Archiwum dla kategorii 'I Ogólnopolski Kongres Małżeństw'

Moralne wyzwania miłości małżeńskiej

Ostatnią prelekcję I Ogólnopolskiego Kongresu Małżeństw na temat „Moralne wyzwania miłości małżeńskiej” wygłosił ks. Ryszard Różycki, wykładowca teologii moralnej i spowiednictwa w Wyższym Seminarium Duchownym w Pelplinie. Prelegent wskazał, że wyzwania miłości małżeńskiej, o których mowa w tytule jego wystąpienia, to cele i zadania do realizacji. Wyznacza je sama istota małżeństwa.

            Małżeństwo to przymierze mężczyzny i kobiety, zawarte dla ich dobra, a także w celu zrodzenia potomstwa. Budowaniu małżeńskiej wspólnoty służy miłość, wierność i uczciwość, ślubowane na początku wspólnej drogi dwojga ludzi. Pomocą podczas tworzenia tej wspólnoty jest jej sakramentalność i otwartość małżonków na życie Boga wśród nich.

            W adhortacji „Familiaris consortio” (n. 17) bł. Jan Paweł II wskazywał, że małżeństwo i rodzina są posłane, by stawać się coraz bardziej wspólnotą dobra i miłości.

            Żeby jednak wiedzieć, w jaki sposób korzystać z miłości, wierności i uczciwości, by zbudować dobre, szczęśliwe małżeństwo, a co za tym idzie, dobrą, szczęśliwą rodzinę, warto bliżej zagłębić się w to, czym jest budulec, którym człowiek buduje.

            MIŁOŚĆ to wyzwanie, do którego trzeba dążyć, dorastać; to zadanie na całe życie.

Warto pamiętać, że przysięga małżeńska rozpoczyna tę drogę dorastania, a nie ją kończy.

Miłość ma stawać się cnotą – ma być znakiem jedności, uzdalniać do czynienia dobra drugiemu człowiekowi. Miłość wymaga stałego, wytrwałego, konsekwentnego, ale i ofiarnego działania. Prelegent wskazał, że mąż w tym ma znajdować szczęście (poczucie wewnętrzne, pewność wewnętrzną), że żona, dzieci czują się przy nim dobrze, bezpiecznie.

            W encyklice „Humanae vitae” papież Paweł VI wskazał, jakie cechy winna mieć miłość małżeńska:

  1. ma być w pełni ludzka, tj. ma ogarniać ciało i ducha, psychikę. Ma obejmować całego człowieka, w tym też jego świat niewidzialny – życie wewnętrzne: uczucia, emocje, intelekt. Małżonkowie winni otworzyć się na przyjęcie całego człowieka, a więc na jego ciało i życie duchowe. Wymaga to zaangażowania nie tylko uczuć i emocji, ale również rozumu i woli. Miłość w pełni ludzka budowana jest na wzajemnym zaufaniu, przyjaźni, współpracy, poszanowaniu godności drugiej osoby. Wymaga poczucia odpowiedzialności za dobro wspólnoty, którą małżonkowie tworzą. Zakłada jej ciągły rozwój.
  2. pełna -  miłość małżeńska ma być szczególną formą przyjaźni. Współmałżonka kocha się dla niego samego, a nie ze względu na to, co się od niego otrzymuje (nie tylko w kategoriach materialnych, ale psychicznych, emocjonalnych). Miłość, która jest pełna, „nie szuka swego”, tj. człowiek kochający nie patrzy, czy coś z tego będzie miał, ale kocha nawet pomimo braku zrozumienia i zauważenia. Nie ma już granic sprawiedliwych podziałów, umów, wymiany dóbr i usług. Małżonkowie dają z siebie wszystko i daje im to szczęście, gdyż mogą drugiemu sprawić radość, ubogacić go swoją osobą.
  3. wierna i wyłączna – to cecha miłości małżeńskiej „taka, jak ją rozumieli małżonkowie w tym dniu, w którym, wolni i w pełni świadomi, wiązali się węzłem małżeńskim” (Humanae vitae). Małżeństwo to powołanie, w którego istotę wpisana jest jedność i nierozerwalność.
    Wymaga więc od człowieka wierności i wyłączności w miłości. To miłość, która mimo rozmaitych przeciwności jest wierna drugiemu człowiekowi, zawsze, bez względu na okoliczności, aż do śmierci – na podobieństwo miłości Chrystusa do Kościoła. Nie ma w niej przyzwolenia na zdradę, cudzołóstwo, rozwód.
  4. płodna – czyli wolna od manipulacji antykoncepcyjnych. Współżycie małżeńskie ma być zgodne z naturą daną przez Boga. To On sam dał mężczyźnie i kobiecie specjalne uczestnictwo w swoim własnym dziele stwarzania nowych ludzi – pobłogosławił ich płodność. Można powiedzieć nawet, że ze wszystkich ludzkich spraw przekazywanie życia jest dziełem najważniejszym, gdyż w swojej istocie jest współpracą z Bogiem w dziele stworzenia. Nie zawsze jest to łatwe, ale pociąga za sobą wyrzeczenia i ofiary. Mimo to stanowi dla małżonków źródło wielkiej radości. Uczy ich bezinteresowności i poświęcenia, pogłębia wzajemną miłość. Uwalnianie swojej płodności od wszelkich manipulacji antykoncepcyjnych wymaga od małżonków wzrastania we wzajemnej odpowiedzialności.

 

            Prelegent wskazał na słowa bł. Jana Pawła II, który w encyklice „Redemptor hominis” napisał: „Człowiek nie może żyć bez miłości. Człowiek pozostaje dla siebie istotą niezrozumiałą, jego życie jest pozbawione sensu, jeśli nie objawi mu się Miłość, jeśli nie spotka się z Miłością, jeśli jej nie dotknie i nie uczyni w jakiś sposób swoją, jeśli nie znajdzie w niej żywego uczestnictwa” (n. 10). W świetle tego spostrzeżenia trzeba mieć świadomość i kształtować w sobie wewnętrzną potrzebę dorastania, rozwoju, autoformacji w dziedzinie miłości małżeńskiej.

