Archiwum dla miesiąca: Grudzień 2012

Potem...

 

„Nigdy nie należy mówić »potem«, bo »potem« znaczy nigdy, a w najlepszym wypadku byle jak.”

 

ks. Konrad Szweda

29.12.2012

Życzenia świąteczne

 

Co jakiś czas każdego człowieka dopada pokusa, że musi być tak „jak ja chcę". Nie ma tu miejsca na przegraną, klęskę, brak sukcesu. Wszechmocny musi się dostosować. A może właśnie Bóg chce poprowadzić nas ścieżką męczeństwa, bo wie, że to do Niego droga najkrótsza? Dla Niego wszystko ma sens, On każde wydarzenie jest w stanie zamienić na błogosławieństwo. Każde. Nawet klęskę, wyśmianie czy odrzucenie.

„Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony” – doda Jezus.Trudno zrozumieć, dlaczego chrześcijanie tak są zdziwieni kiedy spotykają się z prześladowaniami, z odrzuceniem czy wyśmianiem? Przecież to już nam zapowiedział Jezus.Jego perspektywa sięga jednak krok dalej. Skąd wiem, czy to co teraz traktujemy za porażkę, nie okaże się kiedyś najcenniejszą rzeczą, która nas w życiu spotkała? Nie wiemy, w jaki sposób Bóg chce posłużyć się naszymi wrogami. Zostawmy to Jemu.

Autor Dziejów Apostolskich pisząc o dzisiejszym świętym męczenniku, wspomina jeszcze postać Szawła, który przyglądał się scenie kamienowania. Jakiś czas później, ten faryzeusz z Tarsu, wywiera ogromny wpływ na wczesnochrześcijańską doktrynę, będąc zwolennikiem rozszerzenia misji na pogan.

To nie na sukcesie, ale na ich krwi zbudowany jest Kościół. Chrześcijaństwo na zawsze pozostanie religią paradoksu, w której przegrać, oznacza wygrać.

Krzysztof Pałys OP

 

- życzę Wam i sobie, by od dzisiaj coraz mocniej żyć tą logiką Jezusa: nie bać się przegranej, klęski, braku sukcesu, ale wszystko oddawać w ręce Tego, Kto ze zła wyprowadza dobro, ze słabości - siłę, z cierpienia - radość...

- w Nowym Roku życzę Wam i sobie życia Jezusowymi błogosławieństwami :)

23.12.2012

Rodzina

Podobno z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach...

Z pewnością są tacy członkowie rodziny, że chciałoby się relacje z nimi ograniczyć tylko do zdjęć i to od czasu do czasu. Bo przecież i po to, by zrobić zdjęcie, ludzie muszą się spotkać.

Z mojego doświadczenia wynika jednak, że każdy problem z relacjami pokazuje mi mój wewnętrzny niepoukładany świat. Odwzorowuje m.in. moje kompleksy, brak poczucia własnej wartości, nieumiejętność stawiania granic, nadmierne i zupełnie niemożliwe do spełnienia oczekiwania wobec drugiego człowieka, siebie i świata. To wszystko sprawia, że w relacjach pojawiają się napięcia, problemy, złe słowa i myśli, czasem gesty.

Nasuwa się więc "rozwiązanie": ucieczka.

Ucieczka, czyli ograniczanie takich problematycznych relacji, chowanie się w brak czasu i nadmierny aktywizm, szukanie świata "nieistniejącego" w powieściach fantastycznych i różne inne. Chyba każdy człowiek ma swój sposób uciekania od rzeczywistości i tego, co nieprzyjemne, bolesne, raniące.

Mając tę wiedzę, mogę pomóc naszym nastolatkom zrozumieć, co się dzieje w ich głowach i sercach. Stoję z boku, więc dostrzegam może nie tyle wszystko, ale coś innego, coś, czego oni, zanurzeni w swoich emocjach i uczuciach, nie są w stanie spostrzec.

Oczywiście, mogą moje uwagi i spostrzeżenia odrzucić. Ponieważ jednak staram się tego nie przedstawiać w sposób natrętny, ale jako propozycję do rozważania, dzieci słuchają moich słów, czasem dyskutują, pytają, często zgadzają się - i zderzają się z problemem w sobie: wprowadzenia często mądrych myśli w życie.

