Refleksje
Schizmatycy
dodane 2026-08-06 02:10
Schizma jaka dokonała się w Kościele w związku z konsekracją bez mandatu papieskiego biskupów w Bractwie Kapłańskim Świętego Piusa X stała się faktem i nie należy z tym dyskutować.
Można jedynie modlić się o jedność Kościoła i o powrót na jego łono zbłąkanych owieczek.
Niemniej jednak chcę podzielić się swoją refleksją w związku z w/w aktem schizmatyckim, ponieważ we mnie wzbudził on duży zamęt i chaos. Przede wszystkim pojawiło się pytanie: Jak to w ogóle mogło się stać, że tak gorliwa grupa chrześcijan – katolików odłączyła się od oficjalnych struktur Kościoła i zaciągnęła karę ekskomuniki? I co należy zatem czynić, aby uniknąć podobnych błędów?
Najpierw chcę zauważyć, że Bractwo zachowało naprawdę piękną liturgię. Drugim ich atutem jest klasyczne wykształcenie (język łaciński), i jakość kształcenia księży, którzy w publicznych wystąpieniach brylują erudycją, poziomem wiedzy z różnych dziedzin teologii (dogmatycznej, moralnej, prawa kanonicznego), mówią pięknym językiem, i naprawdę są świetnie wykształceni. Budzi także podziw ich przywiązanie do Tradycji. Mają zatem wiele talentów i charyzmatów, którymi mogliby służyć Kościołowi. Czego zatem zabrakło?
Paradoksalnie zabrakło … wiary w Kościół1. Co to bowiem oznacza wierzyć w jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół? Bo przecież wiara w Kościół wymaga znacznie więcej, niż tylko dostrzegania w nim zarówno łaski jak i grzechu, dobra i zła - taką perspektywę mają także ateiści, którzy często wskazują naszą niedoskonałość, zgorszenie sposobem życia katolików, a niekiedy i oni potrafią także dostrzec dobre czyny ludzi Kościoła. Wiara w Kościół wymaga uznania władzy Chrystusa jako Jego niewidzialnej Głowy, uznania Jego panowania w Kościele, który On sam ustanowił i w którym wciąż - mimo różnych ludzkich słabości jego członków - objawia swą zbawczą moc. Wierzyć w panowanie Chrystusa w Kościele to także uznać, że to On sam przekazał władzę najpierw Piotrowi, a następnie Jego następcom. Pięknie o tym pisze św. John Henry Newman, kardynał, który przeszedł drogę odwrotną od kapłanów z Bractwa, ponieważ jako duchowny anglikański pozostawał w schizmie, ale na skutek duchowych poszukiwań, dokonał konwersji na katolicyzm w dojrzałym wieku (mając 44 lata). Pisząc o Jezusie Królu Wiecznym dostrzega: „Opuszczał świat, zostawił po sobie swą władzę, rozdzielając ją między swoich wyznawców. Jedną cząstkę władzy dał jednemu, inną drugiemu. Pełnię swej władzy dał świętemu Piotrowi i jego następcom, którzy dzięki temu są jego namiestnikami i przedstawicielami - tak jak Ojciec posłał Syna, Syn posłał św. Piotra. Ale nie tylko św. Piotr i inni Apostołowie, lecz wszyscy biskupi i prałaci kościoła świętego, wszyscy pasterze dusz, wszyscy chrześcijańscy królowie mają władzę od Niego i wobec nas zajmują Jego miejsce”. Powierzając ich Bogu w gorącej modlitwie konkluduje: „(…) w szczególności zostawiłeś św. Piotra i jego następców, biskupów rzymskich, aby (...) jako Twoi zastępcy kierowali i rządzili nami od wieku do wieku aż do końca świata - przez wiele lat zsyłałeś bolesne próby na świętą stolicę rzymską. Wierzymy i wyznajemy, Panie bez żadnego wahania, że obiecałeś nieprzerwane trwanie Twojemu Kościołowi, dopóki świat będzie trwał - i wyznajemy przed Tobą, że nie mamy żadnych wątpliwości ani trudności, nie mamy nawet cienia nieufności co do trwałości i duchowej siły czy do Twego Kościoła czy to jego rządców. Nie wiemy nawet, co jest najlepsze dla Twojego Kościoła i dla wiary katolickiej, dla papieża czy dla biskupów na całym świecie w naszej epoce. Wynik wszystkich dążeń zostawiamy całkowicie Tobie i to bez żadnego niepokoju, bo wiemy, że wszystko musi obrócić się na dobro Twojej odkupionej własności, choćby poprzez pewien czas, wydawało się, że wszystko jest zagrożone (moje podkreślenia). Błagamy tylko Ciebie usilnie, abyś raczył dać Twemu słudze i przedstawicielowi, papieżowi prawdziwą mądrość i odwagę, i męstwo, i pociechę Twojej łaski w tym życiu, a pełną chwały nieśmiertelną koronę w życiu przyszłym.”