            Słowa przysięgi małżeńskiej kończą się: „tak mi dopomóż Bóg”. Warto spojrzeć na Pana Boga jak na mądrego trenera, który (także poprzez naukę Kościoła) stawia małżonkom mądre wymagania w celu uczenia ich życia prawdziwą miłością.

Małżonkowie winni poznawać Boga, który jest Miłością, a który jest także świadkiem i obrońcą więzi małżeńskiej. Wymaga to pielęgnowania więzi nie tylko ze współmałżonkiem, ale i z Bogiem.

            Bóg chce, by małżonkowie uczyli się przebaczania, co wiąże się z przyjęciem, że prawdziwe dobro nie zawsze pokrywa się z wyobrażeniem tego co dobre przez drugą osobę.

            Zagrożeniem dla małżeństwa jest zawsze grzech, a zwłaszcza trwanie w nim. Trwanie w grzechu to zamknięcie się na Boga. Zamknięcie to powoduje, że małżeństwo nie może czerpać z Miłości, bo zamykając się na Boga, zamyka się na Miłość. Trwanie w grzechu może być skutkiem słabej wiary – wiara wymaga pielęgnacji. Boga trzeba poszukiwać w codzienności. Trzeba modlić się, a to wymaga trudu serca, wysiłku życia dla Jezusa.

            Prawdziwa godność i wielkość człowieka wynika z tego, że człowiek stworzony jest na obraz i podobieństwo Boga z przeznaczeniem do życia wiecznego. Małżeństwo jest rzeczywistością zbawczą, to droga do zbawienia małżonków.

            WIERNOŚĆ, którą jako drugą przysięga się podczas zawierania sakramentu małżeństwa, to lojalność wobec siebie. Trzeba pilnować swoich myśli i pragnień, nie wolno pielęgnować tych pożądliwych. Brak wierności rozpoczyna się wraz z zaniedbywaniem relacji, więzi. Może to być także obgadywanie współmałżonka, wyśmiewanie, podważanie jego autorytetu. Wierności sprzyja dobra relacja małżeńska, w której to małżonek jest pierwszy i najważniejszy.

            UCZCIWOŚĆ oznacza szczerość, czyli mówienie prawdy, bez niedomówień, przemilczeń. Trzeba dać małżonkowi pozwolenie na poznawanie siebie, co osiąga się poprzez rozmawianie zawsze i o wszystkim. Nie wolno wykorzystywać wiedzy o współmałżonku, zwłaszcza w sprawach intymnych, by go zranić, dotknąć, poniżyć. W związku nie może być tzw. „cichych dni”, ale winna panować szczerość w rozmowie o potrzebach, o tym, co boli, co sprawia przykrość.

            NIE OPUŚCIĆ... - tzn. nie pozostawić w biedzie, chorobie. Opuszczenie wiąże się we współczesnym świecie z emigracją za granicę, z pracoholizmem. Jeżeli w małżeństwie wystąpi konieczność separacji, podjętej w trosce o dobro męża i żony, nie wolno zaniedbać w takiej sytuacji duchowej łączności ze współmałżonkiem, modląc się za niego. Można też opuścić współmałżonka nie fizycznie, ale duchowo poprzez ucieczkę w swój własny świat marzeń, życie obok, a nie razem z drugim człowiekiem.

            Na zakończenie ks. Różycki podkreślił, że z przysięgi małżeńskiej wynika obowiązek współpracy z Panem Bogiem w realizacji tego powołania. Tylko taka miłość małżeńska, która spotka się z Bogiem, nie wypali się, nie zagubi.

Kongres zakończył bp Ignacy Dec, który w podsumowującym trzydniowe spotkanie małżeństw wystąpieniu, wymienił kilka istniejących koncepcji filozoficznych, dotyczących tego, kim jest człowiek. Zgodnie z chrześcijańską koncepcją, człowiek to istota, która znajduje się na przecięciu świata duchowego i materialnego. Dzięki duchowi poznaje i kocha. Ks. Biskup, przywołując m.in. postać Gabriela Marcela, Ericha Fromma i Karola Wojtyły podkreślił, że na miłość należy patrzeć jako na dar JA dla TY. Trzeba nosić w sobie dobrą, prawdziwą wizję człowieka.

I Ogólnopolski Kongres Małżeństw w Świdnicy zakończył się uroczystą Mszą Św., sprawowaną w katedrze świdnickiej.

08.11.2011

Co jest, a co nie jest miłością...

Niedzielne spotkanie rozpoczęło się prelekcją na temat: „Jaka miłość jest fundamentem małżeństwa i rodziny?”, którą wygłosił ks. Marek Dziewiecki. Na samym jej początku prelegent wskazał, że sama miłość nie wystarcza, by zawrzeć dobre małżeństwo. Do tego, by małżeństwo było dobre, potrzebna jest spójna osobowość mężczyzny i kobiety.

Ks. Dziewiecki, powołując się na Słowo Boże podkreślił, że niedobrze człowiekowi być samemu. Bóg sam to dostrzegł i temu zaradził, dając mężczyźnie kobietę, ale i kobiecie mężczyznę. Stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo i warto zauważyć, że Bóg jest Rodziną: jest Ojciec, Syn i Duch Św., którzy tak się kochają, że utożsamiają się ze sobą.