Bo nie wystarczy tylko coś zobaczyć, uznać mądrość i dobro spostrzeżeń. Trzeba je jeszcze wcielić w swoje życie - w mniejszym lub większym zakresie. A z tym wszyscy mają problem.

Czasem życie zmusza do zmiany zachowania i reagowania, czasem niechęć do zmian jest silniejsza niż otrzymywane ciągle razy i ciosy. 

Ja tylko dzieciom tłumaczę świat. To one muszą wykonać całą pracę z porządkowaniem tego, co jest w nich. 

A ostatnio coraz częściej widzę, że przy okazji dzieci pokazują mi to, co we mnie samej ciągle jeszcze potrzebuje nawrócenia.

Doceniam to ogromnie. To wielkie błogosławieństwo, mieć obok siebie kogoś, kto jak lustro - pokaże wszystko: dobro i zło, słabość i siłę. Tylko że w przeciwieństwie do lustra, ten ktoś nie jest obojętny, "martwy", ale żyjący, czujący, dzielący się dobrym słowem i uściskiem.

Bóg stworzył człowieka jako mężczyznę i kobietę, we wspólnocie. Kryje się w tym głęboka mądrość dla wszystkich, którzy chcą nieustannie dorastać do tej wizji siebie samego, jaka jest przez Bożymi oczami. Drugi człowiek na tej drodze jest zawsze błogosławieństwem i pomocą. Niestety, nie zawsze potrafię z tej pomocy korzystać.

Tak naprawdę nie dostałam od Pana Boga większego daru niż moja rodzina. Ci najbliżsi, i ci trochę dalsi. 

Wielkim darem jest też każdy inny człowiek, nie związany ze mną więzami pokrewieństwa.

Ciekawe, czy kiedyś dzieci i mnie uznają za dar od Stwórcy? :-)

 

21.12.2012

Bóg i człowiek

Bo skoro Bóg stał się człowiekiem, to i w człowieka uwierzyć trzeba. Prawdę mówiąc, łatwiej w Boga uwierzyć. Niechby święta obudziły wiarę w człowieka?

ks. Tomasz Horak

 

- otóż to: uwierzyć w człowieka nie jest łatwo. Łatwiej wierzyć w Boga, bo Go nie widać, bo można sobie Go stworzyć na swój obraz i podobieństwo. Mieć w sobie takie wygodny obraz Boga. Bóg zresztą nie będzie się napraszał, niepokoił swoją obecnością - a drugi człowiek to robi. Nie zna umiaru i nie zamierza się poprawiać, by mi dogodzić, nie zamierza rezygnować z tego, co jego, mimo że mnie to uwiera i boli.

- trudno uwierzyć, że w tym najgorszym człowieku nie ma tylko zła, niegodziwości, podłości; że jest ocean goryczy i rozczarowania samym sobą, co często nie pozwala, by wewnętrzne dobro wyszło z ukrycia, by uczynki i słowa stały się miłe i dobre, łagodne i pełne radości.

 

21.12.2012

Motto

 Powaga bywa czasem maską, pod którą łatwo skryć nasze lęki, brak entuzjazmu czy brak zaufania. Wymówką, by stać i kostnieć.


o. Ashenafi

 

- to pokazuje, jak ważny jest humor, wewnętrzna radość, płynąca z dystansu do tego, co mnie spotyka, co widzę i czego doświadczam. Gdy zbyt poważnie biorę samą siebie i otaczający mnie świat, grozi mi utknięcie w lękach, niepokojach, nieufności. Nie tylko nie daje mi to radości i pokoju serca, ale dodatkowo zaciąży kamiennym sercem, które nie zważa na miłość, ale jedynie na surową sprawiedliwość.

- dlatego dobrze być przedmiotem żarcików i kpin, bo dzięki temu ktoś się poczuje rozbawiony, a śmiech to zdrowie - dla ciała, ale i dla duszy.

20.12.2012

© Copyright 2010; Zamyślenia z rodziną w tle. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Skórka: Przemijanie ma sens | Korzystając z serwisów wiara.pl akceptujesz warunki regulaminu.
Znalazłeś treści naruszające regulamin? Powiadom nas!

 

| załóż konto i pisz bloga

zgłoś błąd