« Czy szatan kiepsko płaci? Życie kontemplacyjne. »

100 kroków i co dalej?

09.03.2017

Omówienie dalszego działania po 100 krokach opisanych w drugim poście dotyczącym modlitwy programem komputerowym.

Owoce modlitwy programem komputerowym są. Dla wtajemniczonych (kto nie rozumie to mu nie będę tłumaczył): najpierw były mikroampery, potem miliampery a teraz to już jest kilkanaście miliamperów. Zatem jest wzrost odporności ponad dziesięć tysięcy razy. Czyli jest nieźle. I to w przeciągu 10 lat. Zatem łaska rośnie zgodnie z przewidywaniami (jeśli ją mierzyć miliamperami :), ale wielu się zgadza na to, że są one manifestacją działającego Boga lub szatana). Pytanie, czy na wybawianiu dusz z czyśćca można poprzestać? Otóż okazuje się, że nie, można zrobić znacznie więcej. Można wybawiać dusze od piekła. W jaki sposób? Ofiarowując Koronkę do Bożego Miłosierdzia za umierających, w chwili ich śmierci, będących zagrożonych wiecznym potępieniem. Można się modlić do Ducha Świętego za tych, którzy kiedykolwiek umarli, za tych, którzy kiedykolwiek umrą i za tych, którzy teraz umierają i prosić Boga, aby przyjął te Koronki za tych, którzy potrzebują łaski nawrócenia w chwili śmierci. Modlitwa do Ducha Świętego przekracza czas i działa zarówno wstecz w czasie jak i w przód w czasie. Z punktu widzenia umierającego to wygląda to tak, że otrzymuje łaskę uprzedzającą w chwili śmierci, którą dopiero za jakiś czas wymodli mu dana osoba. Coś na podobieństwo ustrzeżenia Maryi od grzechu pierworodnego. Maryja też została uchroniona od grzechu pierworodnego mocą zasług Chrystusa, którego jeszcze nawet nie urodziła. A wszystko za sprawą Ducha Świętego.

 

Zatem trzeba się modlić do Ducha Świętego, aby swoją modlitwą objąć tych, którzy już umarli, np. jaskiniowców, czy jeszcze dalej, np. homo habilis, który wyrabiał już pierwsze narzędzia, a jak wiadomo zwierzęta narzędzi nie wyrabiają. Czyli robimy to do czego wzywała Najświętsza Maryja Panna w Fatimie i w wielu innych objawieniach oraz to na czym Jezusowi bardzo zależy, a co objawił św. Faustynie w ,,Dzienniczku". To co robię obecnie to ofiarowuję całe ,,pętle" Koronek za umierających i mam wrażenie, że jestem bardzo wysłuchiwany, co się przejawia we wzroście odporności mimo upływającego wieku (powinno być na odwrót). A taka odporność bardzo się przydaje państwu. Zatem jestem pożyteczny dla Polski. Co cieszy. Jednak jak teoria duchowości uczy, to co jest istotne w modlitwie to osobowa relacja między mną a Bogiem, czyli kresem programu komputerowego będzie to w jaki sposób Bóg wysłuchuje pętli FOR, która to liczba wysłuchań niewiele zależy od danej liczby w pętli za to bardzo od mojej relacji z Bogiem i liczby wybawionych dusz od piekła. Zatem, żeby coraz skuteczniej wybawiać dusze od piekła trzeba zacząć budować relację miłości z Bogiem, która to relacja ma być nawet ponad pragnieniem wybawiania dusz z piekła, co się Bogu bardzo podoba, a ma być budowana ze względu na Boga samego. Ma być relacją miłości bezinteresownej, miłości oblubieńczej, miłości dla Boga samego a nie miłości ze względu na ilość wybawianych dusz czy bicie rekordów odporności. Co nie oznacza, że nie wolno nam się modlić o wybawianie dusz od piekła. Trzeba nawet, a wiadomo, że Bóg takich modlitw zawsze wysłuchuje, ale miłosna relacja z Bogiem ma być ponad nasze prośby i oczekiwania od Boga tego co może On dać. Jak budować taką relację? Cóż, trzeba będzie może wprząc ćwiczenia duchowe św. Ignacego, może codzienny rachunek sumienia, idealnie by było mieć kierownika duchowego jako stałego spowiednika, ale w mojej sytuacji nie ma co na to liczyć, może lectio divina, może Różaniec albo Liturgia Godzin, może lektura duchowa, może codzienna Msza Święta. Mam dużo wolnego czasu więc można spróbować wielu rzeczy. A do tego odmawiać swoje ,,pętelki" Koronek. Zatem możliwości jest wiele, aby budować relację miłości z Bogiem i bliźnim, a przy tym wypełniać zwykłe codzienne obowiązki. Budowaniu relacji z Bogiem nie ma końca, choć niedościgłym wzorem jest Maryja nasza Matka. Kapłani i osoby konsekrowane mogą pójść tą drogą, gdyż mają wszelkie możliwości, aby budować święte życie z Bogiem i bliźnim.