            Człowiek jest powołany do miłości i świętości, ale nie do jakiejkolwiek miłości, lecz do miłości małżeńskiej. Pierwsze polecenie, dane człowiekowi, nie jest wcale związane z Bogiem, ale z miłością małżeńską – z płodnością: „Tak się pokochajcie, byście zawsze byli razem, nieodwołalnie, byście chcieli się tą miłością dzielić – byście chcieli mieć dzieci.” Los doczesny człowieka, a w konsekwencji i los wieczny, najbardziej zależy od małżeństwa i rodziny; od tego, co dzieje się między mężem a żoną. Ks. Dziewiecki zauważył też, że Pan Bóg wie, co jest dla człowieka najlepsze, a tymczasem współczesny człowiek kpi z Boga i człowieka, gdyż walczy z małżeństwem i rodziną.

Warto pamiętać, że wypełnianie Bożej woli to oparcie małżeństwa na miłości. Te małżeństwa się rozpadają, gdzie jest za mało miłości, bądź gdzie oparto się na nie-miłości.

Najbardziej stajemy się podobni do Boga, gdy kochamy na zawsze, nieodwołalnie, a więc małżeństwo to najlepsza recepta na świętość. Przysięga małżeńska zawiera obietnicę, że „będę postępował wobec Ciebie tak, jak czyni to Bóg: będę kochał tak, jak On kocha człowieka, czyli wiernie i na zawsze.” Jeśli chcemy być podobnymi do Boga, musimy kochać na zawsze, do końca.

Warto w tym momencie uświadomić sobie, czym miłość jest, a czym nie jest.

Prelegent wskazał najważniejsze mity i ideologie na temat miłości, nie mające z nią jednak nic wspólnego:

  1. miłość to seks

Współcześnie ludzie często mówią, że kochają się, dlatego współżyją. Miłość jest tu mylona z popędem seksualnym i prowadzi do śmierci. Jeśli miłość naprawdę opierałaby się na seksie i na popędach, to musielibyśmy uznać, że najlepiej kochają zwierzęta, gwałciciele itp.

Dopiero wtedy, gdy wiadomo, że ta miłość jest na zawsze, gdy jest to potwierdzone przysięgą małżeńską, wówczas tworzy się największa więź między mężczyzną i kobietą, a więc tylko wówczas można pozwolić na największą bliskość, jaka może być między nimi.

Poza małżeństwem współżycie jest przekleństwem.

 

  1. miłość to zakochanie, zauroczenie

Te dwa stany nie są tożsame. Widnieją między nimi istotne różnice: w zakochaniu jest ogromna zazdrość, w miłości - łagodna tęsknota.

Miłość nie jest uczuciem, ale decyzją woli, tymczasem zakochanie to stan uczuciowy, emocjonalny, taki, jaki mają niemowlęta do swoich rodziców czy przedszkolaki między sobą.

Nie wolno ślubować uczuć, gdyż one się zmieniają. Im bardziej kocham, tym bardziej nie kieruję się uczuciami.

Uczucia nie są istotą miłości. One jej tylko towarzyszą.

Miłość to coś więcej niż uczucia i towarzyszą jej różne uczucia, nie tylko te piękne, ale czasem i trudne, bolesne.

 

  1. miłość to tolerancja (nowoczesna forma miłości)

Zdaniem prelegenta, w ten sposób miłość przedstawiają ci, którzy mają coś na sumieniu. Zwykły człowiek oczekuje miłości i szacunku, a nie tolerancji. Tolerancja to za mało dla ludzi dobrych i szlachetnych, a za wiele dla złych, dla bandytów.

Tolerancja może istnieć w dziedzinie smaków i gustów, bo to nie wpływa na los ludzi.

 

  1. miłość to akceptacja (czyli bądź sobą; kocham cię takim, jakim jesteś)

Nie wolno mylić miłości z akceptacją, gdyż miłość to wzrastanie. Jeśli kochamy, pragniemy pomagać osobie, którą kochamy, by stawała się większa od samej siebie.

Narzeczeństwo oznacza właśnie to, że można od siebie wymagać; że druga osoba dała prawo do stawiania jej wymagań.

Trzeba też pamiętać, że człowiek nie ma granic w rozwoju. Zawsze może być lepszym, może kochać bardziej, mocniej, wzrastać w dobru i pięknie.

Ks. Dziewiecki zauważył również, że w Piśmie Świętym nie ma słowa „akceptacja” czy „tolerancja”.

 

  1. miłość to wolne związki

„Wolny związek” to sformułowanie wewnętrznie sprzeczne, a rzeczy wewnętrznie sprzeczne nie istnieją. Nie ma np. kwadratowego koła.

Nie ma związków, które nie wiążą. Związek może być wprawdzie byle jaki, ale nie znaczy to, że nie istnieje. Albo jest relacja nieodwołalna, zwana miłością, albo byle jaka.

 

  1. miłość to naiwność, bezbronność

Warto, by wszyscy krzywdzeni małżonkowie pamiętali, że mają prawo egzekwować od współmałżonka słowa przysięgi. Przecież krzywdziciel nie przysięgał im „złej doli”. Jeżeli któryś ze współmałżonków taką dolę zsyła na drugiego, na rodzinę, wówczas łamie przysięgę małżeńską. Krzywdzony ma wówczas prawo do obrony. Jezus przecież też się bronił i nie pozwolił, by wbrew Jego woli np. strącono Go ze zbocza góry czy ukamienowano.

Tak samo żona, krzywdzona przez alkoholika czy męża-”boksera” czy mąż, poniżany i maltretowany przez żonę, mają prawo do obrony. Co więcej, mają taki obowiązek właśnie w imię miłości małżeńskiej. Obrona przed krzywdzicielem to najlepsza forma miłości do krzywdziciela, gdyż dzięki temu nie pozwala mu się być jeszcze większym draniem i zaciągać z tego tytułu jeszcze większej winy przed Bogiem. „To, że kocham Ciebie nie znaczy, że pozwalam się krzywdzić”.

Z kart Ewangelii wynika, że Jezus całe swoje życie się bronił, bo nie chciał, by krzywdziciel poszedł do piekła.

