« Ekipa przeprowadzkowa Błoto wciąga »

Baza

17.05.2017

Nie wiem jak Państwo ale ja uważam, że każde dziecko powinno chociaż raz w swoim życiu brać udział w budowie BAZY. Najfajniej, gdy nie robi tego samo.  Na wybór miejsca na założenie BAZY ma wpływ kilka czynników. Najbardziej nadają się do tego miejsca, na które zwracają uwagę rodzice. I tak jak w Ronji, rozbójniczka chodziła po brzegu urwiska, bo ojciec kazał jej uważać na urwiska. Bo jaki jest sens uważać na urwiska na środku równiny?

Za naszym płotem znajduje się owiane złą sławą miejsce. Zarośnięte krzakami, i małymi drzewami, zasłane różnego rodzaju gruzem. Ze stertą cegieł i stosem spróchniałych desek. Wszędzie pełno zardzewiałych gwoździ, potrzaskanych kafelek oraz innych ostrych krawędzi.

Gdzieś w tej mrocznej przestrzeni czai się też legenda o niezabezpieczonej studni lub piwnicy.

Więc jeśli posyłacie Państwo posłusznego ośmiolatka, aby się pobawił na podwórku, ale uważał na siebie, to gdzież bardziej ta uwaga może być aż tak potrzebna i wyostrzona?

Już w zeszłym roku miejsce to zostało zeksplorowane przez małych zdobywców. Na początku wchodzili tam nie dotykając zasłanej gruzem ziemi, wspinając się i przeskakując z pnia na pień kępy zarośli. Całe życie towarzyskie prowadzone było powyżej ziemi, z dala od kujących pokrzyw i szczypiących mrówek.

W tym roku na podbój uroczyska wyruszono wczesną wiosną, dlatego wszelkie złowrogie rośliny uległy depczącym ich sandałkom i gumowcom. Pousuwano większość groźnych przedmiotów a sterczące w różnych kierunkach belki zostały upiłowane. (Wilczątko podkradało mi piłę przez 2 tygodnie).

W zeszłym tygodniu zostałem oficjalnie poproszony o udział w przygotowaniach do otwarcia RESTAURACJI. Bo takie jest aktualnie przeznaczenie tej BAZY. Przyszedłem uzbrojony w słusznych rozmiarów piłę kabłąkową i od razu wskazano mi dwie grube ale przegnite belki do przecięcia. Moim bezpośrednim przełożonym było Wilczątko i ono też mocno angażowało się w przepiłowanie belek. Ale to Matylda była mózgiem całej operacji. To ona decydowała o umieszczeniu przepiłowanych elementów i ogólnym wystroju lokalu. Korzystając z obecności głównego architekta wypytałem o rozmieszczenie i przeznaczenie poszczególnych pomieszczeń. Wskazano mi salę jadalną, kuchnię i szatnię. Zapytałem dlaczego w kuchni nie ma pieca. Posłałem Wilczątko do domu po zachomikowaną przeze mnie starą kratkę z piekarnika. Od razu zabrano się do budowy pieca kuchennego. Dzieciaki dzielnie przynosiły cegły. Im mniejsze dziecko, tym większy taszczyło kawałek. Najlepsze cegłówki przyniósł Leoś. 

Zrobiłem sobie fajrant zaraz po tym jak piec został ukończony. Wtedy jako inspektor Sanepidu została zaproszona Wilczyca. Dzieci chciały wypróbować nowy sprzęt kuchenny i wyprosiły sobie pozwolenie na spalenie w nim kilku papierów. Wilczyca dozorowała proces ale w nim nie brała udziału. Małym kucharzom nie za bardzo szło rozpalanie w nowym piecu. ( w starym wiadomo kto pali). W pewnym momencie, na komendę Matyldy gruchnęły na kolana i dalejże prosić Anioła Stróża aby się rozpaliło. 

Jednak Anioł uznał, że może lepiej aby ogień płonął w ich sercach i wyobraźni, bo tlące się papiery zgasły.

...

Prace posuwają się szybko i o ile nagle nie zmieni się pomysł, w naszej zapłotowej restauracji będą się odbywały huczne bale i rauty.

Zapraszamy!

 

Wpis w kategorii: Wilczątko

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Jeżeli masz dość wpisywania tych literek lub załóż konto w portalu

© Copyright 2010; Homo homini lupus est. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Skórka: Zmierzch nad jeziorem | Korzystając z serwisów wiara.pl akceptujesz warunki regulaminu.
Znalazłeś treści naruszające regulamin? Powiadom nas!

 

| załóż konto i pisz bloga

zgłoś błąd