 

Po studiach zaczynałem od zera, od odporności zwykłego człowieka. Oczywiście nie jest to miernik świętości, bo ktoś może mieć mniejszą odporność a być świętszym, niemniej jest to łaska, która w dzisiejszym świecie jest cenna w służbach państwowych i może służyć do rozbijania struktur zła w świecie, gdyż teraz takimi metodami prowadzi się walkę. Źli też takimi metodami prowadzą walkę z Dobrymi, więc jest to środek godziwy do szerzenia dobra. Kościół idąc tą drogą nie tylko nic by nie stracił, ale zyskałby znaczną pozycję, a kto wie czy nie zniszczyłby całe instytucjonalne zło w świecie oraz zwalczyłby innowierców jak muzułmanów czy hinduistów poprzez ich kompletną marginalizację. Moim zdaniem jeśli wszystkie państwa zgadzają się na tego typu metody walki o pozycję międzynarodową to jest to metoda godziwa i może pomóc, oprócz modlitwy, ofiary z życia, postu czy jałmużny do wyjścia Kościoła z zapaści instytucjonalnej i doktrynalnej. Różnica w wybawianiu dusz z czyśćca od wybawiania dusz od piekła jest, używając terminologii sportowej, taka jak różnica między polską trzecią ligą  a europejską ligą mistrzów - jest ogromna. Wybawiając dusze od piekła kładziemy na szali wagi całe nasze życie a nie tylko doraźne cierpienie i czasowy stan łaski uświęcającej jak w przypadku wybawiania dusz z czyśćca.

I jeszcze jedna uwaga. Gdybyśmy od razu wymodlili wybawienie dla 10 000 000 dusz z czyśćca to Bóg mógłby nam jako zadośćuczynienie za grzechy dusz czyśćcowych zabrać np. wzrok lub słuch lub zdrowie. Żeby takiej sytuacji uniknąć to trzeba np. pościć o chlebie i wodzie w środy i w piątki oraz codziennie odmawiać 3 części różańca np. przez 5 lat (czyli robić przez 5 lat to co zalecała Matka Boska w Medjugorje - to naprawdę działa, mimo, iż objawienia nie są uznane (jeszcze ?) przez Kościół) albo przyjmować komunię świętą wynagradzającą, jeśli to możliwe to nawet w tygodniu. Wtedy taką pokutę Bóg przyjmie jako zadośćuczynienie za grzechy dusz. O pokucie należy również pomyśleć, gdy się wybawia dusze od piekła. Wtedy należy się liczyć z atakami piekła. Zakonnicy mają łatwiej, gdyż ślubując czystość, ubóstwo i posłuszeństwo wybierają drogę białego męczeństwa i to męczeństwo jest przyjęte jako zadośćuczynienie za grzechy dusz czyśćcowych. Z księżmi jest podobnie, przyjmując codziennie Eucharystię mogą ją ofiarować w intencji dusz jak również odprawianą mszę świętą o ile nie ma zamówionej intencji (może istnieje możliwość dołączenia intencji prywatnej księdza do zamówionej przez wiernych). W każdym razie zakonnicy i księża mają łatwiej niż świeccy. Czy zatem warto jeśli może to być niebezpieczne? Moim zdaniem warto, choć w moim życiu Bóg wziął wiele, łącznie ze zdrowiem, to jak sobie pomyślę, że wiele dusz dzięki mnie ma lżej i wiele jest ocalonych od piekła to robi się lżej na duszy. Wybawianie dusz od piekła jest szczególnie miłe Bogu, więc cieszę się, że mogę po ludzku mu sprawić radość, choć jest On pełnią szczęścia. Właśnie ze względu na rzeczy ostateczne warto to robić. Nawet gdyby Bóg wziął zdrowie (jak w moim przypadku) to i tak całe cierpienie się przecież skończy, a radość z ocalonych braci będzie wieczna.