 

  1. miłość to przeznaczenie

To kolejny mit, który przyjmujemy. W życiu chrześcijanina nie ma przeznaczenia – jest Opatrzność.

Jednak to nie Bóg wyznacza człowiekowi małżonka. Zawsze jest to autonomiczna decyzja człowieka. Bóg nikomu nie wybiera małżonka, jedynie podaje kryteria tego wyboru. Człowiek zaś sam w sposób wolny decyduje o tym, kto ma być jego mężem/żoną.

Dlatego jest ogromnie ważne, by umieć podejmować tak odpowiedzialne decyzje – i być im wiernym. Wybór małżonka to decyzja, w której zawiera się odpowiedź na pytanie: „Czy potrafisz, czy chcesz pokochać tę dziewczynę/tego chłopaka na zawsze?”

Często zdarza się, że jakiś mężczyzna/kobieta nie umieją takiej decyzji podjąć (przeważnie z winy rodziców). Wówczas, można powiedzieć, taki człowiek nie żyje, bo nie kocha, gdyż miłość to życie.

 

Po tym skrótowym przedstawieniu różnych mitów i ukazaniu, czym miłość NIE JEST, ks. Dziewiecki wskazał, czym w takim razie miłość JEST.

 

Miłość to decyzja zachwytu, troski o czyjeś dobro. Decyzję podejmuje cały człowiek, a nie tylko jego ciało, popędy, emocjonalność.

Prelegent wskazał, jak niefrasobliwie jego zdaniem kobiety traktują tę ważną decyzję zawierzenia komuś swojego życia, losu dzieci. Odbywa się to „na słowo”, a tymczasem kupno najmniejszego kawałka ziemi ci sami ludzie obwarują koniecznością podjęcia wielu czynności, byle tylko nie zostać oszukanym. Spisuje się umowy, są odpowiednie przepisy. A tymczasem swoje życie całkowicie oddaje się komuś „na słowo”, argumentując to tym, że ktoś kocha. Tymczasem jeśli naprawdę by kochał, to sam chciałby zapewnić osobie kochanej poczucie bezpieczeństwa i pewności, że w świetle prawa, wobec społeczeństwa będzie ponosił odpowiednie konsekwencje w razie zerwania danej umowy. W tym miejscu prelegent wskazał, że Kościół, będąc świadkiem zawarcia sakramentu małżeństwa nie kpi z ofiar (zdradzonej żony czy porzuconego męża). Jeżeli ktoś złożył przysięgę małżeńską, to on może sobie z niej kpić, ale Kościół nie pozwoli sobie z niej kpić. Dlatego nie ma możliwości, by Kościół zgodził się na rozwody.

 

Prelegent dał też odpowiedź na najważniejsze, frapujące wielu pytanie: JAK kochać? Uczyć się tego trzeba od Jezusa, gdyż On kocha każdego człowieka i jedynie On pokazuje, co to znaczy prawdziwie kochać:

  • wobec ludzi szlachetnych Jezus był radosny, miał czas, umacniał ich, rozmawiał z nimi, przytulał, chwalił
  • błądzących grzeszników Jezus upominał z miłością, ale nie przytulał
  • wobec krzywdzicieli Jezus bronił się, nie pozwalał się krzywdzić i nie wahał się upominać tych, którzy chcieli mu wyrządzić krzywdę
  • cyników, faryzeuszy Jezus publicznie demaskował
  • ludziom bardzo kochającym, mimo swojej słabości, jak Apostoł Piotr, Jezus wszystko zawierzał, ufał im, przyjaźnił się z nimi

 

Ks. Dziewiecki wskazał także, że jego słowa o małżeńskiej miłości jako najpełniejszej drodze do świętości, wcale nie negują sensu celibatu u kapłanów. Ten celibat ma pomóc księdzu, by – jak Jezus – był największym obrońcą kobiet. Wobec mężczyzn ksiądz ma być bardzo wymagający i ma ukazywać sens bycia mężczyzną. U mężczyzn kapłan musi posiadać autorytet, by słuchali jego słów. Stąd mężczyzna, który jest homoseksualistą, nie może zostać kapłanem, gdyż nie zdobędzie u mężczyzn autorytetu. Ksiądz ma być kimś, kto od rana do wieczora troszczy się o małżeństwa i rodziny. Jego życie jest właśnie całkowicie do dyspozycji dla małżonków i ich rodzin. Za te słowa prelegent zebrał najwięcej braw od małżonków, uczestniczących w Kongresie.

          

Ostatnia część relacji ukaże się we wtorek 08.11.

05.11.2011

„We czci niech będzie małżeństwo…”, czyli o świętości i drogocenności małżeństwa.

            Drugie konwersatorium na temat: „Dlaczego duszpasterstwo małżeństw sakramentalnych?” prowadził Pan Mieczysław Guzewicz. W odpowiedzi na wątpliwości, które pojawiły się w związku z wcześniejszymi tekstami, wyjaśniamy, że prelegent i cały Kongres traktował o małżeństwach sakramentalnych. Było to tak oczywiste, że nikt tego nie podkreślał. To rozumiało się niejako samo przez się. Co więcej, Pan Mieczysław Guzewicz w swoich wystąpieniach podkreślał, jak bardzo istotne i ważne jest powstanie Duszpasterstwa Małżeństw.