Zatrzymajmy się na chwilę nad tym tekstem. Po pierwsze Newman żyje w czasach przedsoborowych i przedstawia kondycję Kościoła nie jako idealnego, ale Kościoła, w którym istnieją różnorodne zagrożenia. Mówi także o próbach jakich doświadcza stolica apostolska. Mimo trudności gorąco wierzy, że to Pan Jezus kieruje swoim Kościołem, że to jest Jego własność, którą On odkupił i nad którą nadal czuwa i ją prowadzi. Jego wyznanie wiary w Kościół, a także władzę papieża i biskupów jest pełne ufności. Swoją modlitwą Newman obejmuje także grzeszników – są nimi ochrzczeni, za których kieruje następującą prośbę do Boga: „(…) wejrzyj na mnóstwo tych, którzy niegdyś byli Twoi i odeszli od Ciebie. O, jak krótko przechowują oni w sercach Twą łaskę, jak szybko odpadają od Ciebie, z jaką trudnością powracają (…)” . Błaga Pana o uwolnienie wszystkich od siedmiu grzechów głównych (śmiertelnych) i nawrócenie grzeszników. I to także jest obraz Kościoła przedsoborowego. Nie jest zatem tak, że źródłem zła w Kościele jest jakieś wydarzenie np. Sobór. Grzech rodzi się w sercu człowieka i dotyczy ludzi wszystkich epok, także członków Kościoła, niezależnie, czy żyli oni w XIX, czy XX wieku. Dotyczy także ludzi epoki dzisiejszej. Natomiast lekarstwem na grzech jest łaska Chrystusa i nawrócenie. „O Boże mój – woła Newman w swoich modlitwach – ocal nas wszystkich, uratuj, dotknij serc, nawróć wszystkich grzeszników!”.
Czego jeszcze zabrakło? Zabrakło pokory. W modlitwie arcykapłańskiej Chrystus, modli się o jedność całego Kościoła, „aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał” (J 17, 21). To jest największe pragnienie serca Jezusa! Jedność w rodzinie, jedność we wspólnocie, jedność Kościoła! Newman stwierdza „jest mądrą i łaskawą wolą Boga, aby Jego wyznawcy nie kroczyli swymi własnymi drogami, tworząc wiele różnych wspólnot, ale by wszyscy byli jednością". I dalej tłumaczy: "Takie było znaczenie Jego szaty w dniu ukrzyżowania, która „nie była szyta, ale cała tkana od góry do dołu” (J 19,23). I dlatego żołnierzom nie wolno było łamać Jego świętych członków, albowiem „tak jak w żydowskim jagnięciu paschalnym” żadna kość nie miała być w Nim złamana”. Modląc się, aby Bóg uleczył „mnogie rany podziałów”, jednocześnie wskazuje „pychę człowieczą i podstępność szatana”, które są źródłem tych podziałów. Uznaje Ojca Świętego jako namiestnika Chrystusa, a stolicę św. Piotra jako „fundament, ośrodek i narzędzie jedności”. Prosi Boga o otwarcie serc wszystkich na tę prawdę, aby „tak, jak jest tylko jedna społeczność w niebie, była również tylko jedna wspólnota wyznająca i sławiąca Twoje święte imię tu, na ziemi”. Do argumentu szaty Chrystusa odwołał się także papież Leon XIV ostrzegając przełożonego Bractwa św. Piusa X na dwa dni przed dokonaniem schizmatyckiego aktu, że „rozdzieranie całej tkanej bez szwów Tuniki Chrystusa jest grzechem niezwykle ciężkim”. Jednocześnie papież zapewnił modlitwę i prosił Pana o „oświecenie sumień i obudzenie serc”.
Kolejnym punktem, który wydaje mi się ważny to miłość do Kościoła. Tu odwołam się do doświadczeń innego świętego mianowicie Ojca Pio. Ponoć na stwierdzenie przedstawiciela Świętego Oficjum, że „Kościół nie potrzebuje takich jak on”, miał z pokorą odpowiedzieć: „Ale ja potrzebuje Kościoła”! Nawet w obliczu różnorodnych zakazów, niesprawiedliwych sądów itp., traktował Kościół jako swoją Matkę i nie pozwalał swoim córkom i synom duchowym przeciwstawiać się decyzjom władz kościelnych, ani interweniować u przełożonych w swojej sprawie. „Po miłości do Pana naszego Jezusa Chrystusa – pisał w swoich listach - zalecam ci taką samą miłość do Kościoła, który jest Jego Oblubienicą”. Wskazywał potrzebę modlitwy za pasterzy Kościoła i dziękczynienie za fakt, że jako dzieci Kościoła możemy iść tą „szczęśliwą drogą”. Przenigdy nie nawoływał do rozłamu, i bardzo upominał wszystkich krytykujących Kościół.
Podobną postawę prezentował Sługa Boży ojciec Dolindo Ruotolo, któremu w różnych okresach życia kapłańskiego (w sumie przez około 20 lat) zabroniono spowiadać i odprawiać Mszę św. Zarzucano mu „głoszenie nowości w Kościele” i „udawanie świętości”, a On podporządkowując się wszystkim decyzjom przełożonych, modlił się za swoich ciemiężycieli. Znosząc cierpliwie wszelkie upokorzenia sam stał się ofiarą całopalną w służbie Kościołowi, który kochał aż po heroizm.
