Archiwum dla kategorii '"myśli nieuczesane"'

Dobrodziejstwo upokorzenia

Co z sytuacją, kiedy zamknięcie jest duże, kiedy osiągamy szczyty – jak dziś mówi Jezus – zakłamania, zagubienia, zatrzymując się tylko na słowach: Panie, Panie!, a nie spełniając Jego woli, to znaczy nie przyjmując Jego miłości, nie pozwalając się jej przekształcać? Co wtedy, kiedy osiągamy takie szczyty? Nieraz w mowie potocznej, gdy ktoś nas zdenerwuje czy wzburzy, mówimy, że to już jest szczyt wszystkiego. To, co zrobiłeś, powiedziałeś, to szczyt wszystkiego, chyba więcej nie da się osiągnąć zakłamania, obłudy, plotek, nerwów czy czegokolwiek innego. Co w takich chwilach? Prorok Izajasz mówi: On poniżył przebywających na szczytach – szczytach zamknięcia, bezczelności, obłudy. Upokorzył miasto niedostępne – upokorzył niedostępne serce – upokorzył je aż do ziemi, sprawił, że w proch runęło. Podepcą je nogi, nogi biednych i stopy ubogich.

Pan ma sposób na to, żeby wszystko, co jest w nas niedostępne, upokorzyć. Chwała Mu za to, że nas upokarza różnymi doświadczeniami, szczególnie tymi, których nie planowaliśmy, w których wyszło, że nie jesteśmy aż tacy święci, jak sobie wyobrażamy, że nie jesteśmy aż tacy porządni, jak porównujemy się z innymi na swoją korzyć. Dobrze, że sprawił, iż w proch runęło to nasze wyobrażenie. Jeśli Pan ma nas dalej kształtować, a widzi to, że zdobywamy szczyty obłudy, stajemy się niedostępni, poddaje nas różnym upokorzeniom, żeby w proch runęło to, co nas pychą napawa.

Prorok Izajasz mówi: Podepcą je nogi, nogi biednych i stopy ubogich. Co to oznacza? Pan czyni z nas biedaków i ubogich mogących stanąć w całej szczerości, nie tylko deklarujących, że jesteśmy biedni i ubodzy, ale doświadczających tego z całą mocą, często z całą goryczą, i odkrywających się przed Panem: Panie, jestem ubogi i biedny. Lepiej się do Ciebie uciekać. Dziękuję Ci, że znowu mnie upokorzyłeś.

Panie, dziękujemy Ci za to, że swoim słowem potwierdzasz miłość i różnymi sposobami próbujesz nas ściągnąć ze szczytów zakłamania, zamknięcia, żeby nasze serca odkryły, że są biedne i ubogie, a bogate stają się tylko w relacji z Tobą. Dziękujemy, że celem tych działań jest dzień, w którym nie tylko indywidualnie, osobiście, ale wraz z innymi siostrami i braćmi, szczególnie z tymi, z którymi nie wyobrażamy sobie, że możemy być w jakiejś zdrowej relacji, będziemy śpiewać: Miasto mamy potężne; On jako środek ocalenia sprawił mury i przedmurze, ukształtował w nas właściwą postawę.

Czyń nas podatnymi na kształtowanie Twoim słowem. Spraw, aby znużenie czy cokolwiek innego się jeszcze w nas pojawi, nie przeszkadzało nam trwać przy słowie, które staje się Ciałem, którym kształtujesz nas i otwierasz na przyjmowanie i przekazywanie Twojej miłości.

Ksiądz Leszek Starczewski

07.12.2011

Pragnienie pustyni

Jeśli nie pragnie się więcej, wtedy otrzymuje się mało. Małe pragnienia - to "małe" rekolekcje. Bóg, który pragnie dla nas zawsze najwięcej, udziela nam tyle, ile sami pragniemy.

(... )

Pustynia uświadamia, iż wiele źródeł napięć i zmęczenia, które uczestnicy wnoszą w rekolekcje z własnej codzienności, w istocie ma źródło w nich samych. To nie codzienność jest zagmatwana, lecz my sami. Pustynia ujawnia wiele napięć, do których osoba nie potrafi często się przyznać przed samym sobą. Na pustyni pozostaje z ciszą, a w ciszy - z samym sobą.