            W naszym kraju prężnie działa Duszpasterstwo Rodzin, ale w ramach tego Duszpasterstwa niewiele dzieje się, jeśli idzie o prowadzenie małżeństw na ich wspólnej drodze. Dochodzi więc do tego, że formowane są rodziny, a małżeństwa się rozpadają. Pan Guzewicz wskazał, powołując się na słowa bł. Jana Pawła II, że małżeństwo i rodzina to dwie różne rzeczywistości: „Rodzina jest instytucją, u podstaw której stoi małżeństwo. Nie można w życiu wielkiego społeczeństwa ustawić prawidłowo rodziny, nie ustawiając prawidłowo małżeństwa. Nie znaczy to jednak, że małżeństwo należy traktować tylko i wyłącznie jako środek do celu, którym jest rodzina. Jakkolwiek bowiem małżeństwo naturalną drogą prowadzi do jej zaistnienia i powinno być na nią otwarte, to jednak przez to samo małżeństwo bynajmniej nie zatraca się w rodzinie. Zachowuje ono swą odrębność jako instytucja, której wewnętrzna struktura jest inna, różna od wewnętrznej struktury rodziny” [Karol Wojtyła, „Miłość i odpowiedzialność”, Lublin 2001r.- wykłady w latach 1958-1959, s.194-195] Żeby więc pomagać rodzinie, trzeba wspierać małżeństwa, prowadzić je i formować. Stąd właśnie wypływa konieczność Duszpasterstwa Małżeństw.

            Jak już wyżej napisano, małżeństwo i rodzina to dwie odrębne rzeczywistości. Dzięki małżeństwu powstaje rodzina, ale małżeństwo w rodzinie się nie zatraca, gdyż jest ono czymś innym niż rodzina. Małżeństwo nie przekształca się w rodzinę z chwilą pojawienia się dzieci. Sakrament trwa nadal, nie zamienia się w sakrament rodzicielski, ojcowski bądź macierzyński.

Małżonkowie potrzebują bardzo konkretnych działań, które skierowane będą bezpośrednio do nich, jako do męża i żony.

            Pan Guzewicz wskazywał, że powstanie takiego Duszpasterstwa jest odpowiedzią na pojawiające i nasilające się ataki zarówno ideologiczne, jak i w dziedzinie prawa na małżeństwo i rodzinę. Większość małżeństw nie poradzi sobie z takimi atakami, gdyż małżonkowie nie są do tego dostatecznie dobrze przygotowani. Trzeba przyjąć, że niewielu małżonków w chwili zawierania małżeństwa zdaje sobie sprawę z jego piękna, wielkości, świętości i nierozerwalności. Dlatego trzeba podejmować rozmaite działania w celu podnoszenia tej świadomości w miarę upływu lat wspólnego życia łaską sakramentu.

            Prowadzący z mocą podkreślał, jak ważne jest wskazywanie wszędzie, gdzie się da, a zwłaszcza w przestrzeni kościoła, że małżeństwo jest święte i nierozerwalne. Zachęcał, by na każdej Mszy św. modlić się o to: by małżeństwa były święte i nierozerwalne. Wskazywał, że wokół nas, w przestrzeni medialnej nieustannie rozbrzmiewa słowo: „rozwód”. Dla równowagi winniśmy wskazywać na świętość i nierozerwalność małżeństwa. W ten sposób kształtuje się patrzenie człowieka na te sprawy.

            W swojej wypowiedzi Pan Guzewicz nawiązał też do ewentualnych zastrzeżeń ze strony np. księdza proboszcza: że modlitwa o świętość i nierozerwalność małżeństwa może zaboleć tych z wiernych, obecnych na Mszy św., którzy z różnych przyczyn żyją czy to w związkach cywilnych, czy w konkubinatach. W takiej sytuacji nie powinniśmy także wskazywać na zło kradzieży, oszczerstw, oszustwa, czyli przykazań Dekalogu, gdyż na pewno znajdą się osoby, żyjące wbrew tym przykazaniom. Tymczasem Pan Bóg stworzył człowieka jako mężczyznę i kobietę, uświęcił ich związek i uczynił ich jednością. I to właśnie trzeba wszędzie głosić. W porę i nie w porę.

            Nauczanie Kościoła o małżeństwie nie jest wymysłem ludzkim, lecz Bożą prawdą, która została ludziom dana i zadana. Zdaniem Pana Guzewicza, od momentu zawarcia sakramentu małżonkowie w swoich decyzjach i wyborach, w różnych życiowych sytuacjach winni sobie nieustannie stawiać pytanie: „Co chcesz mi, Panie Boże, powiedzieć jako żonie/mężowi?” Nasze życie, jako małżonków, winno być od momentu zawarcia sakramentu związane z realizacją tego powołania. Już nie ma mężczyzny i kobiety, a jest mąż i żona. I w trosce o swoje małżeństwo powinni oni kierować się w swoich decyzjach dobrem małżeństwa. Prowadzący zwrócił tu uwagę m.in. na zaniedbywanie męża/żony, domu i dzieci poprzez samodzielny rozwój duchowy czy pracę zawodową. Angażowanie się w rozmaite zadania, nawet związane z pracą dla biednych czy wyjazdami na rekolekcje, nie może odbywać się kosztem życia małżeńskiego i rodzinnego.

            Jako syntezę biblijnej teologii małżeństwa prelegent wskazał fragment Listu do Hebrajczyków: „We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane, gdyż rozpustników i cudzołożników osądzi Bóg.” (Hbr 13,4) Małżeństwo ma być we czci pod każdym względem, bo jeśli nie, dokona się jego profanacja, upadnie i nastąpi zniszczenie fundamentu. Jeśli upada małżeństwo, upada pojedynczy człowiek, ale upadają też dzieci i młodzież, upadają rodziny, narody i burzy się cały porządek społeczny. To jakość małżeństwa warunkuje jakość każdego z nas - tacy jesteśmy, jakie są nasze małżeństwa i jakie były i są małżeństwa naszych rodziców. Takie będą nasze dzieci, młodzież, a nawet naród, jakie będą nasze małżeństwa. Stąd płynie wezwanie, by małżeństwo czcić, uznawać za coś niezmiernie drogocennego i szacownego. Wskazuje na to także zastosowany w tym biblijnym fragmencie grecki termin „timios”, czyli drogocenny, szacowny, drogi, otoczony czcią.

