Historia powołania

dodane 12:26

Zastanawialiście się kiedy chrześcijanin staje się tym prawdziwym, praktykującym, tym który woli przebywać z Bogiem niż siedzieć w sieci, na Facebooku, czy Instagramie? W poznaniu tej granicy pomiędzy wygodnym siedzeniem na kanapie a wypłynięciu na głębie może pomóc nam nos. Nasze nosy mogą nam pomóc w poznaniu jak daleko zaszliśmy w naszej wierze. A chcę Wam to pokazać na podstawie historii mojego powołania.

Uczęszczając do podstawówki zdarzało mi się kilka razy zajrzeć do kościoła, najczęściej jednak przed komunią i kilka dni po niej. Ale to co ciekawe, że wtedy fascynował mnie zapach – każdy kościół oprócz tego, że wydawał mi się wielki to miał swój zapach, zapach, którego nigdzie indziej nie można było spotkać, nie ważne czy wielka bazylika czy mała kapliczka.

Jednak w drugiej klasie gimnazjum ten zapach przestał działać, mój nos stał się na niego nieczuły. Podczas wakacji moja mama miała problemy zdrowotne i na kilka dni musiała iść do szpitala. A ja… trafiłem pod opiekę babci. Przyszła niedziela więc i wyjście na Mszę Świętą. Nie pomogły błagania, musiałem iść. Naprzeciwko mojego kościoła leży sklep, duży sklep, który akurat miał festyn, a bawili się tak, że wszystko było słychać podczas Mszy, do tego mikrofony z kościoła zbierały dźwięki z tego festynu… Jednak coś w tej Mszy mnie zainteresowało. Może to, co robi kapłan, może to, co robią ministranci, nie wiem… Ale zacząłem bywać tam co niedziela, cieszyłem się, że mogłem dać na tacę, czy aktywnie uczestniczyć w kazaniu. Wtedy też czułem jeszcze ten zapach, specyficzny zapach kościoła.

Przyszedł październik i różaniec, uczestniczyłem codziennie, nawet w soboty i niedziele kiedy ksiądz nie rozdawał karteczek. Różaniec dobiegał końca a ja nie chciałem dłużej siedzieć w ławce, postanowiłem, że podejdę do mojego katechety i zapytam czy mogę poprowadzić jedną dziesiątkę. I tak przez tydzień mogłem prowadzić różaniec… A i nawet rozważania czytałem… No znaczy starałem się czytać… bo wychodziło mi to okropnie, składanie liter, dukanie, ciekawe czy ktoś rozumiał to co czytałem. Różaniec się skończył a ja zostałem, przychodziłem codziennie na wieczorne Msze. Tam czytałem czytania. Moje czytanie wcale nie było lepsze, było okropne. Ale nigdy, nigdy, żaden ksiądz nie zwrócił mi uwagi, żaden nie zabronił mi czytać. Co więcej  zachęcali bym nadal przychodził. Potem zostałem ministrantem…

Dopiero po roku zacząłem wzrastać w wierze, przeżyłem prawdziwą spowiedź. Powiedziałem wtedy na niej wszystko, a nie tak jak zazwyczaj tylko część. Pojawiła się też modlitwa, rano i wieczorem. Potrafiłem odmówić cały różaniec (chłopak, 3 klasa gimnazjum), nawet zrobiłem sobie w domu ołtarzyk. Zacząłem przeżywać też Mszę Świętą, wiele razy płakałem podczas przeistoczenia czy przyjmowania komunii.

Wtedy właśnie przestałem czuć ten zapach, zapach kościoła. Ale nie przez to, że wywietrzyli kościół, tylko przez to, że nim przesiąkłem. Zawsze wchodząc do kościoła przerażała mnie jego wielkość i zapach, teraz nawet w Licheniu nie czuję tego specyficznego zapachu i nie odczuwam tej wielkości.

Oczywiście przebywając długo w kościele można przesiąknąć nim, jednak brak odczuwania wielkości tego kościoła ukazuje, że przeniknęła nim także dusza… Można siedzieć godzinami, jednak czasem można doświadczyć Boga w ciągu sekundy, można doświadczyć Go przez czynność, znak, niespodziewanie. Tego jest bardzo dużo, a to wszystko zabiera strach przed wielkością kościoła, pozwala swobodnie się w nim poruszać, aby spełniać swoje misje.

Dziękuję Ci Panie, że już nie czuję zapachu tego kościoła, że nie odczuwam jego wielkości. Wiem, że to skutkuje też bliskością z Tobą. Będę walczył, aby być jak najbliżej Ciebie.

nd pn wt śr cz pt sb

28

29

30

31

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

13

14

15

16

17

18

19

20

21

22

23

24

25

26

27

28

29

30

31

1

2

3

4

5

6

7

Dzisiaj: 18.08.2019