Jest to szczególny dar "rekolekcji na pustyni". Bardzo często nie uświadamiamy sobie, jaką gangrenę dla naszego życia psychicznego i duchowego stanowi hałas. Ma on różne, nieraz bardzo subtelne twarze. Istnieje więc hałas fizyczny, w którym ciągle coś gra, mówi i krzyczy; hałas związany z pracą, w którym ciągle jest "coś do roboty" i nie ma czasu dla siebie, hałas zmysłowy, w którym nękają nas różne namiętności, obrazy z rodzinnego domu, z filmów i gazet, literatury pochłaniające nasz wewnętrzny ład i wolność; hałas w sercu spowodowany moralnym "zapętleniem"...

Istnieje także hałas "religijny", na który narażone są zwłaszcza osoby duchowne i konsekrowane. Mnogie praktyki modlitewne, nabożeństwa, wiele godzin katechezy, przepowiadania słowa Bożego, studiowania teologii - to wszystko także może prowadzić nas w stan wewnętrznego hałasu, w którym nie słyszymy "sacrum". Nie przemawia ono do naszego serca, gdyż nie mamy czasu na duchowe trawienie całej masy religijnych treści.

Doświadczenie pustyni obnaża z hałasu i chaosu, do którego nieraz trudno jest się przyznać przed samym sobą. Pustynia nas konfrontuje. Będąc na początku czymś bardzo trudnym, po pewnym czasie staje się potrzebą serca. Pustynia oczyszcza i porządkuje, ujawnia nie tylko nasze napięcia, ale także nasze najgłębsze potrzeby i pragnienia oraz uczy kontaktu z własnym wnętrzem.

ks. Krzysztof Wons SDS

04.12.2011

Według mojej wiary niech mi się stanie...

A dzisiaj? Co z nami? Czy możemy zwracać się do Jezusa z naszymi biedami? Czy powinniśmy liczyć na uzdrowienie, także to fizyczne? Czy jeśli latami prosimy w jakiejś sprawie i "nic" się nie zmienia, to znaczy, że nasza wiara jest słaba albo Bóg nie chce nam pomóc?

Zauważmy, że odzyskanie wzroku przez dwóch niewidomych okazało się jedynie dodatkowym potwierdzeniem i odsłonięciem ich wiary. Do Lourdes przybywają setki tysięcy chorych, aby oddać swoje cierpienie Bogu. Ale tylko nieliczni zostają uzdrowieni fizycznie. Można w tym widzieć arbitralność i kapryśność Boga, który jednemu daje łaskę, a innemu nie. Z trudem przebija się do naszej świadomości fakt, że w wierze nie chodzi najpierw o to, aby uzyskać coś dla siebie. Często postrzegamy ją niezwykle pragmatycznie. Wiara musi się opłacać i "coś" dawać. Inaczej jest bezsensowna. Życie człowieka wierzącego powinno różnić się do niewierzącego, myślimy sobie po cichu. Jednak wiara to nade wszystko jedyny możliwy na tej ziemi sposób nawiązania kontaktu z Bogiem. Może, paradoksalnie, nasze słabości, choroby i ciemności są tylko dodatkowym bodźcem po temu, by odwrócić uwagę od siebie i zauważyć Boga. Dopiero wtedy zaczynamy zdrowieć na duszy i na ciele.

