Archiwum dla miesiąca: Czerwiec 2012

Motto

Esistono solo due giorni nell’anno in cui nulla può essere fatto. Uno si chiama ieri e l’altro si chiama domani. Pertanto oggi è il giorno sicuro per amare, credere, fare e, principalmente, vivere! 

 

Dalai Lama

30.06.2012

Łk 1,57-66.80

 

„Dla Elżbiety zaś nadszedł czas rozwiązania i urodziła syna.”

 

Wszystko ma swój czas. Jest też czas związania i czas rozwiązania tego, co było związane, co było tajemnicą, niezrozumieniem (w sensie braku pojmowania).

 

Przychodzi i w moim życiu czas rozwiązania tego, co związał grzech, moja słabość.

To, co zakryte, staje się odkryte – głównie dla mnie.

 

Więcej rozumiem, lepiej widzę, głębiej sięgam sercem.

 

Kiedy poczyna się nowe życie w kobiecie, jest ono jak ziarno, ukryte w glebie. Tam spoczywa i ma czas, by się przemieniać w ukryciu.

 

Każdy z ludzi był (jest) takim ukrytym nasionkiem, które wykiełkowało: urodziło się dziecko.

 

Rodzi się człowiek: to, co było ukryte, związane, staje się jawne, rozwiązane.

A jednocześnie zawiązuje się coś nowego.

 

Dziecko to nadal tajemnica i to, co ukryte.

 

Rosnąc, dojrzewając tajemnica, którą jest człowiek, jednocześnie jest rozwiązywana i zawiązywana.

 

Człowiek jest wielką tajemnicą.

 

Często sam dla siebie.

 

Im dłużej żyje, tym mocniej przekonuje się, że wiele już wie (co czasem powoduje swoistą pewność siebie i zamknięcie na nowość, inność), ale wiele jeszcze nie wie, nie rozumie (to leczy ze zbytniej pewności siebie i prowokuje do poszukiwań, badań, dociekań).

 

Tylko Bóg wie wszystko o człowieku.

 

Tylko w Bogu można siebie najlepiej poznać i rozwiązać to, co związane.

 

Wtedy pojawia się radość. Ona zawsze towarzyszy Bożej Obecności.

 

„... cieszyli się z nią razem.”

 

A jednak lękam się jej. Nie zawsze potrafię współweselić się z drugim człowiekiem.

 

W jego życiu pojawia się coś radosnego, a we mnie jest dystans lub nawet torpedowanie tej radości, umniejszanie jej.

 

Bo przecież życie to głównie krzyż i cierpienie.

 

Nie potrafię żyć chwilą – cała jestem w przyszłości, która z reguły ma czarne barwy.

Ta niewiara, brak ufności w Obecność Boga i Jego miłość i ochronę sprawia, że nie dostrzegam Jego działania w moim życiu.

 

Jeżeli nie ma we mnie radości, to oznacza, że nie ma zaufania i wiary w Opatrzność Bożą (wierzę, zaradź memu niedowiarstwu!)

 

Boję się radości, ponieważ boję się życia.

 

Brak radości (nie – wesołkowatości!) to objaw strachów i lęków, jakie siedzą we mnie i skutecznie niszczą wszelkie najdrobniejsze kiełki radości.

 

Elżbieta urodziła Jana, gdy była już starą kobietą. Radowała się tymi narodzinami, tym, co dokonało się w jej życiu, zamiast zamartwiać się, czy da sobie radę z pracą przy niemowlęciu; czy dożyje chwili, gdy będzie on dorosły i samodzielny.

 

Żyła tu i teraz. Bo to, co będzie w przyszłości, dzisiaj jest zawiązane. Będzie rozwiązywane stopniowo, dzień po dniu. I Bóg w tym pomoże.

 

„A natychmiast otworzyły się jego usta, język się rozwiązał i mówił wielbiąc Boga.”

 

Urodzenie dziecka to rozwiązanie nie tylko dla kobiety, ale i dla mężczyzny.

 

Kiedy poczyna się dziecko, kobieta staje się świątynią. To w niej, w jej ciele dokonuje się cud stworzenia. Bóg stwarza nowe życie, stwarza człowieka – w ciele kobiety. Powierza jej tę tajemnicę, ten cud.

 

To tajemnica, wobec której mężczyzna winien zamilknąć, by ją rozważać.

 

Tylko rozważając, zgłębiając tę tajemnicę mężczyzna wzrasta w swojej męskości. Dojrzewa do wzięcia na siebie odpowiedzialności, czuje swoją siłę i moc, którą Bóg go obdarza po to, by tym nowym życiem mężczyzna się zaopiekował, ochronił je.

 

Zgłębianie tej tajemnicy prowadzi do uwielbienia Boga: za cud życia.

Także mojego życia.

 

Elżbieta się cieszy, raduje. Zachariasz wielbi Boga.