Ten sam termin występuje w innym fragmencie Pisma Świętego: „Wiecie bowiem, że z waszego, odziedziczonego po przodkach, złego postępowania zostaliście wykupieni nie czymś przemijającym, srebrem lub złotem, ale drogocenną krwią Chrystusa, jako baranka niepokalanego i bez zmazy” (1 P 1, 18-19). Możemy wysnuć z tego wniosek, że małżeństwo jest tak cenne, jak drogocenna krew Chrystusa. Żyjąc więc obowiązkami stanu, dzięki łasce sakramentu małżeństwa, ożywianej częstym, pełnym udziałem w Eucharystii, małżonkowie razem idą prostą drogą do zbawienia. Nie potrzebują innych sposobów napełniania się łaską, np. poprzez udział w wielu innych praktykach duchowych. Pan Guzewicz podkreślił, że trzeba wyzbyć się myślenia, że żyjąc w małżeństwie, aby się intensywnie rozwijać duchowo, ale pojedynczo, potrzebujemy wspólnot, pielgrzymek, rekolekcji, niezliczonych modlitw, nabożeństw. Jeśli któreś z małżonków zacznie intensywnie dbać o swój rozwój duchowy, ale poza małżeństwem, może doprowadzić do zniszczenia małżeństwa.

Taki od początku był zamysł Pana Boga, by ułatwić ludziom realizację przykazania miłości poprzez coraz głębsze bycie we wspólnocie z drugim człowiekiem. „Dlatego opuści człowiek ojca i matkę, a połączy się z żoną swoją, i będą dwoje jednym ciałem. Tajemnica to wielka, a ja mówię: w odniesieniu do Chrystusa i do Kościoła” ( Ef 5,31-32). Małżeństwo jest wielką tajemnicą, a św. Paweł wprost wskazuje, że tak wielką, jak tajemnica obecności Chrystusa w Kościele. Jezus obecny jest w nim w sakramencie Eucharystii. Można więc powiedzieć, że małżeństwo jest tak wielkie i tak święte jak Najświętszy Sakrament. Jezus przyszedł i ciągle przychodzi na świat realnie, poprzez małżeństwo. Stąd jest ono i ma się stawać coraz pełniej przekaźnikiem tej Bożej miłości do ludzi.

Dlatego małżeństwo ma być „we czci”, należy mu się tak wielka cześć, jak największej świętości w Kościele, bo takim je stworzył Bóg. Małżeństwo jest tak drogocenne, jak drogocenna jest krew Chrystusa i tak święte, jak Najświętszy Sakrament.

            Mając to na uwadze, małżonkowie winni dbać o realizację właściwej hierarchii wartości oraz nieustannie badać, co służy dobru małżeństwa. A na sądzie Bożym my, małżonkowie, zdamy sprawę z realizacji treści przysięgi małżeńskiej. Stąd potrzebujemy wsparcia, byśmy się nie pogubili, byśmy coraz mocniej dostrzegali, że Ewangelię realizuje się w małżeństwie i takie jest nasze powołanie do świętości. Jako propozycje działań promałżeńskich Pan Guzewicz wskazał, że może to być m.in. zachęcanie współmałżonków do wspólnego udziału w niedzielnej Mszy Św. (siadania razem obok siebie, do wspólnego podchodzenia do Komunii św.), a także we wszelkich nabożeństwach, pielgrzymkach czy rekolekcjach. Należy zachęcać małżonków do codziennej wspólnej modlitwy wieczornej z zastrzeżeniem, że modlitwa indywidualna i modlitwa z dziećmi to nie jest modlitwa małżonków.  W parafiach powinno się regularnie (przynajmniej raz w roku) odnawiać przyrzeczenia małżeńskie. W ramach rekolekcji parafialnych trzeba skupić się na problematyce małżeńskiej. Można również wprowadzić np. raz w miesiącu adorację Najświętszego Sakramentu dla małżonków w intencji wszystkich małżeństw z danej parafii.

            Na koniec Pan Mieczysław Guzewicz zachęcił do krucjaty modlitwy w intencji małżeństw zagrożonych rozbiciem. Krucjata rozpoczęła swoje funkcjonowanie 31.12.2006r. w Uroczystość Świętej Rodziny w Gorzowie Wlkp. w parafii pw. św. Józefa. Do tej inicjatywy mogą przystąpić zarówno sami małżonkowie, pragnący ratować swoje związki, rodzice małżonków, znajomi, a także dzieci i ludzie młodzi, którzy chcą podjąć modlitwę w intencji małżeństwa swoich rodziców. Krucjata ta polega na tym, że przez określony czas – pół roku – codziennie odmawiać się modlitwę (dziesiątka różańca i modlitwa krucjaty) w intencji małżeństw zagrożonych rozpadem (jakiegoś konkretnego, bądź nam nieznanego, o którym Pan Bóg wie, że potrzebuje pomocy i wsparcia modlitewnego). Idea tej krucjaty zbliżona jest w formie do znanej krucjaty modlitw w intencji dzieci nienarodzonych. Jeśli ktoś byłby zainteresowany włączeniem się w to dzieło, tekst modlitw, jak i deklaracja przystąpienia do krucjaty widnieją na stronie internetowej Pana Mieczysława Guzewicza www.mojemalzenstwo.pl.

 

Dalszy ciąg relacji ukaże się w sobotę 05.11.

03.11.2011

Pierwsza pomoc osobom w kryzysie małżeńskim

            W sobotę po czasie wolnym i zwiedzaniu miasta przyszedł czas na pracę w grupach.

