W towarzystwie zmarłych

dodane 21:02

 

Wszystkich Świętych 2011

Wszystkich Świętych w Boliwii to dzień roboczy. Powiedzmy…, teoretycznie roboczy. I tak wszyscy myślą już o dniu następnym, kiedy do świątecznego stołu z żywymi zasiadają zmarli. Trzeba więc przygotować więcej jedzenia i więcej picia. A zmarli, niech się nam nie wydaje, że przez sam fakt, że są zmarli, jedzą mniej. Wręcz przeciwnie. Szlachetna tradycja każe przygotować dla zmarłych stół suto zastawiony potrawami i napojami, w których szczególnie lubowali za życia.

Po wieczornej mszy świętej, razem z kilkoma katechistami poszliśmy odwiedzić rodziny, których bliscy zmarli w minionym roku. Drzwi tych domów, w noc pierwszego listopada, są zawsze otwarte. Nad wejściem wisi mały czarny wianuszek, który oznacza, że można śmiało przekroczyć próg i złożyć modlitwę w intencji zmarłego. W głównej izbie na stole przyozdobionym jak katafalk rodzina składa wszystkie potrawy dla zmarłego. Stawia się też zdjęcie i napis z imieniem, żeby modlący się, często zupełnie obce osoby, wiedzieli za kogo wznosić modlitwy. Tradycyjnie odmawia się 3 Ojcze nasz i 3 Zdrowaś Maryjo. Do dobrego taktu należy wynagrodzić modlitwy porcją ciastek upieczonych w domu przez rodzinę i szklanką wina albo coca-coli. Przychodzą pomodlić się bliscy, rodzina, ale korzystają z okazji też dzieci, które jak nasi kolędnicy zbierają ciastka za pacierze. Po zakończeniu modlitwy ludzie siadają, częstują się, rozmawiają, ale cały czas zostają zwróceni w kierunku katafalku, który jest znakiem obecności zmarłego. A zmarli, jak wierzą Boliwijczycy, rzeczywiście zstępują na ziemię z miejsc, gdzie przebywają. Przychodzą do swoich domów w południe 1 listopada i aż do południa 2 listopada pozostają ze swoimi bliskimi. Po południu w dzień zaduszny likwiduje się stół z potrawami dla zmarłego. To czego nie zdążył zjeść, zabierają ze sobą najgorliwsi pątnicy. Niektórzy już od rana przychodzą, modlą się, zaznaczając, że za modlitwę zabiorą sobie tę czy inną potrawę. Niektóre, bardziej wykwintne wiktuały podlegają swoistej licytacji. Kto zaoferuje więcej modlitwy, najlepiej śpiewanej, będzie miał pierwszeństwo do tortu albo do pieczonej kaczki albo do prosięcia, co trzyma w zębach kolbę kukurydzy. Cześć jedzenia zanosi się też na cmentarz.

Obeszliśmy 6 domów, gdzie się pomodliliśmy uczciwie. Zebraliśmy ładne porcje ciastek, wypiliśmy trochę wina, które pobudza pobożność, ale odbiera siły. Podziwiałem głęboki zmysł bliskości ze zmarłymi, bezpośrednią wiarę w obcowanie świętych i szczodrość, jaka ludzie maja dla zmarłych. Choć pewnie ta wielkoduszność czasem podszyta jest też lękiem. Jedna pani zamawiając mszę za zmarłych poprosiła o paragon, pokwitowanie z imionami tych, za których poleciła modlitwę. Mówi, że tę karteczkę też położy na stole dla zmarłych, żeby widzieli, że się za nich modli, że zapłaciła za mszę i żeby nie robili jej na złość. Istnieje właśnie taki lęk, że zmarli mogą wyrządzić krzywdę. 

W tym dniu zmarłemu niczego nie może zabraknąc: ani jedzenia i picia, ani modlitwy i towarzystwa bliskich.

 

Przegląd głównych potraw z Cochabamby.

Więcej zdjęć znajdziesz na facebook: Parroquia San Pio X - Cochabamba.

nd pn wt śr cz pt sb

29

30

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

13

14

15

16

17

18

19

20

21

22

23

24

25

26

27

28

29

30

31

1

2

3

4

5

6

7

8

9

Dzisiaj: 18.10.2019