Wreszcie od czasu do czasu pojawiają się prawdziwe wozy bojowe – pick up’y, gdzie na pace stoi cały batalion strażaków, a pośrodku nich beczka wody. Siła rażenia jest potężna, działają z zaskoczenia i uderzają w czterech kierunkach.

Polewanie wodą jest pewnie jakąś pochodną wylewania na ziemię napojów, najlepiej alkoholowych, na pokarm dla Pachamamy. We wtorek „błogosławi się” domy wylewając w czterech rogach mieszkania trochę, a niekiedy dużo miejscowej wódki. W  środę powtarza się ten sam ryt w zakładach pracy, w biurach. Wybrałem się dzisiaj taksówką do centrum. Spieszyłem się, więc powiedziałem do kierowcy, żeby unikał korków. A on spokojny odpowiedział, że nie ma korków, bo ludzie robią ch’alla w biurach. Czyli „święcą” alkoholem miejsca pracy. Zresztą Pachamamę trzeba karmić nie tyko w karnawale. Podobno najgłodniejsza jest w sierpniu i we wrześniu. Dlatego prawie zawsze zanim Boliwijczyk przechyli kieliszek, czy szklankę, wylewa trochę alkoholu na ziemię. Ten zwyczaj znowu stawia misjonarza w trudnej sytuacji. Choć wszystko zależy od tego jakiej natury jest trunek. Bo jak pachnie malizną, to niech i Pachamama się dowie ile trzeba zanieść poświęceń, żeby głosić Ewangelię.

Karnawałowy kalendarz

 

Matka Boża pieniężna. Wiara w Boga musi być praktyczna i ma przynosić namacalne owoce

 

Cholita z wiaderkiem biegnie pod prąd

 

nd pn wt śr cz pt sb

26

27

28

29

30

31

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

13

14

15

16

17

18

19

20

21

22

23

24

25

26

27

28

29

30

1

2

3

4

5

6

Dzisiaj: 26.06.2019