Poniżej proponowane tematy konwersatoriów:

  • „Spowiedź małżonków – wyzwania, praktyka, trudności” - ks. Ryszard Różycki
  • „Sakrament – siła do życia i cierpienia” - ks. Jarosław Lipniak
  • „Kościół w domu czy dom Kościołem?” - ks. Aleksander Radecki
  • „Feminizm i mężczyźni” - ks. Marek Dziewiecki
  • „Wstrzemięźliwość okresowa czy antykoncepcja po katolicku?” - Monika Gajda
  • „Jak pomóc osobie w kryzysie małżeńskim?” - Irena i Jerzy Grzybowscy
  • „Dlaczego duszpasterstwo małżeństw sakramentalnych?” (spotkanie dla doradców życia rodzinnego) - Mieczysław Guzewicz
  • „Problemy płodności małżeńskiej; in vitro i naprotechnologia” - Artur i Marta Ziębowie

Niestety, z powodu ograniczenia czasowego mogliśmy wziąć udział jedynie w dwóch z nich. Jako pierwsze wybraliśmy konwersatorium u Państwa Ireny i Jerzego Grzybowskich na temat „Jak pomóc osobie w kryzysie małżeńskim?”

            Na początku tego spotkania Państwo Grzybowscy podzielili się swoimi doświadczeniami i przemyśleniami odnośnie tego, jak najlepiej pomóc tym, którzy znajdują się w kryzysie małżeńskim.

            Przede wszystkim zwrócili uwagę na uczucia i emocje. Trzeba pozwolić, by wybrzmiały uczucia osoby, która w takim kryzysie się znajduje: pozwolić jej mówić o tym, co czuje i przeżywa bez oceniania tych uczuć, nawet najbardziej negatywnych i trudnych. Jednocześnie należy pilnować własnych emocji, jakie rodzą się pod wpływem słyszanych słów, i nie pozwolić, by to one nami kierowały. Nie wolno działać czy mówić nie tylko pod ich wpływem, ale także pod presją czasu („natychmiast”, „zaraz”, „już”).

            Uważne wysłuchanie drugiego człowieka pozwala zobaczyć problem, który czasem nie jest poruszany wprost, od razu. Pomagają w tym także pytania, zadane delikatnie i taktownie. Uważne słuchanie jest bardzo ważne i często wystarcza do tego, by osoba mówiąca sama dostrzegła źródło problemu i sama znalazła jego rozwiązanie.

            Człowiek, który słucha i którego w ten sposób druga osoba niejako prosi o pomoc, musi zmierzyć się z własną słabością, niepewnością, lękiem, że nie da sobie rady, że zaszkodzi, że nie ma odpowiedniej wiedzy. Ten strach powoduje, że często stara się drugiego człowieka skierować do specjalisty, gdy tymczasem nie zawsze to rozwiązanie okazuje się dobre. Zwrócono uwagę, że trzeba być ostrożnym z tym odsyłaniem do specjalisty, gdyż przeważnie jako rozwiązanie specjalista od razu proponuje rozwód. Warto więc poszukać miejsca sprawdzonego, gdzie nie ma mentalności rozwodowej, tzn. gdzie specjaliści będą starali się pomóc bez proponowania małżeństwu rozwodu. Osobę, która zwraca się do nas i opowiada o swoich problemach, trzeba starać się przyjąć i uznać, że to zachęta do wytrwałości, do wysiłku w podjęciu dialogu.

            Różnice w osobowości małżonków są zadaniem w miłości małżeńskiej. Trzeba poświęcić dużo czasu i niemało trudu, by te różnice zaaprobować, pokochać.

            Wskazano, że rozwiązać dany problem może tylko osoba zainteresowana, stąd ktoś, kto słucha, musi przyjąć uczucie bezradności, które się w nim pojawi. Jest to trudne i konieczne. Nie wolno więc podpowiadać gotowych rozwiązań, gdyż każde, nawet najlepsze dla nas, jest na pewno złe dla tego, komu doradzamy.

            Jeśli nawet widzimy dobre rozwiązanie danego problemu, należy je odpowiednio sformułować. Bardzo ważne jest, by nie podsuwać konkretnego rozwiązania, ale przedstawić je w formie np. pytania. Wówczas dany człowiek ma możliwość przemyślenia tego, co usłyszy, zastanowienia się nad tym i, po dokonaniu ewentualnego przystosowania do swojej sytuacji, uznania tego za swoje. Tylko wówczas będzie potrafił dany problem rozwiązać.

            Słuchając jednego ze współmałżonków, żalącego się na drugiego, nieobecnego, nie wolno stawać po stronie osoby, która się skarży. W konflikcie między małżonkami nigdy nie jest tak, że jedna strona jest niewinna, a winna jest tylko druga strona. Wina leży po obu stronach, choć jej ciężar nie rozkłada się równo.

            Dla dialogu groźne jest, gdy jedna ze stron posiada odpowiedzi na wszystkie pytania; gdy rozwiązuje za kogoś jej problem. Trzeba nauczyć się rozróżnić pomiędzy wiedzą o czymś, a doradzaniem.

            Po tym wstępie i pokazaniu pewnych zasad, obowiązujących w sytuacji rozmowy z osobą będącą w kryzysie, nastąpiła rozmowa z uczestnikami konwersatorium.

            Po kilkuminutowej przerwie rozpoczęło się drugie konwersatorium – z Panem Mieczysławem Guzewiczem na temat: „Dlaczego duszpasterstwo małżeństw sakramentalnych?”

30.10.2011

Małżeństwo: osobowość-dialog-sakrament

Ostatnią sobotnią prelekcję pt. „Małżeństwo: osobowość-dialog-sakrament” wygłosili Państwo Irena i Jerzy Grzybowscy, założyciele ruchu „Spotkania Małżeńskie”. W swoim wystąpieniu bardziej szczegółowo przybliżyli trudności związane z nawiązaniem dialogu, o którym mówił już o. Mirosław Pilśniak OP.