P.S. Współczynnik inteligencji skoczył mi ze 115 na 160 (robiłem testy). Tak więc oprócz miliamperów może zdarzyć się i tak, że za jakiś czas będę mógł być naukowcem. Albo jeszcze lepiej: dokąd zmierza przemiana mojego ciała? Kresem przemiany jest ciało zmartwychwstałe (ale nie uwielbione, takie jakie miał Chrystus po zmartwychwstaniu a nie takie jak na Górze Tabor), ale aby na nie zasłużyć to trzeba zrobić coś ekstra (może wybłagać u Boga łaskę nawrócenia dla wszystkich grzeszników zagrożonych wiecznym potępieniem). I drugie pytanie podobne: a co z duszą? Jak blisko będę mógł być Boga? Teoretycznie bliżej niż Maryja nie będę, ale mogę być bardzo blisko Niej. Jak blisko? To zależy od Boga jakiej łaski mi udzieli. Piszę to po to, aby każdy, który idzie drogą zaproponowaną przeze mnie, wiedział co się będzie z nim/nią dziać, gdyż istotą tej drogi jest to, że każdy może taki być, jeśli tylko zechce.

Założenie jest takie, że dusze wybawione z czyśćca i od piekła mają dług miłości wobec mnie i wymadlają mi stosowne łaski, a Bóg odpowiada na ich prośby. Jeśli jest ich wiele to łaska powinna być znaczna. I to się dzieje. Oczywiście wybawianie dusz z czyśćca i od piekła nie było powodowane wyrachowaniem tylko miłością i to trzeba mieć przede wszystkim na względzie, ale słusznie przypuszczałem, że wybawione dusze się odwdzięczą. I tak jest w rzeczywistości. Trzeba traktować dusze jak przyjaciół, którym się pomaga i prosi o pomoc, żeby być bliżej Boga i walczyć z piekłem. Piekło działa, opętani na razie daleko przewyższają zwykłych ludzi swoimi umiejętnościami. Więc dobrze, niech będzie konkurencja. Niech pszenica rośnie wraz z kąkolem, piekło wie, że pszenica przewyższa kąkol, tak, że w końcu piekło przegra. Chciałbym pożyć jeszcze ze 30 lat przynajmniej aby zobaczyć jak łaska pracuje we mnie. Ale numer; niewiele rzeczy w życiu mi się udało, ale to mi się udało najbardziej. Prawdę mówią ci, że Bóg jest absolutnie nieprzewidywalny. Ciekawie jest żyć razem z Bogiem.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Jeżeli masz dość wpisywania tych literek lub załóż konto w portalu

© Copyright 2010; O rzeczach duchowych. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Skórka: Wieczność czeka | Korzystając z serwisów wiara.pl akceptujesz warunki regulaminu.
Znalazłeś treści naruszające regulamin? Powiadom nas!

 

| załóż konto i pisz bloga

zgłoś błąd