 

o. Dariusz Piórkowski SJ

04.12.2011

Błogosławione słabości i niedoskonałości

Zatem pierwsze w chrześcijaństwie jest ukochanie i wybranie. Poznanie polega przede wszystkim na relacji. Zbliżenie do Jezusa stopniowo otwiera na światło. W zachodniej wersji chrześcijaństwa niestety wierność doktrynie wysuwa się na czoło, a nie relacja. Czy w naszych czasach nagminną bolączką nie jest sprowadzanie Boga do moralności? Iluż to świętych nie potrafiło nawet czytać i pisać, ale na ziemi byli rękami, nogami, oczami i ustami Chrystusa? Św. Teresa z Lisieux pisała: "im bardziej ktoś jest słabszy, bez pragnień i cnót, tym bardziej podatny jest na działanie tego pochłaniającego i przemieniającego ognia miłości". Cieszyła się więc ze swoich słabości i niedoskonałości, bo wierzyła, że one czynią ją bardziej zależną od Boga. Czy dzisiaj, tak jak i za jej czasów, stale nie przestawiamy tych akcentów? Czy za wszelką cenę nie staramy sami uczynić się lepszymi, żeby się Bogu przypodobać?

 

o. Dariusz Piórkowski SJ

01.12.2011

Co zrobić z poczuciem zmarnowanego czasu?

Dziś w proroctwie Izajasza mamy sytuację, w której Bóg wychodzi do proroka w krytycznym momencie jego posługi. Prorok wyznaje: Próżno się trudziłem, na darmo i na nic zużyłem me siły. Taki moment może dotknąć nie tylko księdza, nie tylko proroka, ale dotyka każdej i każdego z nas, kiedy patrząc na swoje życie, na to, co jest w nim tzw. osiągnięciem, odnajdujemy jedną wielką próżnię – jeden wielki zmarnowany czas, na nic zużyte siły. Ten moment, w świetle słowa, jakie dziś otrzymujemy, jest tą chwilą w naszym życiu, kiedy Bóg, w typowy dla siebie sposób przychodzi do nas, aby na nowo nas zdobyć. Aby po krytycznym wyznaniu: To wszystko jest bez sensu na nowo usłyszeć od nas słowa: Moje prawo jest u Pana i moja nagroda u Boga mego.

Do proroka zniechęconego, a jednocześnie całkowicie przekonanego, że jedyne, co może być jego nagrodą, to Bóg i Jego miłosierdzie, Pan przemawia słowami, które są nową inspiracją: To zbyt mało, iż jesteś Mi Sługą dla podźwignięcia pokoleń Jakuba i sprowadzenia ocalałych z Izraela!

Jak to ktoś zauważył, Bóg spostrzega w nim nowy potencjał i nową siłę. Otwiera przed nim nowe horyzonty i nowe przestrzenie.

Powoływani dziś w Ewangelii: Szymon, brat jego Andrzej, Jan i Jakub, to osoby, które natychmiast zostawiają swoje zajęcia i idą za Jezusem. To nie jest jednorazówka. To prawda, która próbuje dziś do nas dotrzeć z całą nowością. Bóg nieustannie nas powołuje. Historia naszego życia w każdym punkcie, w jakim się znajdujemy, to moment, w którym Bóg, przez swojego Syna, przechodzi niejako obok. Spogląda w centrum naszych przeżyć i do tego centrum się odwołuje, wydobywając z niego nowy potencjał i mówiąc: Pójdź za Mną. Daj się dalej prowadzić. Nie przede Mną, nawet nie obok Mnie, ale za Mną.

Prośmy Pana, aby dar powołania do życia, do świętości i praktycznego przełożenia tych dwóch darów w okolicznościach naszego życia zawodowego, czy społecznego, jawił nam się z całą wyrazistością, jako dar Boga. Żeby żadna chwila naszego życia nie była dla nas okazją do tego, by przestać wierzyć, ale byśmy tym bardziej wyznawali Bogu pragnienie tego, by wierzyć znowu z nową mocą w to, że nas nieustannie powołuje. A jeśli powołuje, to też obdarza. A jeśli obdarza, to też doprowadzi swoje dzieło, powołane do życia, do końca – do Pełni.

 

Ksiądz Leszek Starczewski

01.12.2011

© Copyright 2010; Zamyślenia z rodziną w tle. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Skórka: Przemijanie ma sens | Korzystając z serwisów wiara.pl akceptujesz warunki regulaminu.
Znalazłeś treści naruszające regulamin? Powiadom nas!

 

| załóż konto i pisz bloga

zgłoś błąd