 

Radość to uwielbienie Boga.

 

Nie ma uwielbienia Boga bez radości.

 

Nie można – radując się – nie wielbić Boga.

24.06.2012

Moc ziarna - moc Słowa

Drodzy bracia,

Liturgia dzisiejsza proponuje nam dwie krótkie przypowieści Jezusa: o ziarnie, które samo wzrasta i o ziarnku gorczycy (por. Mk 4, 26-34). Za pośrednictwem obrazów zaczerpniętych ze świata rolnictwa, Pan przedstawia tajemnicę Słowa i Królestwa Bożego oraz wskazuje powody naszej nadziei i naszego zaangażowania.

W pierwszej przypowieści uwaga skierowana jest na dynamikę zasiewu: ziarno, które zostaje rzucone w ziemię, kiełkuje i rośnie samo zarówno wtedy, gdy rolnik śpi, jak i wtedy, gdy czuwa. Człowiek sieje z nadzieją, że jego praca nie pozostanie bezowocna. Tym, co podtrzymuje rolnika w jego codziennych trudach, jest właśnie nadzieja w moc drzemiącą w ziarnie i dobro gleby. Przypowieść ta przywołuje tajemnicę stworzenia i odkupienia, owocnego dzieła Boga w historii. To On jest Panem Królestwa, człowiek jest Jego pokornym współpracownikiem, który rozważa i raduje się ze stwórczego działania Bożego i oczekuje cierpliwie na jego owoce. Końcowe żniwo kieruje nasze myśli ku ostatecznej interwencji Boga na końcu czasów, gdy zrealizuje On w pełni swoje Królestwo. Czas obecny jest czasem zasiewu, a wzrastanie ziarna zapewnia Pan. A zatem każdy chrześcijanin wie dobrze, że powinien czynić wszystko, co w jego mocy, ale ostateczny wynik zależy od Boga: ta świadomość podtrzymuje go w trudzie codziennego dnia, szczególnie w trudnych sytuacjach. Pisał o tym św. Ignacy Loyola: „Działaj tak, jakby wszystko zależało od ciebie, wiedząc jednak, że w rzeczywistości wszystko zależy od Boga” (por Pedro de Ribadeneira – Vita di S. Ignazio di Loyola, Mediolan 1998).

Także druga przypowieść wykorzystuje obraz ziarna. Chodzi tu jednak o specyficzne nasienie – gorczycy, uważane za najmniejsze ze wszystkich nasion. Choć jest tak małe, to jednak jest pełne życia, z jego rozkruszenia rodzi się odrośl zdolna do rozerwania ziemi, wydarcia się na promienie słoneczne i wyrastania, aż stanie się „większe od jarzyn” (por. Mk 4, 32): słabość jest siłą nasienia, podzielenie go jest jego mocą. Takie jest Królestwo Boże: rzeczywistość po ludzku mała, składająca się z ubogich w sercu, tych, którzy pokładają ufność nie we własne siły, ale w moc miłości Boga, tych którzy nie są ważni w oczach świata. A jednak to właśnie przez nich wdziera się moc Chrystusa i przemienia to, co jest pozornie nieistotne.

Obraz ziarna jest szczególnie drogi Jezusowi, gdyż dobrze wyraża tajemnicę Królestwa Bożego. W obu dzisiejszych przypowieściach przedstawia ono „wzrost” i „kontrast”: wzrost, który ma miejsce ze względu na dynamizm zawarty w samym ziarnie i kontrast między niepozornością ziarna a wielkością tego, co ono wytwarza. Przesłanie jest jasne: Królestwo Boże, nawet jeśli wymaga naszej współpracy, jest przede wszystkim darem Pana, łaską, która wyprzedza człowieka i jego dzieła. Nasza niewielka siła, pozornie bezbronna wobec problemów świata, jeśli jest zanurzona w moc Bożą, nie lęka się przeszkód, jest bowiem pewna zwycięstwa Pana. Jest to cud miłości Boga, która sprawia, że kiełkuje i rośnie wszelkie ziarno dobra rozproszone po ziemi. I doświadczenie tego cudu miłości sprawia, że jesteśmy optymistami, pomimo napotykanych trudności, cierpień i zła. Ziarno kiełkuje i wzrasta, gdyż sprawia to miłość Boga. Niech Maryja Panna, która przyjęła jako „żyzny grunt” ziarno Słowa Bożego, umocni w nas tę wiarę i tę nadzieję.

 

papież Benedykt XVI

17.06.2012

© Copyright 2010; Zamyślenia z rodziną w tle. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Skórka: Przemijanie ma sens | Korzystając z serwisów wiara.pl akceptujesz warunki regulaminu.
Znalazłeś treści naruszające regulamin? Powiadom nas!

 

| załóż konto i pisz bloga

zgłoś błąd