            W spotkaniu dwóch osób bardzo ważne jest otwarcie się na drugiego człowieka. Przejawia się ono w przyjęciu następującej postawy podczas rozmowy:

  • bardziej słuchać niż wszystko wiedzieć
  • bardziej rozumieć niż oceniać
  • dzielić się sobą
  • uznać, że drugi człowiek nie jest „winny” - on jest „inny”, co umożliwia przebaczenie.

Państwo Grzybowscy zaproponowali, by spojrzeć na sakrament małżeństwa jako na dar łaski, która umacnia małżonków w dialogu, w działaniu: pomaga im bardziej rozumieć, słuchać, dzielić się sobą, przebaczać. W ten sposób dialog prowadzi do spotkania, które jest komunią osób.

Warto uświadomić sobie, że to dialog towarzyszy zawieraniu sakramentu małżeństwa.

            Mężczyzna i kobieta różnią się od siebie. Ważne jest, by tej odrębności nie wtłoczyć w funkcjonujące w świecie mity i stereotypy odnośnie płci, dotyczące zachowań, postępowań, sposobu myślenia i reagowania. Nie wolno ulegać determinizmowi, ku któremu skłaniają nas statystyki. One opisują pewną rzeczywistość, ale warto pamiętać, że podczas spotkania drugi człowiek może ten statystyczny opis swojej osoby przekroczyć, zakwestionować. Godność mężczyzny i kobiety polega na tym, by widzieć ich piękno, to, jakimi Bóg ich stworzył.

            Przyjęcie tego, że drugi człowiek jest inny, ma inne uczucia, inaczej przeżywa daną sytuację nie zawsze jest łatwe. Czasem jest bardzo trudne. Stąd często przerzuca się na drugiego człowieka odpowiedzialność za ten dysonans poznawczy; stąd pojawia się w rozmowie komunikat „ty” („bo ty jesteś…”, „bo ty nigdy…” itp.). Obwiniamy drugiego człowieka wtedy, gdy spotkanie z nim nie zaspokaja naszych potrzeb: miłości, bezpieczeństwa, akceptacji, sensu itd.

            Trzeba zdawać sobie z tego sprawę, poznawać siebie coraz lepiej, by nie budować swoich postaw czy zachowań na bazie trudnych uczuć, na bazie niezaspokojonych potrzeb. Życie w małżeństwie z niezaspokojonymi potrzebami to wejście na drogę cierpienia. Ważne, by to wejście było świadome, z poczuciem sensu tego cierpienia. W przeciwnym razie cierpienie to będzie nas niszczyło.

            Wiemy, że jesteśmy różni. Warto nauczyć się patrzeć na te różnice jak na Boże dary. Jedną z cech naszej osobowości jest temperament. Zawiera on w sobie m.in. takie elementy jak: emocjonalność, aktywność (duża lub mała), tempo reagowania na bodźce zewnętrzne, wojowniczość lub ugodowość. I tak, jak powinniśmy przyjąć i zaakceptować swoje cechy temperamentu, tak samo musimy przyjąć i zaakceptować cechy temperamentu współmałżonka. Te cechy temperamentu nie podlegają ocenie moralnej (nie można powiedzieć, że są dobre lub złe), ale kryją się w nich szanse i zagrożenia dla człowieka. One nie determinują naszego zachowania, a właśnie jedynie zachowanie podlega ocenie. Dane cechy temperamentu mogą człowiekowi utrudniać bądź ułatwiać właściwe zachowanie, stąd jednym z zadań człowieka jest nieustanna praca nad sobą, nad swoim zachowaniem, słowami.

            Człowiek winien poznać siebie po to, by w sposób świadomy zarządzać Bożymi darami – by nie tylko z nich korzystać, ale je przymnażać. Dlatego potrzeba te dary zobaczyć, ocenić ich wartość. Bo one mogą się dewaluować i wtedy człowiek ześlizguje się w zachowania, które prowadzą do grzechu, które są złe.

            Pamiętajmy, że prawda bez miłości przestaje być prawdą. Trzeba więc patrzeć na siebie, ale i na drugiego człowieka z miłością. Tutaj potrzeba zatrzymania, czasu, by w spokoju wsłuchać się w siebie. Małżonkowie potrzebują czasu „pustyni” - by być tylko dla siebie, by być razem. Stąd propozycja „Spotkań Małżeńskich”, podczas których, będąc tylko dla siebie nawzajem, można siebie nawzajem lepiej poznać, dać się poznać drugiemu człowiekowi. I temu właśnie służy nauka dialogu.

Warto założyć, że nie zna się drugiego człowieka, nawet jeśli żyje się z nim 20 lat. Zmieniamy się przecież nieustannie. Zmienia się rzeczywistość, w której żyjemy. Stąd człowiek, którego poznaliśmy 20 lat temu, nie jest teraz tym samym człowiekiem, co wtedy. Dlatego nieustannie powinniśmy się na siebie otwierać i poznawać.

            Warto być sobą i trzeba być sobą. Im bardziej kochamy, tym bardziej jesteśmy sobą. Dlatego warto pracować nad dialogiem, który pomaga nam lepiej się poznać, gdyż prowadzi on też do pogłębiania miłości małżeńskiej.

            Po wysłuchaniu ostatniej tego dnia prelekcji poszliśmy na obiad, po którym mieliśmy możliwość bliższego podziwiania Świdnicy i jej zabytków. Można było zwiedzić Kościół Pokoju, katedrę lub Muzeum Dawnego Kupiectwa.

Potem spotkaliśmy się na konwersatoriach. O dwóch z nich opowiemy w piątek 28.10.

25.10.2011

© Copyright 2010; Zamyślenia z rodziną w tle. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Skórka: Przemijanie ma sens | Korzystając z serwisów wiara.pl akceptujesz warunki regulaminu.
Znalazłeś treści naruszające regulamin? Powiadom nas!

 

| załóż konto i pisz bloga

zgłoś błąd