Jaka jest zatem odpowiedź na kryzys Kościoła? Czy będzie nią tworzenie jakiegoś innego, nowego Kościoła? To pytanie zadał w swym Liście „O przyczynach kryzysu Kościoła” Ojciec Święty Benedykt XVI. W odpowiedzi na problemy wewnątrz Kościoła zadaje pytanie: „Co należy zrobić? Może powinniśmy stworzyć drugi Kościół, by wszystko zaczęło działać? Cóż, już podjęto taki eksperyment i zakończył się on niepowodzeniem. Jedynie posłuszeństwo i miłość do naszego Pana, Jezusa Chrystusa, może wskazać właściwą drogę”. A więc nie opuszczanie struktur Kościoła, nie tworzenie drugiego Kościoła, a posłuszeństwo Jezusowi i osobiste zaangażowanie w miłość.
Czego uczy nas zatem ta schizma? Oprócz tego, że napełnia nas bólem z powodu rany zadanej Kościołowi?
Myślę, że uczy przede wszystkim, że sama gorliwość, ani nawet ugruntowana wiedza teologiczna, chociaż ważne, nie wystarczą, by pozostać w autentycznej służbie Kościoła. Nade wszystko potrzebna jest głęboka wiara w Kościół, zaufanie do Pana Boga, że On nadal trzyma ster i pewną Ręką prowadzi łódź Kościoła przez wszystkie burze i sztormy do portu zbawienia. Pokora i posłuszeństwo wobec Pasterzy Kościoła, a w szczególności do Ojca Świętego, autentyczna miłość do Boga i Jego Kościoła, która polega na uznaniu swojej grzeszności i dążeniu do nawrócenia, a nie szukaniu winnych poza sobą. Przypomina mi się tutaj ironiczna piosenka Jacka Kaczmarskiego zatytułowana: "Źródło wszelkiego zła", w której autor przywołuje różne grupy społeczne w tym: Żydów, masonów, protestantów, katolików, muzułmanów winiąc ich za całą ciemność świata. Niektórzy chcieliby do tej listy dodać także Sobór i papieża. Ale my dobrze wiemy, że nie można w taki sposób upraszczać złożonych problemów świata, czy Kościoła. Walkę ze złem w Kościele trzeba zacząć od swojego serca. To tu w drodze duchowej walki musi dokonać się nasza przemiana. Trzeba przylgnąć do serca Jezusa i wsłuchać się w Jego modlitwę o jedność Kościoła, a za wzór w tej drodze niech posłuży nam przykład świętych, którzy pomimo prześladowań, także ze strony Kościoła instytucjonalnego, wśród niezrozumienia przełożonych – właśnie w Kościele osiągnęli świętość.
Natomiast kiedy to my zranieni grzechem w Kościele, staniemy wobec pokusy myślenia, że Kościół "nas odrzuca" lub "nie potrzebuje", powtórzmy z wiarą za św. Ojcem Pio: "Nawet jeśli Kościół mnie nie potrzebuje, ja potrzebuję Kościoła!" On zawsze pozostanie dla mnie narzędziem mojego zbawienia! I w duchu pokory i posłuszeństwa przyjmijmy nieraz wymagające pasterskie napomnienia! Bez pokory bowiem- jak zanotowała św. Faustyna - nie możemy się podobać Bogu. (por. Dz. 270).
1 Zdaję sobie sprawę z różnicy między schizmą a herezją i oczywiście wiem, że nadal z lefebrystami wyznajemy to samo Credo, niemniej jednak, błędnym wydaje mi się twierdzenie jakoby Duch święty działał w Kościele do czasu Soboru Watykańskiego II. Znam jedynie Kościół posoborowy i mogę z całą pewnością zaświadczyć, że właśnie w tym Kościele wciąż doświadczam sakramentalnej obecności Jezusa i działania Ducha Świętego. Kościół posoborowy wydał wielu świętych, i chociażby ten fakt powinien być przynagleniem do przyjęcia doktryny Soboru.
Korzystałam z:
John Henry Newman - Rozmyślania i modlitwy, Dwanaście medytacji i próśb na Wielki Piątek, wyd. Pax, Warszawa 1985, str. 254-260
Ojciec Pio z Pietrelciny - Wybrane myśli O.Pio na każdy dzień, G.F. Majka OFMCap, wyd. M, Kraków, 2005, str.29
Joanna Bątkiewicz - Brożek, Jezu Ty się tym zajmij! o. Dolino Ruotolo Życie i cuda, wyd Esprit, Kraków 2017, str. 26-27
Benedykt XVI List o przyczynach kryzysu Kościoła, wyd AA, Kraków, str.31
Strona internetowa:
https://www.vaticannews.va/pl/papiez/news/2026-06/ostatni-apel-papieza-do-lefebrystow-nie-rozdzierajcie-tuniki-ch.html
Film: II część biograficznego filmu pt.: Ojciec Pio w reżyserii Carlo Carlei (2000), https://www.youtube.com/watch?v=2dRvprqFGoQ